19:49:00

Affect Pure Passion + Trio do konturowania Nabla - Trzy makijaże krok po kroku


Dawno nie było makijażu krok po kroku, więc czas to zmienić. Tym razem w ramach mojej współpracy z Drogerią Pigment chciałam pokazać Wam aż trzy makijaże, które możecie wykonać nową paletą cieni marki Affect - Pure Passion. Nie chciałam pisać Wam suchej recenzji, wręcz chciałabym całkiem odejść od takich w przypadku palet, stąd pomysł, że pokażemy Wam paletę w akcji. Tak najlepiej zobaczycie co można ją stworzyć, a przy tym będziecie miały trzy gotowe makijaże do odtworzenia. 

Paleta zdecydowanie gra tu pierwsze skrzypce, ale poza nią w każdym makijażu używałam też trzech kosmetyków marki Nabla, które chciałabym Wam pokazać - rozświetlacza Angel, bronzera Gotham i różu Regal Mauve. Najwięcej mam nadzieję pokażą Wam makijaże, ale na końcu wpisu znajdziecie też krótkie podsumowanie wszystkich produktów. 


MAKIJAŻ DZIENNY



1. Makijaż jak zawsze zaczęłam od przygotowania powieki. Moją bazą był korektor Catrice, przypudrowany transparentnym pudrem Sin Skin. Na codzień rzadko sięgam po typowe bazy pod cienie, bo po prostu szybciej użyć mi korektora, którego używam też na resztę twarzy, a w tym kroku poza oczywiście przedłużeniem trwałości makijażu, zależy mi na wyrównaniu koloru powieki. 
Najczęściej przed makijażem oka robię też brwi i tym razem w każdym makijażu używałam pomady Affect, o której będziecie mogły przeczytać na końcu wpisu. 

Na tak przygotowaną powiekę pędzlem Hulu P50 nałożyłam cień PP-007, piękny brzoskwiniowo-różowy odcień, zaznaczając załamanie powieki i dokładnie go blendując puchatym pędzlem P36. Ten cień będzie bazą i od razu wyznacza granice całego makijażu.

2. Jasnym, brązowym cieniem PP-003 przyciemniam wewnętrzny i zewnętrzny kącik, oraz mocniej zaznaczam załamanie powieki pędzlem P28. Blenduję nim nieco niżej, żeby nie przykryć całkiem poprzedniego koloru.


3. Na środek powieki nałożyłam przepięknie błyszczący, opalizujący na złoto brzoskwiniowy cień PP-008. Ten kolor nakładałam po prostu opuszkiem palca i tylko roztarłam delikatnie granice pędzlem Hulu P28, którego wcześniej użyłam do brązowego cienia, żeby kolory ładnie się ze sobą połączyły.


4. Błysku nigdy dosyć, dlatego na sam środek brzoskwiniowego cienia, wklepałam jeszcze odrobinę przepięknie błyszczącego złota PP-002.

5. Tym samym cieniem rozświetliłam wewnętrzny kącik i nałożyłam go odrobinę na wewnętrzną część dolnej powieki. Na pozostałej części pędzlem Hulu P42 mocno roztarłam cień PP-007, który był też bazą na górnej powiece, pędzlem P28 przyciemniłam delikatnie linię rzęs brązem PP-003, na linię wodną nałożyłam jasnobeżową kredkę Lovely i wytuszowałam rzęsy maskarą Sin Skin One&Only. 
Moje rzęsy są dość liche, więc do reszty zdjęć dokleiłam też sztuczne Studio Effect od Ardell, ale wiadomo na co dzień w zupełności wystarczy sam tusz. 


Aktualnie mamy już bardzo wysokie temperatury i wczesne lato w pełni, dlatego makijaż twarzy miał być przede wszystkim bardzo lekki i świeży. Nałożyłam tylko odrobinę pomarańczowego kremu BB Skin79, który przy okazji ma filtr SPF50, a większe przebarwienia, z którymi sobie nie poradził, zakryłam korektorem Catrice, a całość przypudrowałam mineralnym pudrem Sin Skin. 
I przede wszystkim właśnie latem taka baza jest dla mnie idealna. Bardzo cienkie warstwy kosmetyków, a jeżeli macie tylko drobne niedoskonałości, nie przykrywajcie całej twarzy mocno kryjącymi podkładami. Instagramowe makijaże kuszą, ale latem to świeża i naturalna skóra wygląda najlepiej.

Dlatego przy wykończeniu twarzy postawiłam na tylko delikatny kontur bronzerem Gotham i przede wszystkim dałam się popisać różowi Regal Mauve. Nie jest całkowicie matowy, daje bardzo subtelny, naturalny i zdrowy błysk, a to jest efekt, który mi w różach podoba się najbardziej. Jednak jak już wspominałam przy makijażu oka - błysku nigdy dosyć, więc nie mogłam pominąć rozświetlacza Angel. W tym makijażu nałożyłam go bardzo oszczędnie, żeby tylko podkreślić strategiczne miejsca, ale wciąż zachować bardzo naturalny efekt.

Dopełnieniem były delikatne, lekko brzoskwiniowe usta. Ja osobiście niestety w mocnych ustach najlepiej się nie czuję, więc najczęściej wyglądają właśnie tak. Bazą była mocno roztarta kredka do ust Golden Rose w jasnym, brzoskwiniowym kolorze 505, a na nią nałożyłam delikatnie różowy balsam do ust Bielendy o boskim zapachu waty cukrowej.     

MAKIJAŻ MATOWY




1. Przygotowanie powieki korektorem i transparentnym pudrem.

2. Najjaśniejszym brązem PP-003 zaznaczyłam załamanie powieki, koncentrując się przede wszystkim na zewnętrznym kąciku oka i blendując lekko do góry pędzlem P36.


3. Zewnętrzny kącik mocniej zaznaczyłam najciemniejszym brązem PP-010 i pędzlem P32. Jest bardzo mocno napigmentowany, dlatego stopniowo budowałam jego intensywność i każdą warstwę mocno blendowałam nieco poniżej pierwszego, bazowego cienia. 

4. Wewnętrzną część górnej i dolnej powieki chciałam zrobić jak najbardziej neutralną, najjaśniejszy kolor w palecie PP-001 do mojej cery był nieco zbyt ciemny i żółty, dlatego mieszałam go z białym PP-006, żeby go rozjaśnić i bardziej dopasować do mojej karnacji. Jeśli natomiast macie ciemniejszą cerę lub chcecie wyraźniejszy kolor, nałóżcie w tym miejscu sam PP-001. 

Tak zmieszane cienie nakładałam pędzlem P30 do połowy ruchomej powieki, blendując do góry i nieco przykrywając też cień, który nałożyłam w tym miejscu na początku, ponieważ w tej wewnętrznej części oka chciałam zaledwie małą mgiełkę ciemniejszego odcienia nad załamaniem. Na środku powieki jasnego odcienia nakładałam już najmniej, dosłownie resztki, które zostały mi na pędzlu i łączyłam go z brązami, żeby stworzyć płynne przejście. 


5/6. Zostało już tylko namalowanie kreski. Jest wyraźna, mocno wyciągnięta, ale do takiego makijażu pasuje mi najbardziej. Jeśli natomiast nie lubicie kresek, nie czujecie się w nich dobrze, możecie linię rzęs i jaskółkę zaznaczyć czarnym, mocno roztartym cieniem i to również będzie wyglądać świetnie.

Na linii wodnej znów ta sama kredka nude, żeby otworzyć oko, tusz Sin Skin i sztuczne rzęsy Studio Effect Ardell.


W tym makijażu mamy całkowicie matowe oko, ale w zamian postawiłam na mocno rozświetloną, wykonturowaną twarz i mocny akcent na usta. To już makijaż zdecydowanie na wieczorne wyjścia, a ja przy okazji chciałam Wam pokazać jak bardzo można stopniować pozornie delikatny bronzer Gotham i rozświetlacz Angel. Bronzera jak widać sobie nie żałowałam, a Angel został nałożony delikatnie zwilżonym pędzlem i tafla jaką potrafił stworzyć nawet mnie na początku zaskoczyła. W każdym razie myślę, że macie dobry przykład tego jak różne efekty w zależności od preferencji i okazji można uzyskać jednym kosmetykiem.

Użyłam tu podkładu Catrice Ever Skin Tone, po niego nakładałam bazę rozświetlającą Pearl Base Bielendy i przypudrowałam pudrem Sin Skin.
Usta to moim zdaniem najpiękniejsza czerwona pomadka z oferty Golden Rose -  Liquid Matte Lipstic nr. 18. Pod nią była transparentna kredka do ust również Golden Rose.



MAKIJAŻ ŚLUBNY / OKAZJONALNY 




1. Na wcześniej przygotowaną powiekę, pędzlem P36 nałożyłam cień PP-007, koncentrując się na zewnętrznym kąciku i tylko bardzo delikatnie przeciągając kolor w kierunku wewnętrznego. 

2. Zewnętrzną część górnej i dolnej powieki przyciemniłam cieniem PP-004, wszystko bardzo dokładnie blendując pędzlem P30 w kierunku wewnętrznego kącika. 


4. Kolejny raz przyciemniłam zewnętrzny kącik i linię rzęs na dolnej powiece, tym razem cieniem PP-009. Przy każdym kolejnym kolorze rozcieram nieco niżej, wszystko po to, żeby przejścia między nimi były jak najbardziej płynne. Ten odcień również przeciągam mniej więcej do połowy ruchomej powieki.

5. Czarnym cieniem PP-005 ostatecznie przyciemniam zewnętrzną część oka. Wyżej w załamaniu cienia znalazło się mniej i został dużo mocniej roztarty. Koncentrowałam się przede wszystkim na linii rzęs i rozcierałam po skosie do zewnątrz. Blendowałam niewielkim pędzlem Hulu P42. To malutka kuleczka, świetnie rozciera granice cienia i pozwala na bardzo dużą precyzję. Czarny cień w tej palecie jest bardzo mocno napigmentowany, więc im większa precyzja tym lepiej, żeby nie przekroczyć czernią granicy makijażu, którą wyznaczałam sobie poprzednimi cieniami. 


6. Błysku nie mogło zabraknąć. Przepiękny PP-002 nałożyłam najpierw delikatnie zwilżonym, płaskim pędzlem, a później przyklepałam go odrobiną na sucho, żeby wydobyć z niego maksymalny błysk. 

7. Wróciłam do cienia PP-009 i delikatnie nałożyłam go mniej więcej do połowy powieki, żeby wszystko ze sobą połączyć i stworzyć przejście między kolorami. 


8. Mając już gotowe, dobrze roztarte i połączone cienie, znów sięgnęłam po czerń. Cienkim pędzelkiem nałożyłam go tylko przy lini rzęs. Nie malowałam nad nimi, pędzlem starałam się nakładać cień między rzęsami i tylko delikatnie rozcierałam nad nie, żeby optycznie je zagęścić i ukryć pasek sztucznych. To samo zrobiłam na dolnej powiece. 

9. Ostatnie szlify. Na linii wodnej znów znalazła się cielista kredka, żeby otworzyć i powiększyć oczy. Wewnętrzny kącik rozświetliłam rozświetlaczem Angel i bardzo delikatnie nałożyłam go również w najwyższym punkcie pod łukiem brwiowym. Tam uważajcie z ilością, nie chodzi o mocną perłę, która nie będzie wyglądać dobrze. Ta odrobina rozświetlacza nie będzie mocno widoczna, ale makijaż ślubny czy to robiony na podobne okazje, jest też makijażem po części fotograficznym i ta odrobina rozświetlacza pięknie będzie odbijać światło na zdjęciach.
Na końcu przykleiłam sztuczne rzęsy Studio Effect. Normalnie kleiłabym kępki, żeby uzyskać jak najbardziej lekki i naturalny efekt, ale przyznaję, że tu chciałam po prostu zaoszczędzić trochę czasu. 





Ten makijaż opierał się przede wszystkim na bardzo cienkich warstwach kosmetyków i blendowaniu. Wyraźny, ale nie za mocny kontur, rozświetlenie, które będzie pięknie odbijać światło na zdjęciach i delikatny róż na policzkach, dodający cerze świeżości. 

Użyłam tego samego podkładu Catrice, którego używałam w poprzednim makijażu, ale tu pojawiła się cieńsza warstwa. Nie zależało mi na idealnym kryciu, wciąż widoczne są choćby moje drobne piegi, ale u siebie nie czuję potrzeby zakrywać czegoś czego nie uważam za wadę i absolutnie mi nie przeszkadza. Natomiast na drobne przebarwienia, które już nie są u mnie naturalne, nałożyłam po prostu korektor. 

Oko jest dość mocno podkreślone, dlatego usta są już delikatniejsze. Kontur był obrysowany  transparentną kredką, a pomadka to numerek 13 Liquid Matte Lipstick od Golden Rose. 


WSZYSTKIE UŻYTE KOSMETYKI 



OCZY

  • Affect - Pure Passion
  • Affect - Wodoodporna pomada do brwi Dark
  • Catrice - Liquid Camouflage High Coverage Concealer 005
  • Lovely - Nude Eye Pencil
  • Sin Skin - Maskara One & Only Black
  • Ardell - Studio Effect
  • Klej do rzęs Ardell - LashGrip

TWARZ
  • Catrice - Even Skin Tone 005 Even Ivory
  • Skin79 - Krem BB Super+ Beblesh Balm SPF 50+ PA+++ Orange
  • Catrice - Liquid Camouflage High Coverage Concealer 005
  • Bielenda - Pearl Base
  • Sin Skin - Mineral Loose Powder Translucent
  • Nabla - Shade & Glow, Pudrowy rozświetlacz Angel
  • Nabla - Shade & Glow, Pudrowy bronzer Gotham
  • Nabla - Blossom Blush, Pudrowy róż do policzków Regal Mauve

USTA
  • Golden Rose - Lip Barrier, Transparent Lip Pencil 
  • Golden Rose - Liquid Matte Lipstick 13
  • Golden Rose - Dream Lips Lipliner 505
  • Golden Rose - Liquid Matte Lipstic 18
  • Bielenda - Lip Balm Cotton Candy 

PĘDZLE

  • Hulu - P10, P4, P44, P42, P36, P28, P32, P30, P50

Większość kosmetyków i marek, których używałam przy wszystkich trzech makijażach, znajdziecie oczywiście w Pigmencie, więc jeśli coś Was zainteresowało, koniecznie zajrzyjcie zobaczyć co mają w asortymencie ;)

>> Drogeria Pigment



AFFECT - PURE PASSION 



Czas na małe podsumowanie palety Pure Passion. To co widziałyście wyżej to bardzo niewielka część tego co potrafi, ale mam nadzieję, że makijaże dadzą Wam dobry obraz tego co można nią stworzyć.
Pigmentacja palety jest rewelacyjna. Kolory bez problemu pozwalają na stworzenie zarówno dziennych, jak i wieczorowych makijaży. Ogromny plus za rewelacyjny czarny cień, z pewnością jeden z najlepszych jakie miałam. 
Cienie odrobinę się sypią, ale tylko w palecie przy dotknięciu pędzlem. To jednak dla mnie po prostu mała cena za genialną pigmentacje. Te cienie są jak sprasowane pigmenty i gdyby sprasować je jeszcze mocniej, mogłyby na tym dużo stracić. Dla mnie to problemem nie jest, wystarczy wyrobić sobie nawyk delikatnego strzepnięcia pędzla przed nakładaniem wszystkich cieni na powiekę i żadna tragedia się nie wydarzy. 
Wszystko też świetnie się blenduje, kolory nie znikają podczas rozcierania. Każda warstwa i kolor jest dobrze widoczny, cienie bardzo dobrze się ze sobą łączą, ale nie mieszają, tworząc jedną wielką plamę.

Wiem, że wiele osób porównuje te palety do Zoevy ze względu na opakowanie, pisałyście też o tym do mnie w wiadomościach na instagramie, gdy pokazywałam Wam swatche. Mam dwie palety Zoevy - En Taupe i Cocoa Blend,  Pure Passion to moja druga paleta Affect i moim zdaniem biją Zoevę na głowę pod względem pigmentacji i tego jak pracuje się z tymi cieniami. 

Na dodatek palety Affect mają naprawdę bardzo dobrą cenę w stosunku do rewelacyjnej jakości. Palety w cenie regularnej dostaniecie w Drogerii Pigment za 97,99 złotych, natomiast warto zaglądać na facebooka i instagram Pigmentu, bo albo cała marka Affect, albo właśnie palety, zdarzają się w jednodniowych promocjach i można je złapać za około 65 złotych. 
Taka promocja była w ubiegłym tygodniu, wiem, że wiele z Was się skusiło po tym jak tego dni pokazywałam Wam Pure Passion na instastories i już dostaję zwrotne wiadomości, że i Wam spodobała się tak samo jak mi. 
Warto więc się rozglądać za kolejną promocją, bo 65 złotych to żadne pieniądze za tak dobrą paletę. 

Do tego Pure Passion ma też po prostu dość neutralne i klasyczne kolory cieni, więc dobrze mieć taką bazową paletę lepszej jakości. Dla mnie to druga, ale z całą pewnością nie ostatnia paleta marki.

>> Palety Affect w Drogerii Pigment 



AFFECT - WODOODPORNA POMADA DO BRWI



Pomada ma świetną konsystencję, zupełnie inną od pomad, z którymi miałam wcześniej do czynienia. Jest bardzo kremowa, gładka, świetnie się z nią pracuje i ta masełkowata konsystencja pozwala na bardzo dużą precyzję, ale.. niestety jest dość duże "ale".

Pomada nie zastyga całkowicie po nałożeniu. Od tego typu kosmetyku do brwi oczekuję przede wszystkim trwałości, której tej brakuje najbardziej. Niezależnie od tego ile czasu po nałożeniu minie, byłam w stanie rozmazać pomadę jednym, lekkim pociągnięciem palca. Ja noszę okulary, zdarza mi się je poprawiać, dotknąć przypadkiem brwi, oprzeć głowę na dłoni i tu niestety mogłabym przypadkiem skończyć z plamą na czole. Po kilku tygodniach zachowuje się nieco lepiej, nie chcę jej skreślać i dam jej jeszcze trochę czasu, bo pracuje się z nią naprawdę bardzo dobrze. W każdym makijażu, który widziałyście, używałam do brwi tej pomady. Nie sprawiało mi problemu stopniowanie intensywności, przy dziennym makijażu wystarczyło nałożyć jej mniej i dobrze rozczesać szczoteczką, żeby brwi były tylko lekko podkreślone, ale jednak ta trwałość bardzo mi przeszkadza. Wielka szkoda, bo w pierwszej chwili przy rysowaniu brwi myślałam, że znalazłam nowego ulubieńca. 
Za jakiś czas zrobię Wam jeszcze małą aktualizację, gdyby jednak coś się zmieniło.




NABLA - ANGEL, GOTHMA, REGAL MAUVE 



Wspominałam już o tym ostatnio na instagramie i powtórzę - to obecnie moje ulubione trio do konturowania twarzy. W makijażach, które widziałyście wyżej, starałam się przede wszystkim pokazać jak różne efekty można uzyskać przy zastosowaniu tylko tej trójki. Bez problemu można budować ich intensywność, a przy tym pigmentacja nie pozwala zrobić sobie niechcący krzywdy.

Bronzer Gotham aspiruje do ulubieńca roku już w tej chwili. Mam bardzo jasną cerę, ciężko dobrać mi dość jasny odcień bronzera i przyzwyczajona jestem do tego, że muszę zaledwie odrobinę mocno blendować, żeby kolor nie wyglądał u mnie zbyt ciemno. Tutaj mogłam spokojnie budować intensywność i nie musiałam przejmować się tym, że mogę narobić sobie plam. Jeśli macie jasną karnację i też macie problem z dobraniem odpowiedniego bronzera, koniecznie przyjrzyjcie się temu. 

Róż Regal Mauve - tak jak wspominałam przy pierwszym makijażu, uwielbiam efekt delikatnego rozświetlenia jaki daje. Wygląda na skórze bardzo naturalnie, błysk nie jest mocny, nie ma żadnych drobinek, to tylko naturalnie rozświetlony efekt zdrowej skóry. Do tego to kolor, który sprawdzi się przy większości karnacji, więc jeżeli chciałyście wypróbować jakiś róż Nabli, ale nie macie dostępu stacjonarnie do testerów, to ten powinien Wam pasować. 

Rozświetlacz Angel to prawdziwe cudo. Nie udało mi się niestety pokazać na zdjęciach jego prawdziwego koloru. To dość chłodne złoto, pod różnymi kątami opalizujące na bardzo delikatny róż. Przepięknie wygląda na skórze, można uzyskać nim bardzo naturalne rozświetlenie, ale i mocną taflę jaką widziałyście przy matowym makijażu. 


Ja mam same wkłady, bo wygodniej trzymać mi je razem w palecie magnetycznej, ale wszystkie dostępne są także w opakowaniach. Plus za to, że kiedy produkt się skończy, wystarczy wymienić sam tańszy wkład i nie trzeba kupować nowego opakowania. 

Wkłady kosztują 45,99 zł, wkłady z opakowaniem 56,99 zł



Koniecznie dajcie mi znać, który z tych trzech makijaży podobał się Wam najbardziej! Znacie już kosmetyki Nabla i Affect? A może któraś z Was skusiła się na nie w ostatnich promocjach? ;)


                           


Copyright © 2017 Miss Lilith