18:48:00

Anastasia Beverly Hills - Norvina & Dwa makijaże krok po kroku


Kiedy Anastasia Beverly Hills zapowiedziało premierę Norviny, od razu wiedziałam, że będzie moja. O ile pominęłam Soft Glam, która kolorystycznie dla mnie była nieco zbyt nudna, tak Norvina to absolutnie moje kolory. Nie ukrywam też, że dużą rolę odegrała tak duża ilość błyskotek w palecie, wiecie przecież, że ja uwielbiam wszystko co błyszczące i tak zamówiłam paletę już w dniu premiery. 


Norvina to  14 cieni, w tym 7 matowych i 7  przepięknych błyskotek. Dla mnie paleta jest świetnie skomponowana, nie znajdę w niej cienia, którego nie chciałabym użyć, wręcz przy makijażu zawsze mam problem z wyborem odcieni. Kolory są po prostu tak piękne, że najchętniej nakładałabym wszystkie na raz i zawsze świetnie by się ze sobą zgrały. 
Dla niektórych wadą może być brak klasycznego ciemnego brązu lub czerni dla wzmocnienia makijażu, dla mnie to plus i dodatkowy jeden ciekawy kolor. Uważam, że czarny / ciemny brąz jest taką podstawą, którą po prostu trzeba mieć i nie czuję potrzeby powtarzania ich w każdej palecie. 


Bardzo podoba mi się formuła zwłaszcza matowych cieni. Wykończenie nie jest tu zupełnie płaskie i pudrowe, pomimo mocnego pigmentu cienie zachowują swego rodzaju lekkość. Niżej macie swatche, na zdjęciu z prawej strony gdzie padało światło zobaczycie, że zwłaszcza odcienie Base, Soul, Incense i Love delikatnie je odbijały i to jest wygląd matów, który ja lubię najbardziej.

Za to z drugiej strony w błyszczącym rzędzie znalazł się odcień Drama, którego podstawą jest matowy ciemny brąz, a błysku nadaje fioletowy pigment i bardzo delikatne, wielokolorowe drobinki. Na zdjęciach ciężko było to uchwycić, ale wierzcie mi na słowo, że ten kolor jest piękny. Coś podobnego ma Nabla w palecie Dreamy, ale tu wyszło o wiele lepiej.

Co do reszty metalicznych błyskotek, swatche mówią chyba same za siebie, prawda? Świetna, miękka i niemal delikatnie kremowa konsystencja sprawia, że nakładanie tych cieni to marzenie. Rewelacyjnie wyglądają nałożone po prostu palcem lub syntetycznym, płaskim i lekko zwilżonym pędzlem. Wystarczy zaledwie odrobina, żeby kolor był świetnie oddany, a błysk mocny, co też jest plusem, bo jednak przy takiej konsystencji, te cienie mogą zużywać się dość szybko. 



OSYPYWANIE, PYLENIE, KATASTROFA..?

To zdecydowanie najczęstsze pytanie jakie dostawałam od Was na instagramie po pokazaniu Norviny. 


Wiem, że te pytania i wątpliwości biorą się głownie z opinii o palecie Subculture, którą ja swoją drogą uwielbiam, choć wiem, że jestem w zdecydowanej mniejszości. 
Dla mnie palety ABH, w tym Norvina, to bardzo dobra jakość i nie ma tu dla mnie mowy o żadnej tragedii. Tak, cienie o takiej pigmentacji mogą się lekko osypywać, jeśli będą nakładane w zbyt dużej ilości lub zbyt lekką ręką. Praca z takim pigmentem jest inna niż przy paletach kiepskiej jakości, których trzeba nakładać tonę, żeby wydusić kolor. 
W Norvinie formuła cieni jest zupełnie inna niż w Subculture, bardziej przypomina Modern Renaissance, ale przy każdej z tych palet cienie mogą się delikatnie osypywać i szczerze mówiąc dla mnie to żadna wada. Niżej widzicie makijaże krok po kroku, malowałam je mając już nałożony podkład, korektor, puder pod oczami i nie osypało się zupełnie nic. Jeśli natomiast boicie się osypywania, zaczynajcie po prostu malować od oczu, wtedy spokojnie możecie wyczyścić okolicę pod oczami. Malując poza tutorialami sama tak najczęściej robię i to naprawdę ułatwia życie, a nawet to delikatne osypywanie się nie jest żadnym problemem. 
Cienie również mogą się delikatnie pylić w palecie po dotknięciu pędzlem, ale to znów nie jest nic dziwnego przy mocnej pigmentacji. 

Dlatego jeśli tylko to w jakiś sposób powstrzymuje Was przed zakupem, a kolory się Wam podobają, to bierzcie i nad niczym się nie zastanawiajcie. Norvina jest świetna w swojej formule, z cieniami pracuje się rewelacyjnie, blendują się bardzo łatwo, kolory pięknie się łączą, przy rozcieraniu każdy cień jest dobrze widoczny i nic nie zlewa się w jedną wielką plamę, a w ciągu dnia nic nie blaknie.  
Uwielbiam konsystencję tych cieni, makijaż robi się błyskawicznie i jeżeli wcześniej nie miałyście styczności z cieniami Anastasia Beverly Hills, na pewno odczujecie różnicę na duży plus.

OPAKOWANIE 


Piękne, welurowe opakowania to znak rozpoznawczy ABH, choć jeśli jeszcze nie miałyście żadnej palety, bierzcie poprawkę na to, że poza fajnym wyglądem, są nieco problematyczne i mogą się szybko brudzić. 
W kartonowym opakowaniu znajdziecie lusterko, które spokojnie wystarczy do wykonania makijażu w podróży. Dołączony jest również dwustronny pędzelek, który moim zdaniem jest jednym z najlepszych jakie można znaleźć w paletach. Wiadomo, to wciąż nie jest jakość normalnych pędzli, ale spokojnie wystarczy do stworzenia prostego makijażu. 



GDZIE KUPIĆ? 


Bardzo się cieszę, że Anastasia Beverly Hills weszła do polskiej Sephory. Ogólnie bardzo podoba mi się to jak nasza Sephora się rozwija i co chwilę zaskakuje nowymi markami, jednak w przypadku palet to nie u nas będę polecać Wam zakupy. Chociaż muszę przyznać, że cena u nas jakoś szczególnie mnie nie zaskoczyła, strzelałam przed premierą w te okolice i mogło być gorzej. Jednak Sephora wyłączyła markę z promocji i mając świadomość, że w UK rabaty obowiązują normalnie.. no nie. Na paletach można zaoszczędzić sporo kasy, więc na pewno tu kupować nie będę, tańsze produkty może tak, tu ceny aż tak bardzo nie bolą, a przyznacie, że około 60 złotych różnicy przy palecie, to już jednak trochę za dużo.

Skoro nie u nas, to gdzie zamawiać? Jeśli jeszcze nie robiłyście zakupów z UK, to czas to zmienić. Ceny regularne są niższe w wielu przypadkach, nie tylko ABH, darmowa wysyłka obowiązuje zwykle od 40-50 funtów i nie musicie obawiać się naliczania żadnych dodatkowych opłat, jak choćby przy zakupach ze Stanów.

Anastasie Beverly Hills znajdziecie na Cult Beauty, tam obowiązuje darmowa wysyłka na tę markę bez względu na cenę produktu, a co jakiś czas można tam trafić na promocje nawet do około 20%. Cena regularna palet ABH to 43 funty, co w przeliczeniu przy aktualnym kursie daje około 208 złotych. Bardzo lubię ten sklep, nie raz robiłam tam zakupy i zawsze wszystko było w porządku.

>> ABH w Cult Beauty

Jeśli natomiast nie chcecie czekać na promocję, zajrzyjcie do sklepu Feelunique. Cena regularna  palet również wynosi 43 funty, ale niżej podlinkuję Wam kod na -20% dla nowych klientów, wystarczy tylko wpisać maila i zapisać się do newslettera. Działa na wszystko, w sklepie znajdziecie też m.in Hude i naprawdę wiele innych ciekawych marek. Po rabacie kupicie paletę Anastasii za około 167 złotych, a to chyba niezła cena, co? ;)
Sama znalazłam ten sklep właśnie przy moim zakupie Norviny, pokazywałam Wam wtedy wszystko na instastories i wiem, że sporo z Was też się skusiło. Paleta przyszła po około 5 dniach, wszystko było z nią w porządku, ale jeśli obawiacie się uszkodzenia w transporcie, nagrywajcie krótki filmik z otwierania paczki, żeby dodatkowo go przesłać do reklamacji. Choć z tego co wiem i bez tego sklepy z UK raczej nie robią z tym problemów.

>> ABH w Feelunique

>> Kod na -20% Anastasia Beverly Hills





MAKIJAŻE KROK PO KROKU 



1. Moją bazą był korektor, zagruntowany cieniem Base. Na tak przygotowaną powiekę nakładałam kolor Love na dolną i górną powiekę, rozcierając go wysoko pod łuk brwiowy.

2. Na zewnętrznej części dolnej powieki i w załamaniu nałożyłam cień Soul. Mi powieka lekko opada, więc rozcieram odrobinę wyżej, żeby przy otwartym oku kolor też był dobrze widoczny, ale jeśli macie okrągłą powiekę, skupcie się po prostu na samym załamaniu. 


3. Na ruchomą powiekę mniej więcej do połowy nałożyłam cień Summer. Wierzcie mi na słowo, że na żywo błyszczy o wiele bardziej i jest naprawdę piękny, wyżej na zdjęciu swatchy został lepiej oddany.

4. Na dolną powiekę w wewnętrznej części znalazł się kolor Wild Child. Pięknie błyszczy i odświeża spojrzenie.


5. Ostatnie dodatki. Wyciągnięta kreska, z której możecie oczywiście zrezygnować, jeśli wystarczy Wam delikatniejszy makijaż. Na linię wodną cielista kredka i o niej nie zapominajcie, nawet przy codziennym i szybkim makijażu. Nie tylko otwiera i powiększa oko, ale sprawia, że cały makijaż wygląda po prostu bardziej czysto. W wewnętrznym kąciku dołożyłam też odrobinę cienia Dreamer



1. Powieka została przygotowana tak samo, czyli korektor + cień base. Na zagruntowanej bazie nakładałam cień Incense na dolną i górą powiekę, przeciągając go wysoko prawie pod brew.

 2. Kolorem Passion przyciemniałam załamanie i dolną powiekę. Ten cień nakładałam "lekką ręką", jest mocno napigmentowany i na powiece może wyjść dużo ciemniej niż tutaj, a chciałam głownie wyciągnąć z niego ten piękny kolor, a nie przyciemnienie całości, więc użyłam go bardzo niewiele.


3. Tu trochę oszukałam i cały makijaż nie jest zrobiony wyłącznie przy użyciu Norviny, ale uznałam, że podstawowy czarny cień każda z Was może może sobie dobrać. Czarnym przyciemniłam  dolną powiekę, zewnętrzną część oka i załamanie powieki, rozcierając nieco nad nim, ale nie zbyt wysoko, żeby poprzedni cień był wciąż widoczny. 

4. Na całą ruchomą powiekę i na dolną przy linii wodnej nałożyłam cień Drama. Na kolejnych zdjęciach przy efekcie końcowym niestety nie do końca widać jaki faktycznie dał efekt, ale na żywo  z tymi filetowymi drobinkami wyglądał pięknie. 


5.  Na środek ruchomej powieki nałożyłam przepiękny fiolet Celestial. Nakładałam palcem, bo po pierwsze tak jest po prostu szybciej i wygląda najlepiej.

6. Ostatnie szlify. Czarna kredka na linii wodnej, na dole odrobinę roztarta, żeby połączyła się z cieniami, a nie mocno odcinała, rzęsy i cień Summer do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka.




Podoba Wam się Norvina? Macie ochotę kupić, a może już jesteście po zakupach? ;)



                           





Copyright © 2017 Miss Lilith