16:55:00

Co dobrego? #3 Face Paint, błyskotki, najlepsza linia Bielendy i genialne maseczki


Styczeń i początek lutego to nie był dla mnie najłaskawszy czas jaki mogłabym sobie wyobrazić. Za to pod względem kosmetycznym ostatnie dwa miesiące były bardzo udane, dlatego styczniowe Co dobrego? skupia się przede wszystkim właśnie na ulubieńcach pielęgnacyjnych ostatnich tygodni, a nawet lat. 


lisa eldridge face paint historia makijażu blog opinie

Lisa Eldridge - Face Paint. Historia makijażu


Kiedy tylko zobaczyłam, że Face Paint w końcu wyszła w polskiej wersji językowej, byłam pewna, że ta książka trafi w moje ręce.  
Ja jestem zakochana w tej pozycji. Przede wszystkich chyba dlatego, że nie jest to typowa, sucha książka historyczna. Znajdziemy tu między innymi przegląd metod i zmian jakie zachodziły w makijażu na przestrzeni wieków, krótkie historie największych koncernów kosmetycznych,  sekrety kreowania wizerunku największych ikon stylu, a to wszystko opowiedziane w tak przyjemny i lekki sposób, że od książki ciężko się oderwać. 

Jeżeli interesujecie się makijażem, ta książka musi znaleźć się w Waszej biblioteczce. To prawie 250 stron przepięknie wydanej książki, przepełnionej wiedzą, ciekawostkami i świetnymi, inspirującymi fotografiami. Do tego moim zdaniem około 50 zł za tak świetnie wydaną książkę, to naprawdę bardzo niewielka cena. 

pigment nyx sypki cień sin skin blog opinie

Lubicie błysk w makijażu? Ja jestem totalną sroką i uwielbiam, dlatego nie mogłam Wam nie wspomnieć o tych dwóch sypkich cudach. Pigment Vegas Baby od NYX i cień sypki 330 Conquest   od Sin Skin gościły u mnie w ostatnich tygodniach prawie przy każdym makijażu. 
Oba produkty naprawdę przepięknie odbijają światło, to co widzicie niżej na zdjęciu to może 50% tego co potrafią. Różnią się jedynie wykończeniem. Sypki cień Sin Skin daje niesamowitą, gładką taflę, dzięki czemu nie raz sięgałam po niego także w roli mocnego rozświetlacza. Natomiast pigment NYXa to bardzo drobno zmielony pyłek i to właśnie jego niesamowity wygląd niestety aparat zjadł najbardziej. 

pigment nyx sypki cień sin skin blog opinie

Zobacz także :


bielenda zielona herbata blog opinie

Bielenda Green Tea


Z każdą kolejną serią Bielenda zaskakuje mnie coraz bardziej. Z mojej perspektywy przede wszystkim dwa ostatnie lata to naprawdę spory przeskok jakościowy i duży rozwój marki. Ja akurat z Bielendą współpracuję, dzięki temu mogę poznać wiele ich linii kosmetycznych i też po części porównać je do siebie. Większość produktów sprawdzała się u mnie dobrze, rzadko trafiałam na coś co nie spełniałoby moich oczekiwań, ale to co pokazała seria z zieloną herbatą.. wow!
Póki co, dla mnie seria Green Tea to najlepsza linia produktów marki Bielenda. Tu zaskoczenie działaniem było natychmiastowe i na początku nie chciałam Wam za bardzo wspominać o tym na wet szybko na instagramie, bo wiecie jak to jest, z czasem i w trakcie testowania wiele może się zmienić, efekty mogą jednak nie być takie świetne jak się wydawało, a ja nie chcę polecać Wam niczego po pierwszym wrażeniu.

Przy tej linii zachwyty tylko rosły. Nic, naprawdę nic do tego czasu nie poradziło sobie tak genialnie z moimi rozszerzonymi porami. Linii używam już od początku grudnia i praktycznie zapomniałam o tym jak moje pory wyglądały wcześniej. Teraz są niemal niewidoczne, a podkład w okolicy nosa na policzkach wygląda genialnie. Niedoskonałości pojawiają się u mnie dość rzadko, ale jeśli już się pojawiły, linia radziła sobie z nimi bardzo szybko, drobne przebarwienia po wypryskach również nie miały szans.

Żelu do mycia twarzy i hydrolatu używam codziennie, serum co drugi/trzeci dzień i jest to dla mnie zupełnie wystarczające. Poza rozszerzonymi porami moja cera jest zdecydowanie bardziej sucha, dlatego nie chcę przesadzać. Chociaż nawet, gdy próbowałam używać częściej i tak nic mnie nie przesuszyło.
Największe laury idą do serum, bo to ma najmocniejsze działanie, ale absolutnie nie mogę tu odebrać zasług dla hydrolatu i żelu. Nie wiem jak sprawdzą się w pojedynkę, wiem za to, że połączenie tych trzech kosmetyków działa u mnie cuda i jeśli mam Wam coś polecić, to właśnie całą trójkę dla najlepszych efektów. 

organique shiny ritual body butter blog opinie

Organique Shiny Ritual


Organique jest dla mnie jedną z królujących na naszym rynku masek pod względem zapachów. Niby to nie najważniejszy aspekt kosmetyków, ale w przypadku pielęgnacji ciała często jest dla mnie kluczowy. Jestem leniwcem jeśli chodzi o stosowanie wszelkiego rodzaju balsamów czy maseł do ciała i jeżeli produkt nie kupi mnie swoim zapachem na tyle, żebym nie mogła się doczekać aż go użyję i zacznę nim pachnieć, praktycznie nie ma szans, żebym użyła go więcej niż kilka razy.
Marka Organique jak zawsze nie zawiodła. Linia Shiny Ritual to masło do ciała, balsam na bazie masła shea, kula do kąpieli, żel pod prysznic, mydło glicerynowe i krem do rąk o eleganckim, ciepłym i bardzo kobiecym, otulającym zapachu.
Poza cudownym zapachem, działanie jest oczywiście równie świetne. Kule do kąpieli Organique to jedne z moich ulubionych, mam już zrobiony zapas również w tym zapachu, produkty do pielęgnacji ciała bardzo dobrze nawilżają, nawet po krem do rąk sięgam z przyjemnością, choć zazwyczaj o tym zapominam.

schaebens maseczki blog opinie

Schaebens - maseczki do twarzy 


Schaebens to jedna z tych marek, za których dostępnością cierpię najbardziej. To z całą pewnością jedne z najlepszych maseczek w saszetkach jakich miałam okazję używać, a wierzcie mi, że jak na maseczkowego potwora przystało, było ich naprawdę wiele. 
Uwielbiam za działanie, za piękne zapachy, za ciekawy wybór rodzajów masek. Nienawidzę za tragiczną dostępność. Można je co prawda dostać przez internet, ale tu potrafią kosztować nawet 4/5 złotych więcej za sztukę. 

Nie było jeszcze takiej, która by się u mnie nie sprawdziła, ale gdybym miała Wam polecić takie, które koniecznie musicie wypróbować, znajdę przede wszystkim cztery rodzaje. 

Mój absolutny ulubieniec od wielu lat - Erdbeer Peeling Maske, maseczka truskawkowa z delikatnymi drobinkami, które peelingują podczas nakładania i zmywania. Wygładza i rozjaśnia skórę, po użyciu cera jest oczyszczona i nawilżona, wygląda świeżo i promiennie, a do tego pięknie pachnie. 

Druga to genialna maseczka pod oczy i na okolice ust. Ja używam ją tylko pod oczy i naprawdę chciałabym kiedyś dostać ją w dużym opakowaniu jako krem. Maseczka błyskawicznie nawilża okolicę pod oczami. Nałożona na noc działa największe cuda, ale równie dobrze sprawdza się jako szybka opcja przed wyjściem i nałożeniem makijażu. 

Natomiast jeżeli macie problem z zanieczyszczoną cerą, to maseczka Totes Meer Maske z błotem, algami i minerałami z morza Martwego będzie dla Was najlepsza. Nie miałam chyba maski, która oczyszczałaby tak mocno, nie powodując przy tym przesuszenia i podrażnień. Ta maska to największy hit marki i nie dziwię się. Tuż po nałożeniu odrobinę szczypie, ale kompletnie nie ma to związku z żadnymi podrażnieniami. Uczycie pieczenia znika bardzo szybko, a po zmyciu maski cera jest naprawdę świetnie oczyszczona. Po użyciu możliwy jest mały wysyp, ale to tylko przez to, że maska tak wyciąga wszystko z cery. 

A może szukacie maseczki, która Was zrelaksuje po ciężkim dniu? Co powiecie na czekoladową maseczkę, która nie tylko odpręży Was zapachem prawdziwej, mlecznej czekolady, ale na dodatek będziecie mogły jej skosztować? Schoko Maske to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika czekolady. Zrobiona wyłącznie z jadalnych składników takich jak m.in. mleczna czekolada, kakao i masło kakaowe. Świetnie nawilża, naprawdę pysznie smakuje i relaksuje jak żadna inna. 

Lush mask of magna minty blog opinie

Lush - Mask of Magnaminty

Jeśli już jesteśmy przy maseczkach, nie mogłam pominąć jeszcze jednej, która już od wielu lat jest na liście moich największych ulubieńców. Przy każdym użyciu od lat zachwyca tak samo i bez wątpienia jest to jeden z niewielu kosmetyków, do którego z przyjemnością będę wracać tak długo jak będzie produkowany.
Mask of Magnaminty jest maseczką na bazie zielonej glinki, a dodatek mięty przyjemnie chłodzi i odświeża. Maska świetnie oczyszcza, zwęża pory, pomaga zmniejszyć widoczność przebarwień, wspomaga gojenie niedoskonałości i rozjaśnia cerę. 
Minus to oczywiście dostępność. Kosmetyki Lush bardzo ciężko u nas dostać, wysyłka z Niemiec czy UK jest droga, a jeśli marka jest gdzieś dostępna online, to ceny potrafią być kosmiczne. Jednak jeżeli tylko będziecie miały kiedyś okazję być w sklepie Lush, koniecznie przyjrzyjcie się tej maseczce. 

kosmetyczni ulubieńcy stycznia 2018

A Wy miałyście już poznać któreś z tych produktów? 


BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z NOWYMI POSTAMI!

                        


INSTAGRAM @MISSLILITH

Copyright © 2017 Miss Lilith