Nabla Poison Garden - Pierwsze wrażenia + Dwa makijaże krok po kroku

20:59:00

Nabla Poison Garden - Pierwsze wrażenia + Dwa makijaże krok po kroku


Niedawno swoją premierę miała najnowsza paleta Poison Garden marki Nabla. Przyznaję, że gdy zobaczyłam pierwszą zapowiedź, od razu zaświeciły mi się oczy i wiedziałam, że musi być moja! Do tego Drogeria Pigment zawsze wie jak mnie uszczęśliwić i tak Poison Garden trafiła do mnie jeszcze szybciej niż planowałam, a dla Was na końcu wpisu czeka kod rabatowy ;)

Jeśli śledzicie mnie na instagramie, na pewno widziałyście już co Was dziś czeka. Nie chciałam dać Wam tylko opisów cieni i kilku słów o pierwszych wrażeniach na jej temat, więc przygotowałam trzy makijaże, w tym dwa krok po kroku, żeby pokazać Wam chociaż kilka przykładów tego co możecie z nią zrobić. Wierzcie mi jednak, że na tym się nie skończy, paleta ogromnie mi się podoba i w najbliższym czasie zobaczycie ją u mnie jeszcze nie raz ;) 


NABLA POISON GARDEN 



Opakowanie palety to tak jak w poprzednich solidny karton z dużym lusterkiem. Moja Dreamy i zwłaszcza Soul Blooming, po którą sięgam bardzo często, wciąż są w idealnym stanie, bezproblemowo się czyszczą, więc mogę przypuszczać, że i z tą będzie tak samo. Za to sam wygląd palety, to rewelacja. Czarne kwiaty są delikatnie wypukłe, a kolory pod nimi mienią się w zależności od tego jak pada na nie światło. Cudo!

W przypadku Poison Garden zmieniła się również ilość cieni. Poprzednie palety miały ich 12, tutaj znajdziemy aż 15. Trzy dodatkowe, piękne cienie to zawsze plus, a cena w stosunku do poprzednich wzrosła tylko o 20 złotych. 


Znajdziecie ją oczywiście w Drogerii Pigment i w cenie regularnej kosztuje 179 złotych.

>> Nabla Poison Garden 



W Poison Garden znalazło się 9 matowych cieni (Zodiac, Berry Bite, Adagio, Zen, Honey, Majorelle, Narrative, Opera, Canvas) i 6 błyskotek (Fabric, Adoration, Craving, Subliminal, Archetype, Rosita). 

Zodiac - Określiłabym go jako granatową czerń. Nie jest czysto czarny, nie jest też granatowy, to coś pomiędzy i bardzo mi się podoba. Na zdjęciach makijaży wygląda bardziej czarno, ale na żywo widać, że jest podbity granatem. Nieoczywisty kolor, ale przez to dla mnie bardzo ciekawy. 

Fabric - Przepiękna beżowo szampańska folia. Takich odcieni nigdy dosyć, pięknie sprawdzi się na całej ruchomej powiece i do rozświetlenia wewnętrznego kącika.

Adoration - Dla mnie hit Poison Garden. W palecie wygląda tak bardzo niepozornie, jak biały, błyszczący cień. Ot, nic specjalnego. Magia dzieje się przy nakładaniu. Adoration to zupełnie bezbarwna baza, opalizująca na jasny, liliowy fiolet. Cuuudo! Przepięknie wygląda nałożony samodzielnie i równie rewelacyjnie nałożony na inne odcienie. Muszę znaleźć coś podobnego, opalizującego też na inne kolory. 

Berry Bite - Zdecydowanie mój drugi ulubiony cień w tej palecie. Bardzo intensywny i nasycony, malinowy odcień. Świetnie się z nim pracuje i wygląda przepięknie na oku. Efekt można też stopniować, kolor pięknie się buduje i w zależności od tego ile go nałożymy, można uzyskać piękną, ale delikatną malinę lub naprawdę intensywny kolor. W dwóch wersjach zobaczycie go niżej w makijażach, choć to jeszcze nie wszystko co potrafi ;)

Adagio - Klasyczny, matowy, ciemny brąz. Bardzo dobra pigmentacja i bezproblemowo się blenduje. 

Zen - Matowy nudziak podbity delikatnie różem. Jeszcze po niego nie sięgałam, ale niedługo na pewno się to zmieni. Cień jest bardzo ciekawy, będzie pięknie wyglądać ponad załamaniem powieki zamiast klasycznego brązu. 

Craving - Fiolet i błyskotka w jednym, musiał mi się spodobać. Zobaczycie go odrobinę w ostatnim makijażu, ale na pewno niedługo wróci w pełnej okazałości. Piękny odcień fioletu, a w świetle mieni się maleńkimi, fioletowymi, różowymi i złotymi drobinkami. 

Honey - Myślałam, że to nie mój odcień, ale bardzo się myliłam. Nazwa pasuje idealnie, jest świetnie napigmentowany i zobaczycie go w pierwszym makijażu. Moim zdaniem pięknie komponuje się z Berry Bite. 


Subliminal - Piękne, herbaciane, foliowe złoto. Pogoda powoli zaczyna być zimowa, ale ten odcień będzie świetnie wyglądać w typowo jesiennych makijażach. Na pewno niedługo zobaczycie go w makijażu.

Archetype - Przepiękna błyskotka! Brązowa baza z mnóstwem maleńkich, złotych i fioletowych drobinek, momentami pod niektórymi kątami wygląda jakby był delikatnie podbity różowym złotem. Na zdjęciach będzie bardzo trudny do uchwycenia, ale na żywo jest bomba. Pięknie będzie wyglądać na ruchomej powiece przy smokey, zwłaszcza na wieczorne wyjścia, bo w sztucznym, świetle efekt jest najlepszy.

Rosita -  I znów cudna foliowa błyskotka. Dla fanek rozświetlonych, ale delikatnych makijaży jasny róż będzie pięknie wyglądać na ruchomej powiece lub jeszcze delikatniej w wewnętrznym kąciku, za to ja pokochałam ten cień za to jak wygląda w połączeniu z malinowym Berry Bite.

Majorelle - Przepiękny, bardzo nasycony kobalt. Pigmentacja jest rewelacyjna, ale.. miałam z nim momentami mały problem. Przy swatchu nakłada się świetnie, bardzo intensywnie i wystarczy pociągnięcie palcem, żeby wydobyć całą jego intensywność. Natomiast płatał mi figle przy oku na zagruntowanej bazie. O ile na "mokry" korektor, bazę i kredkę nakładał mi się bezproblemowo, tak na przypudrowanej bazie lub pokrytej innym bazowym cieniem, jakby nie do końca chciał się złapać powieki i miejscami zanikał. Póki co malowałam nim tylko kilka razy, to pierwsze wrażenia, więc będę jeszcze testować z innymi bazami i za jakiś czas wspomnę Wam na insta story informację i tutaj mały edit.  

Narrative - Dość jasny, klasyczny brąz. W sam raz jako cień transferowy, ja w makijażach sięgałam właśnie po niego. Natomiast pigmentacja jest bardzo dobra i jeśli nałoży się go nieco mocniej, równie dobrze sprawdzi się jako dopełnienie dziennych, lekkich makijaży.

Opera - Matowy, bardzo ciemny odcień wina. Przepiękny odcień, bardzo "mój" i na pewno będzie mi często towarzyszyć. Mimo mocnej pigmentacji bardzo dobrze się blenduje, a nałożony lekką ręką w baardzo niewielkiej ilości, nadaje się do lekkiego przyciemnienia makijażu, zobaczycie w pierwszym makijażu.

Canvas - Jasny, żółtawy beż. Jako cień bazowy dla mnie jest nieco zbyt ciemny i zbyt żółty, ale przy innym odcieniu skóry sprawdzi się jako baza. Ja najprawdopodobniej będę po niego sięgać jako bardzo delikatny cień transferowy.


Nie wszystkich odcieni używałam jeszcze w pełnym makijażu, choć starałam się sprawdzić jak najwięcej na powiece. To wciąż pierwsze wrażenia, ale póki co jestem bardzo zadowolona z tej palety i raczej wątpię, że zmienię zdanie. 

Poprzednie palety Nabli przyzwyczaiły mnie do dobrej jakości cieni i ta z całą pewnością mnie nie zawiodła. Powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie i jest nawet lepsza. Kolory mają bardzo dobry pigment, są ciekawe i mocno nasycone. Bez problemu można budować intensywność, a ja bardzo zwracam na to uwagę. 
Znacie mnie, poza użytkowymi, prostymi  i szybkimi makijażami, lubię się pobawić kolorem i w moich makijażach przynajmniej staram się wyciskać z nich co się da.  Lubię intensywność, kontrasty, bardzo ważne jest dla mnie to jak z cieniami pracuje się na mokrych bazach. Ta paleta pozwoliła mi zmalować dla Was coś dziennego i delikatnego, mimo pracy na intensywnych kolorach. Malowałam na zagruntowanej bazie, tak jak zdecydowana większość robi to na co dzień. Ale pozwoliła mi też się pobawić. Są na rynku piękne palety, które większości sprawdzają się super na co dzień, a dla mnie są meh, właśnie dlatego, że nie dają mi tej możliwości wykorzystania ich w różnym typie makijażu. 

Cienie blendowały mi się świetnie zarówno przy mokrej, jak i zagruntowanej bazie. Przy łączeniu kolorów nie zanikały, nie mieszały się ze sobą, każdy z nich był dobrze widoczny, trzymał się powieki niezależenie od sposobu nakładania i bazy. Poza makijażami, które zobaczycie niżej, malowałam też dzienniaczki, żeby sprawdzić jak cienie będą zachowywać się w ciągu dnia i tu też się nie zawiodłam, do demakijażu były na swoim miejscu, nic nie zaczęło blednąć. 


Tak krótko podsumowując. Jeśli cienie w palecie się Wam podobają, lubicie kolor w makijażu, a może nawet czasami chcecie trochę bardziej poszaleć i zastanawiacie się nad zakupem, to bierzcie. Nie zawiedziecie się, Poison Garden to naprawdę dobra jakość, moim zdaniem jak najbardziej warta swojej ceny, dobór kolorów pozwala stworzyć i dzienne i bardziej ciekawe makijaże, a pracuje się z nią przyjemnie i bezproblemowo. 




Nabla 
Posion Garden - Narrative, Honey, Berry Bite, Opera, Adoration, Rosita, Canvas
Rozświetlacz Angel
Bronzer Gotham
Róż Regal Mauve
Close Up Concealer - Porcelain
Close Up Baking & Setting Powder
Magic Pencil Nude

Affect - Pomada do brwi Dark
Catrice - Podkład Even Skin Tone
Catrice - Camouflage Cream
Eveline - Korektor stopniowo barwiący brwi
Golden Rose - Liquid Matte Lipstick 13 & Dream Lips Liner 510

Hulu Brushes - Oczy: P44, P36, P30, P42, P50. Twarz: P24, P4, P10, P20
Boho Beauty - Boho Blender, Boho Blender Mini, 212 Over Shader, 215 Blending


1. Moją bazą był korektor Nabla z linii Close Up. W palecie nie ma dla mnie bazowego cienia, Canvas Jest nieco zbyt żółty przy mojej cerze, więc korektor zagruntowałam pudrem Baking & Setting Powder. Brwi to pomada Affect z rewelacyjnym pędzlem Hulu P44

Na tak przygotowaną powiekę pędzlem Hulu P36 nakładałam cień Narrative. Pędzel jest dość duży, puchaty i zostawia bardzo fajną mgiełkę koloru. Samego cienia nakładałam malutko i lekką ręką, otrzepywałam też pędzel, bo kolor jest dobrze napigmentowany, a ja chciałam tylko delikatną chmurkę na górnej i dolnej powiece. 
I tego nie będę powtarzać przy każdym punkcie, ale w tym makijażu wszystkie cienie będą nakładane bardzo lekką ręką i w niewielkiej ilości, bo chciałam, żeby było delikatnie. Natomiast możecie oczywiście dołożyć ich więcej i uzyskać mocniejszy efekt. 

2. Pędzlem Hulu P30 nałożyłam cień Honey. Pędzlel jest płaski ale puchaty, przy tym kroku sięgam po niego najczęściej, bo pozwala na większą precyzję, ale i świetnie blenduje kolor. Ten kolor nakładałam nieco niżej, nadając już ostateczny kształt makijażu, przyciemniłam też dolną powiekę. Zen jest pod nie jest bardzo widoczny, ale połączenie tych dwóch odcieni dało bardzo płynne przejście. 


3.  Płaskim pędzlem Boho Beauty 212 przyciemniałam makijaż cieniem Opera. Bardzo, ale to baardzo delikatnie, dobrze strzepując pędzel. Cień jest ciemny, mega dobrze napigmentowany, zobaczcie jak wygląda na swatchu w pełnej okazałości. Tu jest go naprawdę bardzo malutko i mocno rozblendowany.

4. Pędzlem Hulu P42 nałożyłam delikatnie cień Berry Bite przy linii wodnej i w zewnętrznej części górnej powieki. Jest przepiękny! Pigment jest bardzo mocny, nałożony pewniejszą ręką jest bardzo intenstywny, tu chciałam go nieco złagodzić i mocniej roztarty wygląda równie pięknie. Tu możecie dołożyć też odrobinę cienia Opera, żeby wszystko dobrze się połączyło.


5.  Płaskim, dużym pędzlem Hulu P50 nałożyłam cień Canvas na wewnętrzną część dolnej powieki i ruchomą powiekę, łącząc go z kolorem Berry Bite, żeby rozjaśnić oko. Na środek powieki już palcem wklepałam obłędny cień Rosita. Jasny, błyszczący róż już solo wygląda pięknie, ale w połączeniu z Berry Bite to prawdziwe cudo. Ja rozświetlałam tylko środek powieki, ale jeśli chcecie więcej błysku, możecie nałożyć go na całą, też będzie wyglądać świetnie. 

6. Ostatnie szlify i efekt końcowy. W wewnętrznym kąciku znalazł się przepiękny cień Adoration, również nałożony palcem. Natomiast jeśli nie chcecie tam opalizującego fioletu, możecie i tam użyć Rosity albo odrobiny cienia Fabric, są bardziej neutralne.
Na linii wodnej znalazła się kredka Nabli Magic Pencil w kolorze Nude. Jest trwała, a jasny odcień optycznie powiększa oko i odświeża spojrzenie.

Na koniec zawsze jeszcze sobie wszystko dla pewności blenduję, tu służył mi pędzel Boho Beauty 215. Wiecie jaka jest moja najważniejsza zasada blendowania? Kiedy w pierwszym momencie wydaje się, że to już, wcale tak nie jest i trzeba blendować dalej. Blending is my cardio ;)



Nabla 
Posion Garden - Narrative, Adiago, Zodiac, Majorelle, Adoration, Rosita
Rozświetlacz Angel
Bonzer Gotham
Close Up Concealer - Porcelain
Close Up Baking & Setting Powder

Affect - Pomada do brwi Dark
Avon - Kredka Żelowa Black i Cobalt
Catrice - Podkład Even Skin Tone
Catrice - Camouflage Cream
Collistar - Błyszczyk Gloss Desing nr.10
Eveline - Korektor stopniowo barwiący brwi

Hulu Brushes - Oczy: P36, P30, P42. Twarz: P24, P4, P10
Boho Beauty - Boho Blender, Boho Blender Mini, 220 Petit Smudge, 215 Blending


1. Powieka została przygotowana dokładnie tak samo jak w pierwszym makijażu. I tu jako pierwszego cienia również użyłam Narrative, roztartego pędzlem Hulu P36 na górnej i dolnej powiece. 

2. Cieniem Adagio i pędzlem Hulu P30 przyciemniłam powiekę nad załamaniem, zewnętrzną część oka i dolną powiekę. I tak, rozblendowałam to lepiej, ale za wcześnie zrobiłam zdjęcie ;)


3. Na całą ruchomą powiekę nałożyłam miękką, czarną kredkę. Na powiece roztarłam ją delikatnie palcem, a kontury rozcierałam pędzlem pędzlem Boho Beauty 220 i cieniem Zodiac. To malutka, dość sztywna kuleczka z krótkim włosiem, więc bez problemu radziła sobie z już lekko przyschniętą kredką. Po pierwszym roztarciu, dołożyłam jeszcze cienia Zodiac, przyciemniając całość, tym razem pędzlem Hulu P42. To również precyzyjna kuleczka, ale już większa od Boho, włosie jest dłuższe i o wiele bardziej elastyczne, genialnie nadaje się do bardziej precyzyjnego blendowania. Jeśli jeszcze nie macie tego pędzla, to proszę mi się w tej chwili wybrać na stronę Pigmentu, wrzucić do koszyka, żeby nie zapomnieć i dopiero wrócić do czytania, to must have

4. Na kredkę wklepałam palcem niebieski cień Majorelle. Delikatnie, nie rozcierając, żeby równomiernie przykleił się do kredki. Nałożyłam go też na dolną powiekę.


5. Teraz dzieje się magia. Na niebieską bazę nałożyłam opalizujący Adoration, Odrobinę wtarłam palcem w niebieski, dzięki temu, że przykleił się do kredki, wszystko ładnie się łączyło. Odrobinę też delikatnie tylko wklepałam, żeby efekt nie był jednolitą taflą, ale widoczne były też maleńkie drobinki.  Nie udało mi się dobrze uchwycić tego efektu, próbowałam na oku, na ręce, w każdym świetle i no nie, nie da się tego oddać na zdjęciu. Niżej próbowałam zrobić maksymalne zbliżenie, ale jednak bez obiektywu makro to nie to. Na żywo w zależności od tego pod jakim kątem padało światło kolor był albo właśnie taki niebieski jak baza z cienia Majorelle, albo całość opalizowała bardziej fioletowo dzięki cieniowi Adoration. Genialne połączenie!

6. W zewnętrznym kąciku znów pędzlem Hulu P42 dołożyłam cienia Zodiac, łącząc go z niebieskim i przyciemniłam też dolną powiekę. 

7. Tu już efekt końcowy, zdjęcie macie niżej. W wewnętrznym kąciku nałożyłam kolor Rosita, a na linię wodną ciemnoniebieską kredkę. Na koniec zawsze jeszcze sobie wszystko dla pewności blenduję, i znowu służył mi pędzel Boho Beauty 215







A tu już się bawiłam bardziej konkretnie i sądząc po tym, że makijaż został zapisany na instagramie przez prawie 400 osób, chyba się spodobał. A ja nie wątpię, że to przede wszystkim zasługa kolorów. Chciałam Wam pokazać akurat takie trzy makijaże nie bez powodu. Poison Garden pięknie wygląda na oku w delikatnym, dziennym wydaniu, bez problemu można zrobić też ciemne, wieczorowe smokey, a jak przyjdzie wena, to i poszaleć z kolorami ;) 

I to dlatego, że cienie naprawdę fajnie się budują i dają dużą kontrolę nad tym jaki efekt uzyskamy w zależności od ilości i sposobu nałożenia. 


Na koniec mam jeszcze dla Was zniżkę do Drogerii Pigment. Z kodem MISSLILITH11 dostaniecie 15% rabatu na zakupy. Niestety nie obowiązuję na Poison Garden i pozostałe palety Nabli, na linię Close Up, markę Hulu, Kryolan i nie łączy się z innymi promocjami. 

Aleee tak Wam po cichu powiem, że wielkimi krokami zbliża się Black Friday i Pigment ogłosił już -20% na wszystko, więc jak chwilę poczekacie, to możecie zaoszczędzić trochę więcej ;)


A teraz powiedzcie mi, który makijaż bardziej przypadł Wam do gustu i czy skusicie się na tę nową ślicznotkę Nabli :)


Koreańska pielęgnacja z Pigmentem. Znalazłam nowego ulubieńca?

19:56:00

Koreańska pielęgnacja z Pigmentem. Znalazłam nowego ulubieńca?


Lubicie koreańskie kosmetyki? U mnie już od bardzo dawna głównie królują ich maseczki w płachcie, zawsze mam ogromny zapas, zużywam w błyskawicznym tempie i jak dla mnie nie mają sobie równych. 

Jakiś czas temu Drogeria Pigment podesłała mi też kilka nowych kosmetyków do spróbowania. Pokazywałam je Wam już na instagramie, testowałam od września i wracam do Was z krótką opinią, a zdradzę od razu, że trafiłam naprawdę fajnie ;) 



Żel aloesowy Holika Holika już od bardzo dawna jest u mnie jedną z podstaw pielęgnacji. Używam go codziennie do twarzy po toniku pod krem, na włosy przed olejowaniem i choć jest tak niepozorny, naprawdę robi różnicę. Moja cera jest mieszana, choć o wiele bardziej w tę suchą stronę. Jednocześnie szybko się zanieczyszcza, zapycha i jeszcze szybciej przesusza na wiór, a żel aloesowy jest produktem, który na obie te rzeczy działa u mnie świetnie. Z jednej strony łagodzi podrażenienia, przyspiesza gojenie jeśli coś mi na twarzy wyskoczy, a z drugiej dodatkowo podbija działanie kremów nawilżających, dzięki czemu skóra mniej mi się przesusza. 

Jeśli jakimś cudem tego produktu nie znacie, to koniecznie wypróbujcie. Oczywiście jeśli nie macie żadnego uczulenia na aloes, zawsze obserwujcie jak reaguje Wasza skóra. 


Kolejny must have w mojej pielęgnacji to koreańskie maski w płachcie. Niezastąpione, najlepsze i chociaż testowałam naprawdę sporo tego typu maseczek, nie znalazłam marki, która umiałaby je zrobić tak dobre jak te koreańskie. 
Chyba nie chciałabym nawet wskazywać tu na konkretną markę, w Pigmencie znajdziecie ich ogrom. Benton, Skin 79, Holika Holika, seaNtree, Mizon, Missha, A'Pieu, TonyMoly, Innisfree, Skinfood i tak dalej, mogłabym wymieniać bez końca. Te z Was, które są z Krakowa i okolic albo miały okazję przy okazji wpaść do Pigmentu zwłaszcza na ulicy Karmelickiej, dobrze wiedzą jak ogromne ilości masek w płachcie są do wyboru. Cała ściana maseczek.. to jest raj. A i online znajdziecie wielki wybór ;)
I nie będę polecać Wam konkretnej marki ani maski, bo akurat u mnie bardzo dobrze sprawdza się zdecydowana większość z nich. Nie liczcie przy takiej formie maseczki na duże oczyszczenie, ale świetnie nawilżają, rozjaśniają i napinają skórę. Ta Benton ze zdjęcia jest jedną z moich ulubionych, dobrze nawilża i przede wszystkim daje mega fajny efekt napięcia i ujędrnienia skóry.


Skin79, Waterproof Sun Gel 50 SPF - To nie jest mój pierwszy krem z filtrem marki Skin79, ale z całą pewnością zostanie tym ulubionym. Bardzo lekki, przy rozprowadzaniu na twarzy robi się niemal wodnisty, błyskawicznie się wchłania, nawilża, absolutnie nie bieli, nie pozostawia żadnej tłustej warstwy i genialnie sprawdza się pod makijaż. Dla mnie cudo i jeśli przypadkiem w między czasie nic innego mi nie wpadnie w ręce, to raczej nie będę szukać już nic innego na jego miejsce. 

Wychodzi na to, że w tytule oszukałam trochę z jednym ulubieńcem, bo i Snail Recovery Gel od Mizon mogłabym do nich zaliczyć.  Żel zawiera aż 80% filtratu ze śluzu ślimaka, ma nawilżać,  a do tego wspomagać walkę z bliznami, przebarwieniami i niedoskonałościami. Robi to. Nie mam problemów z trądzikiem, ale przed okresem zawsze mi coś wyskakuje, do tego łatwo zostają mi przebarwienia. Ten żel rzeczywiście przyspiesza gojenie niedoskonałości, a ślady po nich znikają szybciej. Stosuję go zamiennie z żelem aloesowym w zależności od potrzeb mojej skóry w danym czasie, gęsty żel jest bardzo wydajny i wątpię, że zużyłam od początku września choćby pól tubki 45ml. 


SeaNtree, Aloe Cleansing Foam - tej pianki do mycia twarzy używałam dłużej od reszty produktów, a dopiero teraz sięgnęła dna. Niekoniecznie dlatego, że jest tak wydajna, choć rzeczywiście wystarczy jej odrobina, ale dlatego, że to nie jest kosmetyk, po który mogłabym sięgać codziennie. Oczyszcza bardzo dobrze, ale i mocno, gdybym sięgała po nią codziennie, mogłaby mnie przesuszyć. Natomiast bardzo lubię ją właśnie w momentach, gdy moja skóra wymaga mocniejszego oczyszczenia, zwłaszcza po charakteryzacjach i bardziej artystycznych makijażach. Jeśli śledzicie mnie też na instagramie, wiecie ile kosmetyków i warstw potrafię nakładać na twarz, a bardzo ważne jest dla mnie, żeby później dokładnie wszystko zmyć i oczyścić pory. Zmywanie makijażu zawsze jest u mnie wieloetapowe, a ta pianka sprawdzała się u mnie świetnie, gdy potrzebowałam czegoś mocniejszego. 
Wrócić do tej konkretnej raczej mimo wszystko nie wrócę, ale bardzo spodobała mi się jej konsystencja, więc podejrzewam, że niedługo poszukam sobie innej i delikatniejszej, koreańskiej pianki.


A na koniec mój kolejny ulubieniec. Relaksująca emulsja aloesowa It's Skin ujęła mnie swoją lekkością. Konsystencja jest bardzo lejąca i szczerze mówiąc nie spodziewałam się po niej zbyt wiele. Producent mówi, że emulsja może być stosowana samodzielnie albo pod właściwy krem i sądziłam, że właśnie w tej drugiej opcji sprawdzi się najlepiej, wzmacniając działanie kremu. Faktycznie takie combo z żelu aloesowego, tej emulsji i kremu na noc utrzymuje moją skórę dobrze nawilżoną, choć nastał okres jesienno - zimowy, przy którym zwykle wysycham na wiór. 
Zaskoczeniem było jednak to, że ta lekka emulsja świetnie sobie radzi też w pojedynkę, nawet teraz kiedy moja cera jest bardziej wymagająca. Bardzo polubiłam ją pod makijaż, wchłania się błyskawicznie, cera jest nawilżona i wygładzona, a podkłady wyglądają na niej bardzo dobrze. Zostawia też na skórze jakby baardzo delikatny film, to nie jest absolutnie żadna tłusta czy mocno wyczuwalna warstwa, tylko uczucie gładkiej i miękkiej skóry. 
Do tego produkt jest tak wydajny, że używając go dwa razy dziennie od września, czasami nawet częściej i to nie żałując sobie ilości, zużyłam może 1/4 butelki. 



Wszystkie te produkty znajdziecie oczywiście w Drogerii Pigment, ale to bardzo niewielka część koreańskich marek, które są u nich dostępne. A jeśli jeszcze jakimś cudem nie znacie tej drogerii, to nie zapomnijcie zapisać się do ich newslettera, dostaniecie 10% zniżki na pierwsze zakupy ;)


Miałyście już okazję wypróbować coś z moich nowości? A może macie swoich koreańskich ulubieńców, po które powinnam sięgnąć? ;)


Disney powraca! Nowe wyzwanie makijażowe + podsumowanie Halloween

20:56:00

Disney powraca! Nowe wyzwanie makijażowe + podsumowanie Halloween


To już rok! Chyba wciąż do mnie nie dociera, że pomysł, który wpadł mi do głowy tak nagle, przetrwał aż tak długo i bawimy się wspólnie w wyzwaniach już od roku! 

9 listopada 2017 roku wystartowało pierwsze wyzwanie makijażowe. Od tamtej pory wyzwań było sześć, a Wy zmalowałyście ponad trzysta makijaży! Wiem jak wiele czasu trzeba poświęcić na jeden, nawet dzienny makijaż i zrobienie mu zdjęć. Nie wyobrażam sobie jak wiele godzin musiałyście poświęcić na te wszystkie przepiękne prace i to tylko dlatego, że chciałam, żebyście pobawiły się razem ze mną. Za to Wy nie wyobrażacie sobie jakie to wspaniałe uczucie i jak wiele to dla mnie znaczy. Jestem dumna z Was, z siebie i z każdym kolejnym zdjęciem, które dodajecie, tylko coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że pomysł był świetny.

Tym z Was, które choć raz wzięły udział w wyzwaniu, ogromnie dziękuję za wspólną zabawę, poświęcony czas i mam nadzieję, że zobaczę Wasze makijaże jeszcze wiele razy!


A teraz przyznać mi się kto jest ze mną tak długo, że pamięta pierwsze wyzwanie? W ilu wzięłyście udział? ;)


Rocznicowym wyzwaniem musiał być Disney. Po prostu musiał. Właśnie to było pierwsze wyzwanie i doskonale pamiętam, że wiele dziewczyn biorących wtedy udział chciało, żeby powrócił. Byłam pewna, ze powróci i szczerze mówiąc, byłam przekonana, że wróci o wiele wcześniej. Pojawiały się kolejne wyzwania, pory roku lub okazje sprawiały, że tematy przychodziły same i nawet nie zauważyłam kiedy zleciał ten rok. Jednak z drugiej strony rocznicowe wyzwanie zasługuje na świetny temat, a takim niewątpliwie jest Disney. Daje ogrom możliwości i jestem pewna, że znajdziecie mnóstwo inspiracji do Waszych makijaży. 

Tradycyjnie małe przypomnienie zasad (po roku chyba czas przygotować jakąś broszurkę, żeby nie pisać ich za każdym razem), dla tych z Was, które są tu pierwszy raz. 

Zasad nie ma ;) Hulaj dusza, piekła nie ma! W żaden sposób nigdy nie miałam i nie będę mieć zamiaru ingerować w Wasze pomysły i w Waszą kreatywność. Sztywne zasady zawsze zabijają część naszej kreatywności, a ja nie wiem co Wam w duszy gra, więc dlaczego mam Was ograniczać.
Makijaż wykonany na wyzwanie ma być w temacie Disney'a. Możecie inspirować się bajkami, konkretnymi postaciami, kolorami, kształtami i wszystkim co tylko wpadnie Wam do głowy. Makijaż może być całkowicie użytkowy, szalony i artystyczny (do tych namawiam szczególnie ;), może to być charakteryzacja, makijaż oka, lip art, face painting i tak dalej, i tak dalej. Róbcie co chcecie, byle zgadzało się z tematem.

I kolejna sprawa, która dla mnie była, jest i będzie najważniejsza. Mam gdzieś czy to Was pierwszy w życiu makijaż, czy urodziłyście się z pędzlem w ręce. Każda praca jest tak samo ważna, każda jest wyjątkowa, każda ma w sobie to coś i część Was, każda bez wyjątku jest inspirująca. W wyzwaniach nikt nigdy nie będzie oceniany, nigdy nie pojawi się żadna forma rywalizacji, nigdy nie będzie dzielenia prac na lepsze i gorsze. Wszystkie jesteśmy równe, bawimy się wspólnie i zawsze najbardziej zależało mi na tym, żeby każda z Was czuła się tu dobrze. To tylko zabawa i chcę, żeby  makijażem mógł bawić się każdy kto ma na to ochotę. 

O to w tym wszystkim chodzi, mamy się dobrze razem bawić, poznawać się i tworzyć po prostu fajną społeczność o podobnych zainteresowaniach. Tym bardziej zachęcam Was, żebyście czasami same zajrzały pod hashtag #missinspiruje i odwiedziły pozostałe osoby, biorące udział w wyzwaniu ;)



JAK DOŁĄCZYĆ DO WYZWANIA?



Swoje prace musicie udostępnić na swoim instagramie i dodać hashtag #MISSINSPIRUJE, żebym mogła Was znaleźć. 

Napiszcie w opisie jaką postacią / bajką się inspirowałyście.

Wspomnijcie też proszę chociaż w dwóch słowach, że to makijaż na wyzwanie, pod tym hastagiem pojawiają się też zdjęcia, które nie są z nim związane i te dwa słowa po prostu bardzo ułatwią mi życie przy zbieraniu Waszych prac do podsumowania. 
Możecie również oznaczyć mój profil @misslilith na zdjęciu, wtedy mogę szybciej reagować na Wasze prace, bo w profilu pojawia mi się dodatkowe powiadomienie o oznaczeniu. 

Jeżeli macie konto prywatne, a mimo to chcecie dołączyć do wyzwania i pojawić się w podsumowaniu na blogu, możecie też przesłać mi zdjęcie w prywatnej wiadomości. 

Będzie mi także bardzo miło, jeśli informację o wyzwaniu udostępnicie na swoim instastories, może akurat ktoś z Waszych znajomych o nim nie słyszał, a również będzie chciał się z nami pobawić ;)

Wszystkie Wasze makijaże jak zawsze będą udostępnione na moim instastories, a po zakończeniu wyzwania pojawi się podsumowanie na blogu.



Wyzwanie DISNEY będzie trwać do 05.01.2019

Wyzwanie tym razem długie, ale uważam, że ten temat jest na tyle ciekawy, że nam wszystkim przyda się trochę więcej czasu na realizację pomysłów ;)




PODSUMOWANIE WYZWANIA HALLOWEEN




Czy Wy to widzicie? Wow, wow i jeszcze raz wow! Tym razem naprawdę przeszłyście same siebie! Myślałam, że Halloween będzie miało mimo wszystko mniejszy odzew ze względu na to, że odpadły użytkowe prace, ale to co Wy zrobiłyście, to jakiś kosmos! Jestem zachwycona i naprawdę brakuje mi słów na to co pokazałyście. Właśnie za to uwielbiam ten okres. Kreatywność i pomysłowość aż kipi, a Wy jesteście tego najlepszym przykładem. Obłęd! 
Bardzo dziękuję Wam wszystkim za udział, pojawiło się też trochę nowych twarzy i mam nadzieję, że zobaczę Wasze pomysły na bajkowe makijaże ;)

Wszystkie dziewczyny macie oczywiście podlinkowane niżej, zaglądajcie koniecznie, bo tu to bardzo mała część cudów, które u nich znajdziecie ;)



@wfotelu          @manaa_makeup          @beautytwiceeme          @czarna_kredka          

@na_drugie_mi_proznosc            @princess.malpka          @blog_ciagleszukamsiebie          

@khaleea_beauty          @eve_the_glitter_queen          @ekstrawagancka          @by.anjaa

@screeewyou          @nihilnoviblog          @ohxmakeup        @takitammotyl         @zakatekinspiracji

@pasja_makeup          @ba_siaaa_kosmetycznie          @kasia_malujee          @sincero_sorriso

@veroniqa25         @kosmetycznie_u_monczy          @dora_maluje          @xx19janettt92xx

@candykiller_makeup          @blueberry.place          @fasonati          @pamnowa


A i mi coś tam się zmalowało, choć czas zdecydowanie ze mną wygrał i nie pojawiła się nawet połowa tego co planowałam. Za to jestem pewna, że z Halloween czy bez, coś w tym stylu jeszcze się pojawi, bo spodobała mi się zabawa makijażem podchodząca pod horrory ;)



To co? Kogo mogę się spodziewać w nowym wyzwaniu? Przyszło Wam już do głowy co zmalujecie? ;)






Anastasia Beverly Hills - Norvina & Dwa makijaże krok po kroku

18:48:00

Anastasia Beverly Hills - Norvina & Dwa makijaże krok po kroku


Kiedy Anastasia Beverly Hills zapowiedziało premierę Norviny, od razu wiedziałam, że będzie moja. O ile pominęłam Soft Glam, która kolorystycznie dla mnie była nieco zbyt nudna, tak Norvina to absolutnie moje kolory. Nie ukrywam też, że dużą rolę odegrała tak duża ilość błyskotek w palecie, wiecie przecież, że ja uwielbiam wszystko co błyszczące i tak zamówiłam paletę już w dniu premiery. 


Norvina to  14 cieni, w tym 7 matowych i 7  przepięknych błyskotek. Dla mnie paleta jest świetnie skomponowana, nie znajdę w niej cienia, którego nie chciałabym użyć, wręcz przy makijażu zawsze mam problem z wyborem odcieni. Kolory są po prostu tak piękne, że najchętniej nakładałabym wszystkie na raz i zawsze świetnie by się ze sobą zgrały. 
Dla niektórych wadą może być brak klasycznego ciemnego brązu lub czerni dla wzmocnienia makijażu, dla mnie to plus i dodatkowy jeden ciekawy kolor. Uważam, że czarny / ciemny brąz jest taką podstawą, którą po prostu trzeba mieć i nie czuję potrzeby powtarzania ich w każdej palecie. 


Bardzo podoba mi się formuła zwłaszcza matowych cieni. Wykończenie nie jest tu zupełnie płaskie i pudrowe, pomimo mocnego pigmentu cienie zachowują swego rodzaju lekkość. Niżej macie swatche, na zdjęciu z prawej strony gdzie padało światło zobaczycie, że zwłaszcza odcienie Base, Soul, Incense i Love delikatnie je odbijały i to jest wygląd matów, który ja lubię najbardziej.

Za to z drugiej strony w błyszczącym rzędzie znalazł się odcień Drama, którego podstawą jest matowy ciemny brąz, a błysku nadaje fioletowy pigment i bardzo delikatne, wielokolorowe drobinki. Na zdjęciach ciężko było to uchwycić, ale wierzcie mi na słowo, że ten kolor jest piękny. Coś podobnego ma Nabla w palecie Dreamy, ale tu wyszło o wiele lepiej.

Co do reszty metalicznych błyskotek, swatche mówią chyba same za siebie, prawda? Świetna, miękka i niemal delikatnie kremowa konsystencja sprawia, że nakładanie tych cieni to marzenie. Rewelacyjnie wyglądają nałożone po prostu palcem lub syntetycznym, płaskim i lekko zwilżonym pędzlem. Wystarczy zaledwie odrobina, żeby kolor był świetnie oddany, a błysk mocny, co też jest plusem, bo jednak przy takiej konsystencji, te cienie mogą zużywać się dość szybko. 



OSYPYWANIE, PYLENIE, KATASTROFA..?

To zdecydowanie najczęstsze pytanie jakie dostawałam od Was na instagramie po pokazaniu Norviny. 


Wiem, że te pytania i wątpliwości biorą się głownie z opinii o palecie Subculture, którą ja swoją drogą uwielbiam, choć wiem, że jestem w zdecydowanej mniejszości. 
Dla mnie palety ABH, w tym Norvina, to bardzo dobra jakość i nie ma tu dla mnie mowy o żadnej tragedii. Tak, cienie o takiej pigmentacji mogą się lekko osypywać, jeśli będą nakładane w zbyt dużej ilości lub zbyt lekką ręką. Praca z takim pigmentem jest inna niż przy paletach kiepskiej jakości, których trzeba nakładać tonę, żeby wydusić kolor. 
W Norvinie formuła cieni jest zupełnie inna niż w Subculture, bardziej przypomina Modern Renaissance, ale przy każdej z tych palet cienie mogą się delikatnie osypywać i szczerze mówiąc dla mnie to żadna wada. Niżej widzicie makijaże krok po kroku, malowałam je mając już nałożony podkład, korektor, puder pod oczami i nie osypało się zupełnie nic. Jeśli natomiast boicie się osypywania, zaczynajcie po prostu malować od oczu, wtedy spokojnie możecie wyczyścić okolicę pod oczami. Malując poza tutorialami sama tak najczęściej robię i to naprawdę ułatwia życie, a nawet to delikatne osypywanie się nie jest żadnym problemem. 
Cienie również mogą się delikatnie pylić w palecie po dotknięciu pędzlem, ale to znów nie jest nic dziwnego przy mocnej pigmentacji. 

Dlatego jeśli tylko to w jakiś sposób powstrzymuje Was przed zakupem, a kolory się Wam podobają, to bierzcie i nad niczym się nie zastanawiajcie. Norvina jest świetna w swojej formule, z cieniami pracuje się rewelacyjnie, blendują się bardzo łatwo, kolory pięknie się łączą, przy rozcieraniu każdy cień jest dobrze widoczny i nic nie zlewa się w jedną wielką plamę, a w ciągu dnia nic nie blaknie.  
Uwielbiam konsystencję tych cieni, makijaż robi się błyskawicznie i jeżeli wcześniej nie miałyście styczności z cieniami Anastasia Beverly Hills, na pewno odczujecie różnicę na duży plus.

OPAKOWANIE 


Piękne, welurowe opakowania to znak rozpoznawczy ABH, choć jeśli jeszcze nie miałyście żadnej palety, bierzcie poprawkę na to, że poza fajnym wyglądem, są nieco problematyczne i mogą się szybko brudzić. 
W kartonowym opakowaniu znajdziecie lusterko, które spokojnie wystarczy do wykonania makijażu w podróży. Dołączony jest również dwustronny pędzelek, który moim zdaniem jest jednym z najlepszych jakie można znaleźć w paletach. Wiadomo, to wciąż nie jest jakość normalnych pędzli, ale spokojnie wystarczy do stworzenia prostego makijażu. 



GDZIE KUPIĆ? 


Bardzo się cieszę, że Anastasia Beverly Hills weszła do polskiej Sephory. Ogólnie bardzo podoba mi się to jak nasza Sephora się rozwija i co chwilę zaskakuje nowymi markami, jednak w przypadku palet to nie u nas będę polecać Wam zakupy. Chociaż muszę przyznać, że cena u nas jakoś szczególnie mnie nie zaskoczyła, strzelałam przed premierą w te okolice i mogło być gorzej. Jednak Sephora wyłączyła markę z promocji i mając świadomość, że w UK rabaty obowiązują normalnie.. no nie. Na paletach można zaoszczędzić sporo kasy, więc na pewno tu kupować nie będę, tańsze produkty może tak, tu ceny aż tak bardzo nie bolą, a przyznacie, że około 60 złotych różnicy przy palecie, to już jednak trochę za dużo.

Skoro nie u nas, to gdzie zamawiać? Jeśli jeszcze nie robiłyście zakupów z UK, to czas to zmienić. Ceny regularne są niższe w wielu przypadkach, nie tylko ABH, darmowa wysyłka obowiązuje zwykle od 40-50 funtów i nie musicie obawiać się naliczania żadnych dodatkowych opłat, jak choćby przy zakupach ze Stanów.

Anastasie Beverly Hills znajdziecie na Cult Beauty, tam obowiązuje darmowa wysyłka na tę markę bez względu na cenę produktu, a co jakiś czas można tam trafić na promocje nawet do około 20%. Cena regularna palet ABH to 43 funty, co w przeliczeniu przy aktualnym kursie daje około 208 złotych. Bardzo lubię ten sklep, nie raz robiłam tam zakupy i zawsze wszystko było w porządku.

>> ABH w Cult Beauty

Jeśli natomiast nie chcecie czekać na promocję, zajrzyjcie do sklepu Feelunique. Cena regularna  palet również wynosi 43 funty, ale niżej podlinkuję Wam kod na -20% dla nowych klientów, wystarczy tylko wpisać maila i zapisać się do newslettera. Działa na wszystko, w sklepie znajdziecie też m.in Hude i naprawdę wiele innych ciekawych marek. Po rabacie kupicie paletę Anastasii za około 167 złotych, a to chyba niezła cena, co? ;)
Sama znalazłam ten sklep właśnie przy moim zakupie Norviny, pokazywałam Wam wtedy wszystko na instastories i wiem, że sporo z Was też się skusiło. Paleta przyszła po około 5 dniach, wszystko było z nią w porządku, ale jeśli obawiacie się uszkodzenia w transporcie, nagrywajcie krótki filmik z otwierania paczki, żeby dodatkowo go przesłać do reklamacji. Choć z tego co wiem i bez tego sklepy z UK raczej nie robią z tym problemów.

>> ABH w Feelunique

>> Kod na -20% Anastasia Beverly Hills





MAKIJAŻE KROK PO KROKU 



1. Moją bazą był korektor, zagruntowany cieniem Base. Na tak przygotowaną powiekę nakładałam kolor Love na dolną i górną powiekę, rozcierając go wysoko pod łuk brwiowy.

2. Na zewnętrznej części dolnej powieki i w załamaniu nałożyłam cień Soul. Mi powieka lekko opada, więc rozcieram odrobinę wyżej, żeby przy otwartym oku kolor też był dobrze widoczny, ale jeśli macie okrągłą powiekę, skupcie się po prostu na samym załamaniu. 


3. Na ruchomą powiekę mniej więcej do połowy nałożyłam cień Summer. Wierzcie mi na słowo, że na żywo błyszczy o wiele bardziej i jest naprawdę piękny, wyżej na zdjęciu swatchy został lepiej oddany.

4. Na dolną powiekę w wewnętrznej części znalazł się kolor Wild Child. Pięknie błyszczy i odświeża spojrzenie.


5. Ostatnie dodatki. Wyciągnięta kreska, z której możecie oczywiście zrezygnować, jeśli wystarczy Wam delikatniejszy makijaż. Na linię wodną cielista kredka i o niej nie zapominajcie, nawet przy codziennym i szybkim makijażu. Nie tylko otwiera i powiększa oko, ale sprawia, że cały makijaż wygląda po prostu bardziej czysto. W wewnętrznym kąciku dołożyłam też odrobinę cienia Dreamer



1. Powieka została przygotowana tak samo, czyli korektor + cień base. Na zagruntowanej bazie nakładałam cień Incense na dolną i górą powiekę, przeciągając go wysoko prawie pod brew.

 2. Kolorem Passion przyciemniałam załamanie i dolną powiekę. Ten cień nakładałam "lekką ręką", jest mocno napigmentowany i na powiece może wyjść dużo ciemniej niż tutaj, a chciałam głownie wyciągnąć z niego ten piękny kolor, a nie przyciemnienie całości, więc użyłam go bardzo niewiele.


3. Tu trochę oszukałam i cały makijaż nie jest zrobiony wyłącznie przy użyciu Norviny, ale uznałam, że podstawowy czarny cień każda z Was może może sobie dobrać. Czarnym przyciemniłam  dolną powiekę, zewnętrzną część oka i załamanie powieki, rozcierając nieco nad nim, ale nie zbyt wysoko, żeby poprzedni cień był wciąż widoczny. 

4. Na całą ruchomą powiekę i na dolną przy linii wodnej nałożyłam cień Drama. Na kolejnych zdjęciach przy efekcie końcowym niestety nie do końca widać jaki faktycznie dał efekt, ale na żywo  z tymi filetowymi drobinkami wyglądał pięknie. 


5.  Na środek ruchomej powieki nałożyłam przepiękny fiolet Celestial. Nakładałam palcem, bo po pierwsze tak jest po prostu szybciej i wygląda najlepiej.

6. Ostatnie szlify. Czarna kredka na linii wodnej, na dole odrobinę roztarta, żeby połączyła się z cieniami, a nie mocno odcinała, rzęsy i cień Summer do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka.




Podoba Wam się Norvina? Macie ochotę kupić, a może już jesteście po zakupach? ;)



                           





Copyright © 2017 Miss Lilith