20:59:00

Nabla Poison Garden - Pierwsze wrażenia + Dwa makijaże krok po kroku


Niedawno swoją premierę miała najnowsza paleta Poison Garden marki Nabla. Przyznaję, że gdy zobaczyłam pierwszą zapowiedź, od razu zaświeciły mi się oczy i wiedziałam, że musi być moja! Do tego Drogeria Pigment zawsze wie jak mnie uszczęśliwić i tak Poison Garden trafiła do mnie jeszcze szybciej niż planowałam, a dla Was na końcu wpisu czeka kod rabatowy ;)

Jeśli śledzicie mnie na instagramie, na pewno widziałyście już co Was dziś czeka. Nie chciałam dać Wam tylko opisów cieni i kilku słów o pierwszych wrażeniach na jej temat, więc przygotowałam trzy makijaże, w tym dwa krok po kroku, żeby pokazać Wam chociaż kilka przykładów tego co możecie z nią zrobić. Wierzcie mi jednak, że na tym się nie skończy, paleta ogromnie mi się podoba i w najbliższym czasie zobaczycie ją u mnie jeszcze nie raz ;) 


NABLA POISON GARDEN 



Opakowanie palety to tak jak w poprzednich solidny karton z dużym lusterkiem. Moja Dreamy i zwłaszcza Soul Blooming, po którą sięgam bardzo często, wciąż są w idealnym stanie, bezproblemowo się czyszczą, więc mogę przypuszczać, że i z tą będzie tak samo. Za to sam wygląd palety, to rewelacja. Czarne kwiaty są delikatnie wypukłe, a kolory pod nimi mienią się w zależności od tego jak pada na nie światło. Cudo!

W przypadku Poison Garden zmieniła się również ilość cieni. Poprzednie palety miały ich 12, tutaj znajdziemy aż 15. Trzy dodatkowe, piękne cienie to zawsze plus, a cena w stosunku do poprzednich wzrosła tylko o 20 złotych. 


Znajdziecie ją oczywiście w Drogerii Pigment i w cenie regularnej kosztuje 179 złotych.

>> Nabla Poison Garden 



W Poison Garden znalazło się 9 matowych cieni (Zodiac, Berry Bite, Adagio, Zen, Honey, Majorelle, Narrative, Opera, Canvas) i 6 błyskotek (Fabric, Adoration, Craving, Subliminal, Archetype, Rosita). 

Zodiac - Określiłabym go jako granatową czerń. Nie jest czysto czarny, nie jest też granatowy, to coś pomiędzy i bardzo mi się podoba. Na zdjęciach makijaży wygląda bardziej czarno, ale na żywo widać, że jest podbity granatem. Nieoczywisty kolor, ale przez to dla mnie bardzo ciekawy. 

Fabric - Przepiękna beżowo szampańska folia. Takich odcieni nigdy dosyć, pięknie sprawdzi się na całej ruchomej powiece i do rozświetlenia wewnętrznego kącika.

Adoration - Dla mnie hit Poison Garden. W palecie wygląda tak bardzo niepozornie, jak biały, błyszczący cień. Ot, nic specjalnego. Magia dzieje się przy nakładaniu. Adoration to zupełnie bezbarwna baza, opalizująca na jasny, liliowy fiolet. Cuuudo! Przepięknie wygląda nałożony samodzielnie i równie rewelacyjnie nałożony na inne odcienie. Muszę znaleźć coś podobnego, opalizującego też na inne kolory. 

Berry Bite - Zdecydowanie mój drugi ulubiony cień w tej palecie. Bardzo intensywny i nasycony, malinowy odcień. Świetnie się z nim pracuje i wygląda przepięknie na oku. Efekt można też stopniować, kolor pięknie się buduje i w zależności od tego ile go nałożymy, można uzyskać piękną, ale delikatną malinę lub naprawdę intensywny kolor. W dwóch wersjach zobaczycie go niżej w makijażach, choć to jeszcze nie wszystko co potrafi ;)

Adagio - Klasyczny, matowy, ciemny brąz. Bardzo dobra pigmentacja i bezproblemowo się blenduje. 

Zen - Matowy nudziak podbity delikatnie różem. Jeszcze po niego nie sięgałam, ale niedługo na pewno się to zmieni. Cień jest bardzo ciekawy, będzie pięknie wyglądać ponad załamaniem powieki zamiast klasycznego brązu. 

Craving - Fiolet i błyskotka w jednym, musiał mi się spodobać. Zobaczycie go odrobinę w ostatnim makijażu, ale na pewno niedługo wróci w pełnej okazałości. Piękny odcień fioletu, a w świetle mieni się maleńkimi, fioletowymi, różowymi i złotymi drobinkami. 

Honey - Myślałam, że to nie mój odcień, ale bardzo się myliłam. Nazwa pasuje idealnie, jest świetnie napigmentowany i zobaczycie go w pierwszym makijażu. Moim zdaniem pięknie komponuje się z Berry Bite. 


Subliminal - Piękne, herbaciane, foliowe złoto. Pogoda powoli zaczyna być zimowa, ale ten odcień będzie świetnie wyglądać w typowo jesiennych makijażach. Na pewno niedługo zobaczycie go w makijażu.

Archetype - Przepiękna błyskotka! Brązowa baza z mnóstwem maleńkich, złotych i fioletowych drobinek, momentami pod niektórymi kątami wygląda jakby był delikatnie podbity różowym złotem. Na zdjęciach będzie bardzo trudny do uchwycenia, ale na żywo jest bomba. Pięknie będzie wyglądać na ruchomej powiece przy smokey, zwłaszcza na wieczorne wyjścia, bo w sztucznym, świetle efekt jest najlepszy.

Rosita -  I znów cudna foliowa błyskotka. Dla fanek rozświetlonych, ale delikatnych makijaży jasny róż będzie pięknie wyglądać na ruchomej powiece lub jeszcze delikatniej w wewnętrznym kąciku, za to ja pokochałam ten cień za to jak wygląda w połączeniu z malinowym Berry Bite.

Majorelle - Przepiękny, bardzo nasycony kobalt. Pigmentacja jest rewelacyjna, ale.. miałam z nim momentami mały problem. Przy swatchu nakłada się świetnie, bardzo intensywnie i wystarczy pociągnięcie palcem, żeby wydobyć całą jego intensywność. Natomiast płatał mi figle przy oku na zagruntowanej bazie. O ile na "mokry" korektor, bazę i kredkę nakładał mi się bezproblemowo, tak na przypudrowanej bazie lub pokrytej innym bazowym cieniem, jakby nie do końca chciał się złapać powieki i miejscami zanikał. Póki co malowałam nim tylko kilka razy, to pierwsze wrażenia, więc będę jeszcze testować z innymi bazami i za jakiś czas wspomnę Wam na insta story informację i tutaj mały edit.  

Narrative - Dość jasny, klasyczny brąz. W sam raz jako cień transferowy, ja w makijażach sięgałam właśnie po niego. Natomiast pigmentacja jest bardzo dobra i jeśli nałoży się go nieco mocniej, równie dobrze sprawdzi się jako dopełnienie dziennych, lekkich makijaży.

Opera - Matowy, bardzo ciemny odcień wina. Przepiękny odcień, bardzo "mój" i na pewno będzie mi często towarzyszyć. Mimo mocnej pigmentacji bardzo dobrze się blenduje, a nałożony lekką ręką w baardzo niewielkiej ilości, nadaje się do lekkiego przyciemnienia makijażu, zobaczycie w pierwszym makijażu.

Canvas - Jasny, żółtawy beż. Jako cień bazowy dla mnie jest nieco zbyt ciemny i zbyt żółty, ale przy innym odcieniu skóry sprawdzi się jako baza. Ja najprawdopodobniej będę po niego sięgać jako bardzo delikatny cień transferowy.


Nie wszystkich odcieni używałam jeszcze w pełnym makijażu, choć starałam się sprawdzić jak najwięcej na powiece. To wciąż pierwsze wrażenia, ale póki co jestem bardzo zadowolona z tej palety i raczej wątpię, że zmienię zdanie. 

Poprzednie palety Nabli przyzwyczaiły mnie do dobrej jakości cieni i ta z całą pewnością mnie nie zawiodła. Powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie i jest nawet lepsza. Kolory mają bardzo dobry pigment, są ciekawe i mocno nasycone. Bez problemu można budować intensywność, a ja bardzo zwracam na to uwagę. 
Znacie mnie, poza użytkowymi, prostymi  i szybkimi makijażami, lubię się pobawić kolorem i w moich makijażach przynajmniej staram się wyciskać z nich co się da.  Lubię intensywność, kontrasty, bardzo ważne jest dla mnie to jak z cieniami pracuje się na mokrych bazach. Ta paleta pozwoliła mi zmalować dla Was coś dziennego i delikatnego, mimo pracy na intensywnych kolorach. Malowałam na zagruntowanej bazie, tak jak zdecydowana większość robi to na co dzień. Ale pozwoliła mi też się pobawić. Są na rynku piękne palety, które większości sprawdzają się super na co dzień, a dla mnie są meh, właśnie dlatego, że nie dają mi tej możliwości wykorzystania ich w różnym typie makijażu. 

Cienie blendowały mi się świetnie zarówno przy mokrej, jak i zagruntowanej bazie. Przy łączeniu kolorów nie zanikały, nie mieszały się ze sobą, każdy z nich był dobrze widoczny, trzymał się powieki niezależenie od sposobu nakładania i bazy. Poza makijażami, które zobaczycie niżej, malowałam też dzienniaczki, żeby sprawdzić jak cienie będą zachowywać się w ciągu dnia i tu też się nie zawiodłam, do demakijażu były na swoim miejscu, nic nie zaczęło blednąć. 


Tak krótko podsumowując. Jeśli cienie w palecie się Wam podobają, lubicie kolor w makijażu, a może nawet czasami chcecie trochę bardziej poszaleć i zastanawiacie się nad zakupem, to bierzcie. Nie zawiedziecie się, Poison Garden to naprawdę dobra jakość, moim zdaniem jak najbardziej warta swojej ceny, dobór kolorów pozwala stworzyć i dzienne i bardziej ciekawe makijaże, a pracuje się z nią przyjemnie i bezproblemowo. 




Nabla 
Posion Garden - Narrative, Honey, Berry Bite, Opera, Adoration, Rosita, Canvas
Rozświetlacz Angel
Bronzer Gotham
Róż Regal Mauve
Close Up Concealer - Porcelain
Close Up Baking & Setting Powder
Magic Pencil Nude

Affect - Pomada do brwi Dark
Catrice - Podkład Even Skin Tone
Catrice - Camouflage Cream
Eveline - Korektor stopniowo barwiący brwi
Golden Rose - Liquid Matte Lipstick 13 & Dream Lips Liner 510

Hulu Brushes - Oczy: P44, P36, P30, P42, P50. Twarz: P24, P4, P10, P20
Boho Beauty - Boho Blender, Boho Blender Mini, 212 Over Shader, 215 Blending


1. Moją bazą był korektor Nabla z linii Close Up. W palecie nie ma dla mnie bazowego cienia, Canvas Jest nieco zbyt żółty przy mojej cerze, więc korektor zagruntowałam pudrem Baking & Setting Powder. Brwi to pomada Affect z rewelacyjnym pędzlem Hulu P44

Na tak przygotowaną powiekę pędzlem Hulu P36 nakładałam cień Narrative. Pędzel jest dość duży, puchaty i zostawia bardzo fajną mgiełkę koloru. Samego cienia nakładałam malutko i lekką ręką, otrzepywałam też pędzel, bo kolor jest dobrze napigmentowany, a ja chciałam tylko delikatną chmurkę na górnej i dolnej powiece. 
I tego nie będę powtarzać przy każdym punkcie, ale w tym makijażu wszystkie cienie będą nakładane bardzo lekką ręką i w niewielkiej ilości, bo chciałam, żeby było delikatnie. Natomiast możecie oczywiście dołożyć ich więcej i uzyskać mocniejszy efekt. 

2. Pędzlem Hulu P30 nałożyłam cień Honey. Pędzlel jest płaski ale puchaty, przy tym kroku sięgam po niego najczęściej, bo pozwala na większą precyzję, ale i świetnie blenduje kolor. Ten kolor nakładałam nieco niżej, nadając już ostateczny kształt makijażu, przyciemniłam też dolną powiekę. Zen jest pod nie jest bardzo widoczny, ale połączenie tych dwóch odcieni dało bardzo płynne przejście. 


3.  Płaskim pędzlem Boho Beauty 212 przyciemniałam makijaż cieniem Opera. Bardzo, ale to baardzo delikatnie, dobrze strzepując pędzel. Cień jest ciemny, mega dobrze napigmentowany, zobaczcie jak wygląda na swatchu w pełnej okazałości. Tu jest go naprawdę bardzo malutko i mocno rozblendowany.

4. Pędzlem Hulu P42 nałożyłam delikatnie cień Berry Bite przy linii wodnej i w zewnętrznej części górnej powieki. Jest przepiękny! Pigment jest bardzo mocny, nałożony pewniejszą ręką jest bardzo intenstywny, tu chciałam go nieco złagodzić i mocniej roztarty wygląda równie pięknie. Tu możecie dołożyć też odrobinę cienia Opera, żeby wszystko dobrze się połączyło.


5.  Płaskim, dużym pędzlem Hulu P50 nałożyłam cień Canvas na wewnętrzną część dolnej powieki i ruchomą powiekę, łącząc go z kolorem Berry Bite, żeby rozjaśnić oko. Na środek powieki już palcem wklepałam obłędny cień Rosita. Jasny, błyszczący róż już solo wygląda pięknie, ale w połączeniu z Berry Bite to prawdziwe cudo. Ja rozświetlałam tylko środek powieki, ale jeśli chcecie więcej błysku, możecie nałożyć go na całą, też będzie wyglądać świetnie. 

6. Ostatnie szlify i efekt końcowy. W wewnętrznym kąciku znalazł się przepiękny cień Adoration, również nałożony palcem. Natomiast jeśli nie chcecie tam opalizującego fioletu, możecie i tam użyć Rosity albo odrobiny cienia Fabric, są bardziej neutralne.
Na linii wodnej znalazła się kredka Nabli Magic Pencil w kolorze Nude. Jest trwała, a jasny odcień optycznie powiększa oko i odświeża spojrzenie.

Na koniec zawsze jeszcze sobie wszystko dla pewności blenduję, tu służył mi pędzel Boho Beauty 215. Wiecie jaka jest moja najważniejsza zasada blendowania? Kiedy w pierwszym momencie wydaje się, że to już, wcale tak nie jest i trzeba blendować dalej. Blending is my cardio ;)



Nabla 
Posion Garden - Narrative, Adiago, Zodiac, Majorelle, Adoration, Rosita
Rozświetlacz Angel
Bonzer Gotham
Close Up Concealer - Porcelain
Close Up Baking & Setting Powder

Affect - Pomada do brwi Dark
Avon - Kredka Żelowa Black i Cobalt
Catrice - Podkład Even Skin Tone
Catrice - Camouflage Cream
Collistar - Błyszczyk Gloss Desing nr.10
Eveline - Korektor stopniowo barwiący brwi

Hulu Brushes - Oczy: P36, P30, P42. Twarz: P24, P4, P10
Boho Beauty - Boho Blender, Boho Blender Mini, 220 Petit Smudge, 215 Blending


1. Powieka została przygotowana dokładnie tak samo jak w pierwszym makijażu. I tu jako pierwszego cienia również użyłam Narrative, roztartego pędzlem Hulu P36 na górnej i dolnej powiece. 

2. Cieniem Adagio i pędzlem Hulu P30 przyciemniłam powiekę nad załamaniem, zewnętrzną część oka i dolną powiekę. I tak, rozblendowałam to lepiej, ale za wcześnie zrobiłam zdjęcie ;)


3. Na całą ruchomą powiekę nałożyłam miękką, czarną kredkę. Na powiece roztarłam ją delikatnie palcem, a kontury rozcierałam pędzlem pędzlem Boho Beauty 220 i cieniem Zodiac. To malutka, dość sztywna kuleczka z krótkim włosiem, więc bez problemu radziła sobie z już lekko przyschniętą kredką. Po pierwszym roztarciu, dołożyłam jeszcze cienia Zodiac, przyciemniając całość, tym razem pędzlem Hulu P42. To również precyzyjna kuleczka, ale już większa od Boho, włosie jest dłuższe i o wiele bardziej elastyczne, genialnie nadaje się do bardziej precyzyjnego blendowania. Jeśli jeszcze nie macie tego pędzla, to proszę mi się w tej chwili wybrać na stronę Pigmentu, wrzucić do koszyka, żeby nie zapomnieć i dopiero wrócić do czytania, to must have

4. Na kredkę wklepałam palcem niebieski cień Majorelle. Delikatnie, nie rozcierając, żeby równomiernie przykleił się do kredki. Nałożyłam go też na dolną powiekę.


5. Teraz dzieje się magia. Na niebieską bazę nałożyłam opalizujący Adoration, Odrobinę wtarłam palcem w niebieski, dzięki temu, że przykleił się do kredki, wszystko ładnie się łączyło. Odrobinę też delikatnie tylko wklepałam, żeby efekt nie był jednolitą taflą, ale widoczne były też maleńkie drobinki.  Nie udało mi się dobrze uchwycić tego efektu, próbowałam na oku, na ręce, w każdym świetle i no nie, nie da się tego oddać na zdjęciu. Niżej próbowałam zrobić maksymalne zbliżenie, ale jednak bez obiektywu makro to nie to. Na żywo w zależności od tego pod jakim kątem padało światło kolor był albo właśnie taki niebieski jak baza z cienia Majorelle, albo całość opalizowała bardziej fioletowo dzięki cieniowi Adoration. Genialne połączenie!

6. W zewnętrznym kąciku znów pędzlem Hulu P42 dołożyłam cienia Zodiac, łącząc go z niebieskim i przyciemniłam też dolną powiekę. 

7. Tu już efekt końcowy, zdjęcie macie niżej. W wewnętrznym kąciku nałożyłam kolor Rosita, a na linię wodną ciemnoniebieską kredkę. Na koniec zawsze jeszcze sobie wszystko dla pewności blenduję, i znowu służył mi pędzel Boho Beauty 215







A tu już się bawiłam bardziej konkretnie i sądząc po tym, że makijaż został zapisany na instagramie przez prawie 400 osób, chyba się spodobał. A ja nie wątpię, że to przede wszystkim zasługa kolorów. Chciałam Wam pokazać akurat takie trzy makijaże nie bez powodu. Poison Garden pięknie wygląda na oku w delikatnym, dziennym wydaniu, bez problemu można zrobić też ciemne, wieczorowe smokey, a jak przyjdzie wena, to i poszaleć z kolorami ;) 

I to dlatego, że cienie naprawdę fajnie się budują i dają dużą kontrolę nad tym jaki efekt uzyskamy w zależności od ilości i sposobu nałożenia. 


Na koniec mam jeszcze dla Was zniżkę do Drogerii Pigment. Z kodem MISSLILITH11 dostaniecie 15% rabatu na zakupy. Niestety nie obowiązuję na Poison Garden i pozostałe palety Nabli, na linię Close Up, markę Hulu, Kryolan i nie łączy się z innymi promocjami. 

Aleee tak Wam po cichu powiem, że wielkimi krokami zbliża się Black Friday i Pigment ogłosił już -20% na wszystko, więc jak chwilę poczekacie, to możecie zaoszczędzić trochę więcej ;)


A teraz powiedzcie mi, który makijaż bardziej przypadł Wam do gustu i czy skusicie się na tę nową ślicznotkę Nabli :)


Copyright © 2017 Miss Lilith