15:18:00

Too Faced, Love Light - Ray of Light. Czy warto kupić rozświetlacz za ponad 120 złotych?


rozświetlacz too faced love light ray of light blog opine

Kiedyś rozświetlacze wydawały mi się zbędne. Za to teraz nie wyobrażam sobie bez nich makijażu i to zdecydowanie jedne z moich ulubionych kosmetyków kolorowych. Nigdy też nie ukrywałam, że jestem sroką i opakowania kosmetyków są dla mnie ważne. Dlatego nic dziwnego, że przepiękny rozświetlacz Love Light marki Too Faced tak bardzo trafił w mój gust, chociaż wiem też, że nie każdemu musi się spodobać efekt jaki daje. 


rozświetlacz too faced love light ray of light blog opine

Gdy tylko zobaczyłam w sklepie internetowym Sephory nowe rozświetlacze Too Faced, od razu wiedziałam, że któryś z nich będzie mój. Wystarczyło to przepiękne opakowanie, żeby skusić mnie całkowicie. Lustrzane serduszko, diamentowe tłoczenia.. czego można chcieć więcej?

Rozświetlacze Love Light są dostępne w trzech wersjach kolorystycznych:
  • You Light Up My Life - ciemne i intensywne złoto
  • Blinded By The Light - srebrno - szampański, chłodny odcień
  • Ray of Light - brzoskwiniowo - różowy 
Tak mocne złoto odpadało od razu, bo takie odcienie średnio wyglądają na mojej skórze. Wiedziałam, że najbezpieczniejszą opcją będzie szampański Blinded By The Light i po podobne kolory zazwyczaj sięgam, ale i on nie miał szans, gdy zobaczyłam odcień Ray of Light. Zupełnie inny i nie spotykany tak często przy rozświetlaczach. Do końca nie byłam pewna czy będzie mi pasować, ale wątpliwości rozwiały się już po pierwszej próbie. Kolor jest naprawdę przepiękny. Wiem też, że musiał być wybierany najczęściej, bo po tym jak pokazałam go na instagramie, kilka osób pisało mi, że też muszą go mieć, ale wtedy co chwile był wykupiony i niedostępny. 

Teraz minęło już kilka miesięcy odkąd pojawił się w polskiej Sephorze, więc dostaniecie go bez problemu.
Rozświetlacze mają 9 g pojemności i kosztują 125 złotych.

>> Too Face, Love Light w Sephora 

rozświetlacz too faced love light ray of light blog opinerozświetlacz too faced love light ray of light blog opine

Jak to jest z tym kolorem?


Ray of Light z pewnością nie jest standardowym kolorem rozświetlacza. W ogóle mam wrażenie, że w tej trójce dostępnych kolorów jednak trochę brakuje jaśniejszego i delikatniejszego złota dla tych, którzy wolą bardziej klasyczne odcienie, więc pewnie nie każdy znajdzie coś dla siebie. Pomimo tego, naprawdę polecam przyjrzeć się temu pięknemu, brzoskwiniowemu odcieniowi. 

Zakochałam się w tym rozświetlaczu nie tylko ze względu na cudowny błysk, ale również dlatego, że ten kolor pięknie ożywia cerę. Bardzo dobrze zgrał się nawet z moją bardzo jasną karnacją, chociaż zanim użyłam go po raz pierwszy, obawiałam się, że może się nieco odcinać. Nic takiego się nie dzieje, a ten delikatnie brzoskwiniowy połysk naprawdę sprawia, że cera wygląda bardziej promiennie i zdrowo. 

Właśnie ze względu na ten kolor, to mój ulubiony rozświetlacz na co dzień. Złote, szampańskie i bardziej intensywne zostawiam sobie na większe wyjścia albo wieczory, gdy chcę uzyskać efekt wow. Ten sprawdza się przede wszystkim w łagodnych, dziennych i naturalnych makijażach. Ja na co dzień jeżeli już się maluje, to uważam na to, żeby zwłaszcza cera wyglądała świeżo i zdrowo, nie przesadzam z mocno kryjącymi kosmetykami, a rozświetlacz Love Light jest idealnym dopełnieniem właśnie takiego makijażu. 

rozświetlacz too faced love light ray of light blog opine
rozświetlacz too faced love light ray of light blog opine

Aplikacja i trwałość


Ten rozświetlacz jest jednym z tych kosmetyków, którymi nie można sobie zrobić krzywdy. Bez problemu nakłada się na skórę i dobrze się blenduje. Próbowałam też aplikować go lekko zwilżonym pędzlem i ten sposób też bardzo mi się spodobał. W tym przypadku błysk był mocniejszy, a tafla rozświetlacza jeszcze lepiej odbijała światło. Intensywność blasku można łatwo budować, dokładając więcej produktu, ale to też ma swoje granice i tym rozświetlaczem nie osiągniemy oślepiającego efektu o czym przeczytacie w kolejnym punkcie. 

Do trwałości nie mam żadnych zastrzeżeń. Po całym dniu co prawda odrobinę się zjada, ale po wielu godzinach to dla mnie całkiem normalne, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że czasem zdarzy mi się dotykać twarzy. 

rozświetlacz too faced love light ray of light blog opine

Nie dla wszystkich?


Jeżeli lubicie bardzo mocną taflę rozświetlacza, ten może nie być wystarczający. Moim zdaniem daje przepiękny, ale jednocześnie subtelny błysk na twarzy. Chociaż da się go lekko budować, nie uzyskacie nim oślepiającej tafli na skórze, która będzie widoczna już z daleka. Takie mocne też uwielbiam, ale jednak nie na co dzień. Za to Love Light jest właśnie idealnym, codziennym rozświetlaczem, który subtelnie i nienachalnie sprawi, że cera będzie wyglądać na świeżą, zdrową i wciąż bardzo naturalną.

Love Light nie jest też idealnie gładką taflą, tylko ma w sobie bardzo drobne i delikatne drobinki. Nie są one bardzo widoczne na skórze, ale wiem, że niektórym i tak może to przeszkadzać, więc przed zakupem warto zwrócić na to uwagę.

Może błysk tego rozświetlacza Ray of Light nie będzie oślepiać przechodniów pod drugiej stronie ulicy, ale jest naprawdę piękny, dobrze widoczny i na pewno wielu z Was właśnie taki efekt się spodoba. To co mogłyście zobaczyć wyżej na ręce, oddaje tylko niewielką część tego jak naprawdę ten rozświetlacz błyszczy na skórze.  Ja nie spodziewałam się tu bardzo intensywnego błysku, więc absolutnie się na nim nie zawiodłam, ale jeżeli Wy szukacie czegoś takiego, to sięgnijcie raczej po inny kosmetyk. Love Light nie należy do najtańszych, więc szkoda wydać na niego ponad sto złotych, jeśli oczekujecie innego efektu końcowego. 

rozświetlacz too faced love light ray of light blog opine
rozświetlacz too faced love light ray of light blog opine

>> Too Faced, paleta cieni Sweet Peach

rozświetlacz too faced love light ray of light blog opine

Krótko podsumowując, ten kosmetyk na pewno sprawdzi się dla tych z Was, które szukają efektownego, ale wciąż subtelnego i naturalnego rozświetlenia, który pięknie ożywi cerę. Kosmetyki Too Faced są również dostępne stacjonarnie w perfumeriach Sephora, więc zawsze warto przejść się i sprawdzić dostępne kolory samemu. Ja jestem nim zauroczona, od kilku miesięcy używam go bardzo często i absolutnie nie żałuję ani złotówki, którą na niego wydałam. Może nie jest tani, ale dostajemy naprawdę piękny kosmetyk, który wygląda cudownie zarówno w oryginalnym opakowaniu, jak i na twarzy.

Mnie jeszcze strasznie kusi najjaśniejsza wersja Blinded By The Light, ale chyba trochę sobie poczeka, bo teraz mam ogromną nadzieję na to, że najnowsza kolekcja Peaches & Cream zawita jak najszybciej do Polski. Jeśli jeszcze jej nie widziałyście, koniecznie zajrzyjcie na stronę Too Faced i obejrzyjcie te wszystkie brzoskwiniowe cuda. 


A Wy macie swoje ulubione rozświetlacze? 


BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z NOWYMI POSTAMI!

                        






INSTAGRAM @MISSLILITH

Copyright © 2017 Miss Lilith