Wyzwanie makijażowe - Halloween & Podsumowanie jesiennego wyzwania

21:36:00

Wyzwanie makijażowe - Halloween & Podsumowanie jesiennego wyzwania


Październik! Z racji tego chyba nikogo nie zdziwi temat nowego wyzwania makijażowego. A wiecie o tym, że to właśnie przez Halloween w ogóle zaczęłam je organizować?

Jesienny makijaż krok po kroku - ABH Subculture

16:17:00

Jesienny makijaż krok po kroku - ABH Subculture


makijaż na jesień krok po kroku

Uwielbiam jesień pod względem makijażu. Oczywiście nie tylko, ale jednak typowo jesienne kolory są całkowicie moje i zawsze bardzo dobrze się w nich czuję. Natomiast zbiorem tych kolorów i aktualnie moją ulubioną jesienną paletą jest tak bardzo kontrowersyjna Subculture od Anastasia Beverly Hills. 

O tej palecie już Wam kiedyś pisałam i wciąż podtrzymuję zdanie, że została bardzo niesprawiedliwie i przede wszystkim nierzetelnie potraktowana. W pewnym momencie "recenzje" sypały się już lawinowo na zasadzie nabijania wyświetleń i chyba jakiejś cichej rywalizacji o to kto jest w stanie mocniej i szybciej machać pędzlem w palecie. Oczywiście nie wszystkie, ale bardzo duża część przedstawiała kompletnie nierzeczywiste użytkowanie jakiejkolwiek palety. 

makijaż na jesień krok po kroku

Z drugiej strony, wciąż podtrzymuję również zdanie, że to zdecydowanie nie jest paleta dla początkujących i do szybkich, porannych makijaży. Pigmentacja Subculture to killer. To paleta, która udowadnia, że dobra pigmentacja potrafi być zabójcza i trzeba obchodzić się z nią lekką ręką. Jednak  to jak cienie pięknie się ze sobą łączą i blendują, a każdy kolor jest dobrze widoczny i nic nie zlewa się w plamy sprawia, że to jedna z moich ulubionych palet. Choć zdaję sobie sprawę z tego, że jestem w mniejszości.

Specjalnie też malowałam na już przygotowanej twarzy, nie nałożyłam grubszej warstwy pudru pod oczy i myślę, że na zdjęciach dobrze widać, że nic się nie osypywało. 


>> Anastasia Beverly Hills, Subculture - Youtube VS. Rzeczywistość


makijaż na jesień krok po kroku

1. Makijaż jak zawsze zaczęłam od przygotowania powieki. Moją bazą był po prostu korektor Nabli, przypudrowany ich transparentnym pudrem. Na tak wyrównaną powiekę dość wysoko puchatym, dużym pędzlem rozcierałam kolor Edge

2. Nieco mniejszym pędzlem przyciemniam cieniem New Wave wcześniejszy kolor, nakładając go odrobinę niżej, żeby ładnie się połączyły ale tak, żeby nie przykryć całkiem tej mgiełki żółtego. New Wave nałożyłam też jako bazowy cień na całą dolną powiekę.

makijaż na jesień krok po kroku

3. Koncentrując się już bardziej na załamaniu powieki i zewnętrznej części ruchomej powieki, nałożyłam cień All Star. Przyciemniałam też dolną powiekę przy linii rzęs i przy tym odcieniu sięgałam już po dużo mniejszy, bardziej precyzyjny pędzel. 

4. Nieco niżej, ale zachowując kształt, który nadałam sobie cieniem All Star, nakładam kolor Rowdy i ostatecznie przyciemniam makijaż, koncentrując się przede wszystkim na zewnętrznej części oka. 

makijaż na jesień krok po kroku


5. Wróciłam do pierwszego cienia Edge i tym razem nałożyłam go już intensywniej mniej więcej do połowy ruchomej powieki. Tu dołożyłam też dosłownie odrobinkę odcienia All Star, żeby przejście między tymi dwoma odcieniami było jak najbardziej płynne. 

6. Dodałam cień Electric w wewnętrznym kąciku oka, brązową kredkę na linii wodnej, która na zbliżeniu oka wygląda o wiele ciemniej, ale już zdjęcie twarzy lepiej oddaje jej kolor. Kredkę możecie zamienić też na nude, żeby optycznie bardziej otworzyć i powiększyć oko. 
Na samym końcu doszła czarna kreska i oczywiście rzęsy. 

makijaż na jesień krok po kroku


Jak wygląda Wasz jesienny makijaż? W ogóle sięgacie po inne kolory niż wiosną i latem, czy zupełnie nie zwracacie uwagi na porę roku, dobierając swój makijaż? 


                           
Wyzwanie makijażowe: Jesień & Podsumowanie wyzwania cut crease

20:15:00

Wyzwanie makijażowe: Jesień & Podsumowanie wyzwania cut crease



Tak, dobrze wiem, że jeszcze mamy lato i jeszcze lepiej zdaję sobie sprawę z tego, że duża część z Was chciałaby je zatrzymać jak najdłużej. Ja do tej grupy nie należę, lato mnie wykańcza i z ulgą przyjmuję coraz bardziej jesienną aurę. 
Wiem też, że z tym wyzwaniem mogłabym poczekać do faktycznej jesieni, ale nijak nie zgrałoby mi się to czasowo, ponieważ nikogo raczej nie zaskoczy temat kolejnego wyzwania na październik, to właśnie na nie osobiście czekam najbardziej i dlatego jesień zaczniemy przywoływać nieco wcześniej. 

Te z Was, które lubią jesień i mają serdecznie dosyć lata tak samo jak ja, pewnie na temat wyzwania narzekać nie będą. Te z Was, którym się do jesieni nie spieszy, mam nadzieję, że trochę odczarują tę porę roku i przy wyzwaniu znajdą w niej coś magicznego i inspirującego. Jesień nie musi być szara i smutna, choć pewnie pogoda jeszcze nie raz będzie nas utwierdzać w tym przekonaniu. Ja chciałabym, żebyśmy wyciągnęły z niej wszystko to co najpiękniejsze i najbardziej inspirujące. 


Jak zawsze jedyną zasadą przy wyzwaniach jest brak zasad. Nie chcę i nie mam zamiaru w żaden sposób ingerować w Wasze pomysły i kreatywność, więc hulaj dusza. Makijaż ma być inspirowany jesienią, a czy będzie to makijaż szalony, artystyczny, dzienny i totalnie użytkowy, oka, całej twarzy, lip art, charakteryzacja, czy jeszcze coś innego, to już tylko i wyłącznie Wasz wybór. Choć oczywiście ja Was zachęcam do tego, żeby poszaleć bardziej niż zwykle i przy okazji wyzwania spróbować zrobić coś nowego. 


Chciałam też jeszcze raz przypomnieć to co dla mnie w tych wyzwaniach jest najważniejsze. Te akcje zawsze będą dla wszystkich i nie ma najmniejszego znaczenia to jak malujecie. W wyzwaniach nigdy nie będzie lepszych i gorszych, nigdy nikt tu nie będzie oceniany i nigdy nie stanie się to żadnym konkursem. Niezależnie od tego czy malujecie od lat i robicie to profesjonalnie czy pierwszy raz złapiecie za pędzel, każda praca jest wyjątkowa, każda może inspirować i wnosi coś do wyzwania, co świetnie pokazują poprzednie edycje. Mamy się tylko razem dobrze bawić, poznawać się i tworzyć fajną społeczność o podobnych zainteresowaniach. Dlatego też zachęcam, żebyście Wy też czasami zajrzały pod hashtag i do innych dziewczyn ;)






JAK DOŁĄCZYĆ DO WYZWANIA?




Swoje prace musicie udostępnić na swoim instagramie i dodać hashtag #MISSINSPIRUJE, żebym mogła Was znaleźć. 

Wspomnijcie też proszę chociaż w dwóch słowach, że to makijaż na wyzwanie, pod tym hastagiem pojawiają się też zdjęcia, które nie są z nim związane i te dwa słowa po prostu bardzo ułatwią mi życie przy zbieraniu Waszych prac do podsumowania. 
Możecie również oznaczyć mój profil @misslilith na zdjęciu, wtedy mogę szybciej reagować na Wasze prace, bo w profilu pojawia mi się dodatkowe powiadomienie o oznaczeniu. 

Jeżeli macie konto prywatne, a mimo to chcecie dołączyć do wyzwania i pojawić się w podsumowaniu na blogu, możecie też przesłać mi zdjęcie w prywatnej wiadomości. 

Będzie mi także bardzo miło, jeśli informację o wyzwaniu udostępnicie na swoim instastories, może akurat ktoś z Waszych znajomych o nim nie słyszał, a również będzie chciał się z nami pobawić ;)


Wszystkie Wasze makijaże jak zawsze będą udostępnione na moim instastories, a po zakończeniu wyzwania pojawi się podsumowanie na blogu.

Jeżeli nie udostępnię Waszego zdjęcia na swoim instastories przez max dwa dni, to śmiało do mnie piszcie i krzyczcie, bo to znaczy, że zdjęcie mi po prostu jakimś cudem umknęło.



Wyzwanie JESIEŃ będzie trwać do 28.09.2018




PODSUMOWANIE WYZWANIA CUT CREASE




Dziewczyny, kolejny raz nie zawiodłyście i prace są  genialne! Mam nadzieję, że i Wy znajdziecie w nich tak samo dużo inspiracji co ja. Jestem naprawdę ogromnie dumna z Was, ale i po części z siebie. To niesamowite uczucie mieć świadomość, że w jakimś chociaż małym stopniu mogłam przyczynić się do powstania tych wszystkich makijaży. Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim za udział i mam nadzieję, że zobaczę Was też w nowym wyzwaniu ;)



@_aaaanabel          @bozenkowo          @na_drugie_mi_proznosc          @madalena_ku

@nihilnoviblog          @by.anjaa          @blog_ciagleszukamsiebie          

@sarami_mua          @kolorowy_makeup          @manaemigrana          @dora_maluje      

    @blogincolours          @cosmeticosmos          




I mi też coś się zmalowało, kilka prac znajdziecie niżej, jeśli umknęły Wam na instagramie. ;) Natomiast przyznaję bez bicia, że też zawaliłam. Podczas wyzwania miał pojawić się post o tym w jaki sposób ja robię cut crease i miałam nadzieję, że trochę Wam pomoże, ale najpierw wykończyły mnie problemy zdrowotne, a później brak czasu. Przez zdrowie samo wyzwanie też się przeciągnęło i nie wyglądało z mojej strony do końca tak jak chciałabym, żeby było. 
Ale post o tym jak zrobić cut crease się pojawi i chciałabym Wam jakoś wynagrodzić, że tak późno. Dlatego uznałam, że to nie będzie jedyne miejsce, w którym tym razem podzielę się Waszymi pracami. Jeżeli po wpisie z cut crease zdecydujecie się coś zmalować, przekonam którąś z Was do tego makijażu i będziecie chciały podzielić się na instagramie efektami moich instrukcji, wystarczy tylko, że znów użyjecie hashtaga #missinspiruje, a ja oczywiście za Waszą zgodą opublikuje te makijaże w kolejnym poście z cyklu Co dobrego. 
Piszę to już teraz, żeby się chociaż trochę zrehabilitować, ale oczywiście przypomnę o wszystkim jeszcze raz, gdy wpis z cut crease już się pojawi. 



To co? Kogo zobaczę w nowym wyzwaniu? ;)




                           


Nie malujesz się latem? To świetnie! Malujesz się latem? Na pewno jesteś instagramową lampucerą!

20:24:00

Nie malujesz się latem? To świetnie! Malujesz się latem? Na pewno jesteś instagramową lampucerą!

Temat makijażu latem z nieco innej perspektywy niż widzę to zazwyczaj, chodził za mną już od dłuższego czasu. Ostatnio dość często zdarzało mi się trafiać na dyskusje na temat makijażu, w których teoretycznie nie byłoby nic strasznego, gdyby nie to, że niektórzy posuwają się o wiele za daleko. Zaczęłam o tym pisać dziś na instagramie, ale zabrakło mi miejsca na tekst pod zdjęciem, zapełniłam jeden komentarz jako kontynuację.. też zabrakło miejsca, więc chyba najlepiej będzie wygadać się tutaj bez ograniczeń.


Wiele dziewczyn przy okazji ostatnio panujących upałów porusza kwestie makijażu, gdy na zewnątrz temperatury sięgają ponad trzydziestu stopni. Wiele z nich to makijażystki, wizażystki, dziewczyny, które po prostu lubią bawić się makijażem i na co dzień widzimy je w takim wydaniu. Zwracają uwagę na to, że przy takich upałach wcale nie malują się jak na instagramie, często nie malują się po prostu w ogóle i to jest świetne. 
Dla jednych to oczywiste, że makijaże na instagramie to często tylko inspiracja, pokaz umiejętności, zabawa kolorami i technikami, makijaże artystyczne, okazjonalne, niekoniecznie nadające się na co dzień, zwłaszcza latem. Ale z tego co zauważyłam, nie dla wszystkich to oczywiste i dobrze, że ktoś czasami taki temat poruszy. W social mediach obserwują nas często młode dziewczyny, które przeglądając tablicę, widzą tylko idealnie wyrównany koloryt cery, pięknie wykonturowane twarze i żadnych niedoskonałości. Pewnie większość z nas widziała właśnie takie młode dziewczyny, które próbowały podążać za insta trendami, więc dobrze jeśli dziewczyny pokazują się też bez makijażu i budują świadomość, że to nic strasznego. 

Problem zaczyna się wtedy, gdy myślenie jest wyłącznie zero jedynkowe. Jeśli ktoś nie maluje się latem, jest super, o ile jest jeszcze w stanie wypisać wszystkie swoje wady, których ma odwagę nie zakrywać. Piękne dziewczyny bez makijażu już nie są takie super, bo i tak są piękne, więc największymi bohaterkami są tylko te, które podkreślą, że są brzydkie i się nie malują. Jeżeli ktoś jednak nakłada makijaż nawet podczas upałów, to jest to już tylko wytapetowana lampucera z tynkiem na twarzy i kilogramowym workiem pudru w kieszeni na zapas. I to nie są moje słowa wymyślone dla wzmocnienia przekazu, to niestety autentyczne stwierdzenia, które część z Was pewnie też widziała. Bo przecież latem malują się tylko wytapetowane panny i instagramowe lampucery, które kreują się na ideały. Całego przekazu, który mógłby być słuszny, oczywiście nie da się wypowiedzieć normalnie i z szacunkiem, tylko naskakując i obrażając grupę, z którą się nie zgadzamy. I o to mi w tym tekście właśnie chodzi. Nie o kwestię makijażu, a o totalny brak szacunku.

Nie maluję się na co dzień. Niezależnie od tego czy mamy 40 stopni w pełnym słońcu, czy śnieg po kolana zimą. Nie czuję takiej potrzeby, jeśli wiem, że tego dnia skoczę tylko coś załatwić albo na  szybkie zakupy. Nie jestem naturalną pięknością, nie mam idealnie symetrycznej twarzy, mam za to rozszerzone pory, trochę przebarwień, a po ostatnich problemach zdrowotnych pojawiają mi się jeszcze nieprzyjaciele. Teoretycznie więc, jako ta nie malująca się, powinnam być w tej jedynej słusznej grupie ludzi, ale z drugiej strony cały czas widzicie u mnie na instagramie makijaże... No lampucera jak nic i czas chyba pomyśleć nad tym, żeby wrzucać Wam makijaże tylko zimą, bo inaczej tak jak tysiące innych dziewczyn, promuję tapetę latem i zakłamuję rzeczywistość. 
Choć mimo wszystko na co dzień się nie maluję, więc powinnam czuć się lepsza od tych w makijażu






Możecie mi wytłumaczyć kto daje komuś prawo do dzielenia ludzi na lepszych i gorszych? I to przez taką bzdurę jaką jest makijaż? Niektóre kobiety nie mają z tym problemu i to jest po prostu straszne. Wszystko jest wyłącznie czarno białe.

Przecież to co ja uważam u siebie za problemy z cerą, dla kogoś może być odległym marzeniem po długim leczeniu trądziku. Nie mierzmy ludzi swoją miarą, bo nigdy nie wiemy przez co przechodzą. Nie każdy urodził się pewny siebie, nie każdy jest jeszcze gotowy na to, żeby nie zakrywać swoich niedoskonałości, nie każdy pokonuje swoje kompleksy od razu. A niektórzy po prostu lubią się w makijażu, lubią się malować, chcą to robić codziennie też latem i nic nikomu do tego, a już na pewno nikt nie ma prawa ich obrażać i próbować wrobić w jakieś poczucie winy. Każdy zasługuje na to, żeby czuć się ze sobą dobrze i jeżeli makijaż w tym pomaga, to jest właśnie po to, żeby z niego korzystać. Może jednak to te kobiety, które poczucie własnej wartości budują na dokopaniu komuś i porównywaniu się z innymi, powinny się zastanowić nad tym czy na pewno są tak pewne siebie, jak próbują to pokazać. 

To jest niedorzeczne, że cały czas mowa tu tylko o kwestii makijażu, a odnoszę wrażenie, jakbym pisała o zbrodni... 


Chyba się wygadałam, więc jeszcze kilka słów wyjaśnienia. Mówiąc o makijażu, cały czas mam na myśli ten dostosowany do warunków na zewnątrz. Absolutnie nie jestem fanką bardzo mocnych, wielowarstwowych makijaży przy takich upałach. Sama do swoich makijaży na instagramie nakładam choćby o wiele więcej pudru, żeby do zdjęć zakryć moje rozszerzone pory i wygładzić skórę. Tylko umówmy się, że w moim przypadku to makijaże na insta, u innych choćby do sesji zdjęciowych, którymi chwalą się w grupach na facebooku. Sama z podobnych czerpię inspirację, uwielbiam oglądać ciekawe prace, zachwycać się kolorami i podglądać nowe techniki. I jeśli tylko jest okazja, to z przyjemnością maluję się właśnie tak, bo uwielbiam to robić, ale ani moje, ani 90% tych, które obserwuje w żaden sposób nie nadają się na letni dzień. Te dyskusje, które widziałam, nie dotyczyły jednak takich makijaży, a wszystkich z tymi lekkimi i dziennymi włącznie. Jedyną słuszną opcją był tam totalny brak makijażu, a cała reszta to zło w czystej postaci.

Drugą sprawą jest to, że ja też chciałabym, żeby każda kobieta mogła czuć się pewnie i pięknie również bez makijażu, ale wiem, że to nie zawsze jest łatwe. I świetne jest to, że tak wiele kobiet stara się o tym mówić, pokazywać pozytywne wzorce w czasach instagramowych trendów i budować świadomość zwłaszcza u młodych dziewczyn, że ideały z instagrama często nijak nie mają się do rzeczywistości.  Nie można tylko popadać w totalne skrajności i budować pewności siebie jednych kosztem drugich. 


Nie żyłoby się nam wszystkim o wiele prościej, gdybyśmy się po prostu szanowały, a nie tworzyły spięcia o bzdury?




Co dobrego? - Nabla, Affect, BOHO Beauty, Hulu, Phyto Paris

20:17:00

Co dobrego? - Nabla, Affect, BOHO Beauty, Hulu, Phyto Paris


Dzień dobry!  Dawno nie było Co dobrego?, właściwie dawno nie było niczego ani na blogu, ani na instagramie, więc od razu chciałabym się Wam też wytłumaczyć. 

Koniec czerwca i lipiec dały mi dość mocno popalić. Posypało mi się przede wszystkim zdrowie,  nie chcę też za bardzo wchodzić w szczegóły, ale dlatego musiałam trochę odpuścić i po prostu odpocząć. W ostatnim czasie wzięłam na siebie chyba trochę za dużo, dość mocno się to na mnie odbiło i stąd moja mała przerwa. Zdrowie było dla mnie priorytetem, ale już wszystko jest w porządku, więc wracam i mam nadzieję, że teraz będzie już dobrze. Zwłaszcza, że strasznie się już stęskniłam za Wami, za blogiem, instagramem. To moja pierwsza taka długa przerwa i brakowało mi tego wszystkiego, ale wiem też, że była mi bardzo potrzebna. 


I na tym chyba już czas skończyć zrzędzenie, ostatni czas może dał mi w kość, ale poza zdrowiem wszystko układa się u mnie całkiem nieźle. Zwłaszcza ostatnie miesiące były dla mnie dość przewrotne i to bardzo pozytywnie. 

Te z Was, które obserwują mnie głównie na instagramie, pewnie wiedzą, że pracuję w domu. Nie nadaję się na etat, nigdy nie chciałam mieć kogoś nad sobą, w takiej pracy nigdy nie czułam się dobrze i zawsze wiedziałam, że to ja chcę być dla siebie szefem. Blogowanie otworzyło mi zupełnie nowe drzwi, dało dużo więcej nowych możliwości rozwoju i oczywiście zarobku. Ten rok przyniósł wiele zmian, zaczęłam angażować się w zewnętrzne projekty, które nie dotyczą bezpośrednio tego co widzicie u mnie na blogu czy w mediach społecznościowych, ale pozwalają mi się rozwijać. Jeżeli wszystko będzie układać się tak dobrze jak do tej pory, to już niedługo mam nadzieję utrzymywać się wyłącznie z bloga, fotografii i innych projektów około blogowych. 
Wiem, że wiele samych blogerów uważa, że blog powinien być traktowany tylko jako hobby,  a zarabianie wciąż jest wielkim tabu, ale ja jestem zdania, że nie ma nic lepszego niż robić coś co się kocha i móc utrzymywać się ze swojej pasji. A to też pozwoli mi poświęcić na bloga jeszcze więcej czasu i mam nadzieję, że już niedługo zobaczycie tu trochę zmian. Chcę w końcu przenieść się na wordpressa, blog powinien wyglądać lepiej i przede wszystkim być dla Was bardziej funkcjonalny. W najbliższych planach mam też wymianę aparatu i to póki co jest dla mnie priorytetem. Z mojego starego Sony wycisnęłam już wszystko co mogłam, strasznie męczy mnie to, że obecny sprzęt już nie pozwala mi się rozwijać, a nie cierpię stać w miejscu. 

Tak więc jak widzicie ostatnio było dość kiepsko, ale patrząc szerzej na kilka miesięcy wstecz, naprawdę nie mam na co narzekać i to chyba najważniejsze. 


Wyzwanie makijażowe - Cut Crease 


Mała aktualizacja. Obecne wyzwanie miało się zakończyć 15 lipca, ale z racji tego, że sama przez problemy zdrowotne nie miałam możliwości ani zmalować nic poza makijażem rozpoczynającym wyzwanie, ani przygotować wpisu na temat cut crease, termin wydłużam do 15 sierpnia. 
Tak jak pisałam w poście rozpoczynającym wyzwanie, bardzo chciałam, żeby to poza zabawą mogło  też nauczyć czegoś nowego osoby, które z cut crease wcześniej nie miały do czynienia, a nie miałam możliwości niczego dla Was przygotować. Dlatego nie chciałabym już kończyć tego wyzwania i dać zarówno Wam, jak i sobie jeszcze trochę czasu, chociaż pojawiło się już wiele pięknych prac pod hashtagiem #missinspiruje. 

Jeżeli nie wiecie o co chodzi z moimi wyzwaniami, a chciałybyście pobawić się makijażem ze mną i innymi dziewczynami, które już wzięły udział, zapraszam Was do wpisu podlinkowanego poniżej. Tam znajdziecie wszystkie informacje i podsumowanie poprzedniego wyzwania.


>> Wyzwanie: Cut Crease + Podsumowanie wiosennego wyzwania


Ania, nie Anna


Szczerze mówiąc, nigdy nie byłam wielką fanką Ani z Zielonego Wzgórza. Coś mi świta, że jedną książkę przeczytałam, zdarzało mi się obejrzeć film, ale na pewno nie jest i nigdy nie była to moja ulubiona historia z dzieciństwa. Pewnie dlatego w ubiegłym roku do pierwszego sezonu Ani podchodziłam z małą rezerwą i nie spodziewałam się, że serial szczególnie mnie wciągnie. Do obejrzenia przekonało mnie chyba bardziej to, że jest to produkcja Netflixa, niż sama historia Ani. 
Mój brak przekonania do serialu skończył się tym, że zarówno pierwszy, jak i drugi sezon serialu wciągałam w dwa wieczory, a po wszystkim wciąż mi mało. Ostatnie czego mogłam się spodziewać, to tego, że aż tak będę przeżywać i coraz bardziej wciągać się w przygody tego małego, irytującego rudzielca. Bo Ania irytowała i to bardzo. Przynajmniej na początku, bo z czasem nie dało się jej nie polubić. 


Bates Motel


Lubicie Psychozę Alfreda Hitchcocka? Ja bardzo. Zawsze w pewnym sensie fascynowała mnie postać Normana. Zresztą, jakkolwiek to brzmi - lubię psychopatów. Dokumenty, książki o nich, o seryjnych mordercach, pochłaniam z przyjemnością, a mimo to z Bates Motel ociągałam się bardzo, bo aż pięć lat od premiery pierwszego sezonu. Gdzieś tam po drodze po prostu o serialu zapomniałam, ale większy wpływ pewnie miało to, że kompletnie nie byłam przekonana do przeniesienia całej historii do serialu. Kompletnie nie widziałam też tego, żeby ktoś inny, a nie Anthony Perkins mógł wcielić się w postać Normana. Zresztą, pamięta ktoś Psychola, gdzie postać Normana grał Vince Vaughn? Film, który scena po scenie był bardziej współczesną kopią Psychozy - co dla mnie już było kompletnie bez sensu. Vince, jakkolwiek dobrym aktorem by nie był, kompletnie z rolą Normana sobie nie poradził. Anthony i jego kreacja Normana, jego ruchy, gestykulacja, sposób mówienia, mimika, które były tak charakterystyczne dla tej postaci - były nie do podrobienia.

W końcu jednak wzięłam się za Bates Motel i przyznaję, że dawno nic mnie tak nie wciągnęło.  Niby dobrze znałam Psychozę, jakby nie patrzeć wiedziałam jak ta historia musi się skończyć, na czym powinna się opierać, a mimo to serial zaskakiwał na każdym kroku. Tu jednak trzeba przygotować się na to, że serial wierną kopią filmu nie jest, pewne zdarzenia zostały zmienione na potrzeby serialu, ale w tym przypadku było to dla mnie całkowicie naturalne. Producenci rzucili nowe, świeże spojrzenie na znaną historię i moim zdaniem wyszło świetnie.

Vera Farmiga w roli Normy Bates - rewelacja. W nią zresztą nigdy nie wątpiłam, jest świetną aktorką i nie było dla mnie zaskoczeniem, że i tu była rewelacyjna. Bardziej interesowało mnie to jak z Normanem poradzi sobie Freddie Highmore i cóż.. nie spodziewałam się, że wyjdzie aż tak dobrze. Dla mnie zrobił kawał dobrej roboty. Jego mimika, sposób mówienia, wszystko sprawiło, że naprawdę można było uwierzyć, że to młody Norman Bates. 
W każdym razie, jeżeli lubicie podobne klimaty i nie znacie jeszcze Bates Motel, koniecznie sprawdźcie. 


Boho Beauty


Boho Beauty poznałam już około dwa miesiące temu, gdy marka wysłała mi w przesyłce PR trzy pędzle i swoje gąbki. Część z Was może jeszcze pamiętać jak pokazywałam Wam paczkę na instastories i już wtedy przypuszczałam, że zobaczycie te produkty w ulubieńcach.

Gąbeczka Bohoblender jest niesamowicie mięciutka. Gdy do mnie przyszła, porównywałam Wam ją z gąbeczką Blend it, myślę, że większość z Was miała z nią do czynienia, więc to będzie dla Was dobry punkt odniesienia. I od razu mówię, że gąbki Blend it bardzo lubię, używam ich od bardzo dawna, moim zdaniem są świetne i nie mam im nic do zarzucenia. Jednak porównując obie gąbeczki, Bohoblender jest o wiele bardziej miękki i materiał, z którego jest wykonany, dla mnie jest o wiele delikatniejszy. Na zdjęciach jest przed i po zmoczeniu, prawie podwaja swoją objętość, przy pierścionkach chyba najlepiej zobaczycie różnicę w rozmiarze.
Poza tym, że jest mega miękki i świetnie rozprowadza podkład, dla mnie dużym plusem jest też to, że pomimo bardzo jasnego koloru, po tych dwóch miesiącach ledwie widać jakiekolwiek przebarwienie, a zdarza mi się też używać go przy konturowaniu na mokro dużo ciemniejszymi kosmetykami niż moje podkłady. Myje się bez problemu, nie zmienia swojego kształtu, cały czas ma taką samą formę jak na początku i po tym czasie nie widać żadnych uszkodzeń.
Mój model ma ścięty bok, ja gąbeczką zawsze nakładam też puder pod oczami i na rozszerzone pory, żeby maksymalnie je wygładzić, a taka sprawdza się przy tym idealnie. W zestawie jest też maluszek do korektora lub trudniej dostępnych miejsc, równie mięciutki i tak samo trwały.
Zestaw dwóch takich gąbeczek dostaniecie aktualnie na stronie marki w promocji za 29,90 zł. Pojedyncza duża gąbeczka lub zestaw dwóch maluszków kosztuje 19,90 zł.

Z czystym sumieniem polecam Wam wypróbować zwłaszcza, że jest bardzo tania. Ja znalazłam swojego nowego ulubieńca i na pewno będę wracać do tej gąbki. 


Ale nie tylko gąbeczka jest świetna. Pędzle zasługują na równie dużą uwagę i w tej chwili uważam, że to jedne z najlepszych tanich pędzli. Mówię tu oczywiście póki co o tych trzech, które mam, ale jestem pewna, że już niedługo ta kolekcja się powiększy. Wtedy pewnie też zrobię Wam osobny wpis na ich temat.
Boho Beauty w swojej ofercie posiada pędzle z włosiem syntetycznym, naturalnym i mieszanym, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Ja mam pędzel 215 - Blending, 212 - Over Shader i 220 - Petit Smudger. Cała trójka pochodzi z kolekcji Classic, dwa pierwsze to mieszanka naturalnego włosia kozy z syntetycznym, a trzeci to włosie kucyka. 

Tak jak w przypadku gąbeczek, tak i pędzle są bardzo mięciutkie i przyjemne. Pracuje się z nimi rewelacyjne. Ta trójka służy mi od tych dwóch miesięcy prawie przy każdym makijażu i jestem z nich naprawdę bardzo zadowolona. Włosie po tym czasie i po bardzo wielu praniach wciąż wygląda tak samo, żaden włosek nie wypadł, nic się nie odkształciło, nie ma przebarwień, choć czasami zdarza mi się sięgać po szalone i bardzo intensywne kolory. Poza tym chyba nie sądziłam, że szare trzonki aż tak mi się spodobają. Plus też za to, że numer pędzla i nazwa marki na trzonku są tłoczone, więc nic się nie wyciera.

Pędzel do blendowania 215 i pędzel do cieni 220 kosztują po 24,90 zł, a moja ulubiona malutka kuleczka 22,90 zł. Za tę cenę pędzle mają naprawdę świetną jakość i jeśli nie chcecie dużo wydawać na pędzle, to koniecznie na nie zerknijcie. Póki co marka oferuje 13 modeli pędzli, ale mam nadzieję, że kolekcja będzie się powiększać. 


Hulu 


Jeśli już jesteśmy przy pędzlach, to nie mogłabym nie wspomnieć o Hulu. Tu się rozpisywać dużo nie będę, wszystkie modele, które mam, pokazywałam Wam w poście z nowościami z Drogerii Pigment, a efekty pracy nimi zobaczycie w poście z trzema makijażami krok po kroku, gdzie używałam tylko ich. Oba wpisy podlinkuję Wam niżej, więc koniecznie zajrzyjcie. 
O Hulu na pewno pojawi się też osobny post, również czekam na to, żeby trochę powiększyć swoją kolekcję i napisać Wam o większej ilości pędzli. Póki co powiem tylko, że tak jak w przypadku Boho Beauty, pędzle Hulu to jedne z najlepszych tanich pędzli jakie miałam. Są bardzo miękkie, włosie absolutnie nie wypada, nie odkształca się i pracuje się nimi świetnie. Tu też w ofercie znajdziecie zarówno naturalne, jak i syntetyczne pędzle, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Ceny pędzli do oczu wahają się w granicach około 12 - 19 złotych, a te do twarzy około 20 - 30 złotych. Jakość moim zdaniem ceny przewyższa. 

Pędzlem, na który powinnyście zwrócić szczególną uwagę, to skośnie ścięty pędzelek do brwi P44. Jestem w nim kompletnie zakochana, jest ultra cieniutki i precyzyjny, odpowiednio ścięty i na ten moment to chyba najlepszy pędzel do brwi jaki miałam. Do tego kosztuje zaledwie 12 złotych.





PHYTO Paris - Phytopolleine


Jakiś czas temu pisałam o całej linii kosmetyków przeciw wypadaniu włosów marki Phyto Paris. Dodatkiem do kuracji był ten niepozorny maluszek - eliksir stymulujący skórę głowy na bazie naturalnych olejków eterycznych. Eliksir ma przywracać równowagę skórze głowy, poprawiać mikrokrążenie i oczyszczać. Stosuję go już od marca około dwa razy w tygodniu, to moja druga buteleczka i pewnie nie będzie ostatnia. Skóra głowy rzeczywiście wydaje się o wiele lepiej odświeżona i czysta, a włosy po myciu są lepiej uniesione przy nasadzie. Raz na jakiś czas wciąż robię dokładniejszy peeling mechaniczny, ale w między czasie ten kosmetyk sprawdza się u mnie świetnie. 
Więcej o nim możecie przeczytać w poście o kuracji linią Phytologist 15. 




Nabla - Soul Blooming & Bronzer Gotham


Jeśli obserwujecie mnie też na instagramie, nie powinno Was dziwić, że ta paleta trafia do ulubieńców. Zakochałam się w niej już, gdy Nabla zapowiedziała premierę, kupiłam ją od razu i absolutnie się nie zawiodłam. Uwielbiam kolory w tej palecie, pigmentacja i jakość cieni jest bardzo dobra, a pracuje się z nią łatwo i przyjemnie. Poza tym odcienie idealnie pasują mi teraz na lato, więc to paleta, po którą sięgam na codzień najcześciej.
Już niedługo napiszę Wam o niej obszerniejszy post, głównie będzie skupiać się na makijażu, żebyście mogły zobaczyć paletę w akcji. W poście będzie też druga paleta Nabli Dreamy, zrobię małe porównanie i pokażę Wam makijaże obiema, gdybyście jeszcze wahały się nad tym, którą wybrać.

Natomiast jeśli chodzi o bronzer Gotham, to również była miłość od pierwszego użycia. Mam bardzo jasną karnację, nie tak łatwo znaleźć mi bronzer, który nie będzie zbyt ciemny, zbyt ciepły i zbyt intensywny, żebym mogła używać go lekką ręką i nie martwić się o to, że skończę z plamami na twarzy. Gotham to must have dla bladziochów. To chyba pierwszy bronzer, w którym mogę bez problemu stopniować jego intensywność, a nie uważać na to, żeby nie nałożyć go za dużo. To jak wygląda na twarzy również możecie zobaczyć w poście z paletą Affect, więc tam Was zapraszam po więcej. 


>> Affect, Pure Passion + Trio do konturowania Nabla - Trzy makijaże krok po kroku


Affect - Pure Passion 


Tę paletę mogłyście już zobaczyć na blogu już jakiś czas temu. Pokazywałam Wam trzy makijaże krok po kroku, już wtedy mówiłam, że tę paletę uwielbiam i z czasem polubiłyśmy się tylko bardziej. Pigmentacja jest rewelacyjna, świetnie się z nią pracuje, cienie blendują się jak marzenie i nie ma mowy o utracie intensywności kolorów.
Wiem, że z racji opakowania wiele osób porównuje palety Affect do Zoevy. Powiem Wam tak, palety Zoevy mam dwie - Cocoa Blend i En Taupe. Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy ostatnio po nie sięgnęłam. I nie chodzi tu o to, że palety są złe, nie są, choć En Taupe zawiodła mnie dość mocno. Jednak jeśli miałabym porównywać palety obu marek pod względem jakości i komfortu pracy, Affect  zdecydowanie wygrywa.


>> Affect, Pure Passion + Trio do konturowania Nabla - Trzy makijaże krok po kroku

>> Dlaczego nie używam palety En Taupe od Zoeva? 


Miałyście już okazję wypróbować coś z moich ostatnich ulubieńców? Jeśli tak dajcie znać albo napiszcie co najbardziej Was zainteresowało. I jeśli też lubicie i oglądacie seriale, będę wdzięczna za polecenia czegoś nowego do obejrzenia ;)


                           


Affect Pure Passion + Trio do konturowania Nabla - Trzy makijaże krok po kroku

19:49:00

Affect Pure Passion + Trio do konturowania Nabla - Trzy makijaże krok po kroku


Dawno nie było makijażu krok po kroku, więc czas to zmienić. Tym razem w ramach mojej współpracy z Drogerią Pigment chciałam pokazać Wam aż trzy makijaże, które możecie wykonać nową paletą cieni marki Affect - Pure Passion. Nie chciałam pisać Wam suchej recenzji, wręcz chciałabym całkiem odejść od takich w przypadku palet, stąd pomysł, że pokażemy Wam paletę w akcji. Tak najlepiej zobaczycie co można ją stworzyć, a przy tym będziecie miały trzy gotowe makijaże do odtworzenia. 

Paleta zdecydowanie gra tu pierwsze skrzypce, ale poza nią w każdym makijażu używałam też trzech kosmetyków marki Nabla, które chciałabym Wam pokazać - rozświetlacza Angel, bronzera Gotham i różu Regal Mauve. Najwięcej mam nadzieję pokażą Wam makijaże, ale na końcu wpisu znajdziecie też krótkie podsumowanie wszystkich produktów. 
Copyright © 2017 Miss Lilith