19:56:00

Koreańska pielęgnacja z Pigmentem. Znalazłam nowego ulubieńca?


Lubicie koreańskie kosmetyki? U mnie już od bardzo dawna głównie królują ich maseczki w płachcie, zawsze mam ogromny zapas, zużywam w błyskawicznym tempie i jak dla mnie nie mają sobie równych. 

Jakiś czas temu Drogeria Pigment podesłała mi też kilka nowych kosmetyków do spróbowania. Pokazywałam je Wam już na instagramie, testowałam od września i wracam do Was z krótką opinią, a zdradzę od razu, że trafiłam naprawdę fajnie ;) 



Żel aloesowy Holika Holika już od bardzo dawna jest u mnie jedną z podstaw pielęgnacji. Używam go codziennie do twarzy po toniku pod krem, na włosy przed olejowaniem i choć jest tak niepozorny, naprawdę robi różnicę. Moja cera jest mieszana, choć o wiele bardziej w tę suchą stronę. Jednocześnie szybko się zanieczyszcza, zapycha i jeszcze szybciej przesusza na wiór, a żel aloesowy jest produktem, który na obie te rzeczy działa u mnie świetnie. Z jednej strony łagodzi podrażenienia, przyspiesza gojenie jeśli coś mi na twarzy wyskoczy, a z drugiej dodatkowo podbija działanie kremów nawilżających, dzięki czemu skóra mniej mi się przesusza. 

Jeśli jakimś cudem tego produktu nie znacie, to koniecznie wypróbujcie. Oczywiście jeśli nie macie żadnego uczulenia na aloes, zawsze obserwujcie jak reaguje Wasza skóra. 


Kolejny must have w mojej pielęgnacji to koreańskie maski w płachcie. Niezastąpione, najlepsze i chociaż testowałam naprawdę sporo tego typu maseczek, nie znalazłam marki, która umiałaby je zrobić tak dobre jak te koreańskie. 
Chyba nie chciałabym nawet wskazywać tu na konkretną markę, w Pigmencie znajdziecie ich ogrom. Benton, Skin 79, Holika Holika, seaNtree, Mizon, Missha, A'Pieu, TonyMoly, Innisfree, Skinfood i tak dalej, mogłabym wymieniać bez końca. Te z Was, które są z Krakowa i okolic albo miały okazję przy okazji wpaść do Pigmentu zwłaszcza na ulicy Karmelickiej, dobrze wiedzą jak ogromne ilości masek w płachcie są do wyboru. Cała ściana maseczek.. to jest raj. A i online znajdziecie wielki wybór ;)
I nie będę polecać Wam konkretnej marki ani maski, bo akurat u mnie bardzo dobrze sprawdza się zdecydowana większość z nich. Nie liczcie przy takiej formie maseczki na duże oczyszczenie, ale świetnie nawilżają, rozjaśniają i napinają skórę. Ta Benton ze zdjęcia jest jedną z moich ulubionych, dobrze nawilża i przede wszystkim daje mega fajny efekt napięcia i ujędrnienia skóry.


Skin79, Waterproof Sun Gel 50 SPF - To nie jest mój pierwszy krem z filtrem marki Skin79, ale z całą pewnością zostanie tym ulubionym. Bardzo lekki, przy rozprowadzaniu na twarzy robi się niemal wodnisty, błyskawicznie się wchłania, nawilża, absolutnie nie bieli, nie pozostawia żadnej tłustej warstwy i genialnie sprawdza się pod makijaż. Dla mnie cudo i jeśli przypadkiem w między czasie nic innego mi nie wpadnie w ręce, to raczej nie będę szukać już nic innego na jego miejsce. 

Wychodzi na to, że w tytule oszukałam trochę z jednym ulubieńcem, bo i Snail Recovery Gel od Mizon mogłabym do nich zaliczyć.  Żel zawiera aż 80% filtratu ze śluzu ślimaka, ma nawilżać,  a do tego wspomagać walkę z bliznami, przebarwieniami i niedoskonałościami. Robi to. Nie mam problemów z trądzikiem, ale przed okresem zawsze mi coś wyskakuje, do tego łatwo zostają mi przebarwienia. Ten żel rzeczywiście przyspiesza gojenie niedoskonałości, a ślady po nich znikają szybciej. Stosuję go zamiennie z żelem aloesowym w zależności od potrzeb mojej skóry w danym czasie, gęsty żel jest bardzo wydajny i wątpię, że zużyłam od początku września choćby pól tubki 45ml. 


SeaNtree, Aloe Cleansing Foam - tej pianki do mycia twarzy używałam dłużej od reszty produktów, a dopiero teraz sięgnęła dna. Niekoniecznie dlatego, że jest tak wydajna, choć rzeczywiście wystarczy jej odrobina, ale dlatego, że to nie jest kosmetyk, po który mogłabym sięgać codziennie. Oczyszcza bardzo dobrze, ale i mocno, gdybym sięgała po nią codziennie, mogłaby mnie przesuszyć. Natomiast bardzo lubię ją właśnie w momentach, gdy moja skóra wymaga mocniejszego oczyszczenia, zwłaszcza po charakteryzacjach i bardziej artystycznych makijażach. Jeśli śledzicie mnie też na instagramie, wiecie ile kosmetyków i warstw potrafię nakładać na twarz, a bardzo ważne jest dla mnie, żeby później dokładnie wszystko zmyć i oczyścić pory. Zmywanie makijażu zawsze jest u mnie wieloetapowe, a ta pianka sprawdzała się u mnie świetnie, gdy potrzebowałam czegoś mocniejszego. 
Wrócić do tej konkretnej raczej mimo wszystko nie wrócę, ale bardzo spodobała mi się jej konsystencja, więc podejrzewam, że niedługo poszukam sobie innej i delikatniejszej, koreańskiej pianki.


A na koniec mój kolejny ulubieniec. Relaksująca emulsja aloesowa It's Skin ujęła mnie swoją lekkością. Konsystencja jest bardzo lejąca i szczerze mówiąc nie spodziewałam się po niej zbyt wiele. Producent mówi, że emulsja może być stosowana samodzielnie albo pod właściwy krem i sądziłam, że właśnie w tej drugiej opcji sprawdzi się najlepiej, wzmacniając działanie kremu. Faktycznie takie combo z żelu aloesowego, tej emulsji i kremu na noc utrzymuje moją skórę dobrze nawilżoną, choć nastał okres jesienno - zimowy, przy którym zwykle wysycham na wiór. 
Zaskoczeniem było jednak to, że ta lekka emulsja świetnie sobie radzi też w pojedynkę, nawet teraz kiedy moja cera jest bardziej wymagająca. Bardzo polubiłam ją pod makijaż, wchłania się błyskawicznie, cera jest nawilżona i wygładzona, a podkłady wyglądają na niej bardzo dobrze. Zostawia też na skórze jakby baardzo delikatny film, to nie jest absolutnie żadna tłusta czy mocno wyczuwalna warstwa, tylko uczucie gładkiej i miękkiej skóry. 
Do tego produkt jest tak wydajny, że używając go dwa razy dziennie od września, czasami nawet częściej i to nie żałując sobie ilości, zużyłam może 1/4 butelki. 



Wszystkie te produkty znajdziecie oczywiście w Drogerii Pigment, ale to bardzo niewielka część koreańskich marek, które są u nich dostępne. A jeśli jeszcze jakimś cudem nie znacie tej drogerii, to nie zapomnijcie zapisać się do ich newslettera, dostaniecie 10% zniżki na pierwsze zakupy ;)


Miałyście już okazję wypróbować coś z moich nowości? A może macie swoich koreańskich ulubieńców, po które powinnam sięgnąć? ;)


Copyright © 2017 Miss Lilith