21:15:00

Co za dużo to niezdrowo, czyli jak nie malować się latem?


Szczerze mówiąc, nigdy nie sądziłam, że kiedyś będę świadkiem takiej sytuacji. Myślę też, że Wy również nigdy nie pomyślałybyście, że coś takiego jest w ogóle możliwe. Właściwie to nawet nie wierzę, że jakakolwiek normalna kobieta byłaby w stanie wpaść na taki pomysł i w taki sposób poprawiać makijaż przy prawie czterdziestostopniowym upale. Bez takich temperatur to w sumie też zdecydowanie zbyt nierealne, żeby mogło być prawdziwe. A jednak cuda się zdarzają i po prostu musiałam Wam dziś o tym napisać.




W sumie odrobinę oszukuję, bo o podobnym poście myślałam już od początku lata, mijając na ulicach ciężkie tapety, topiące się pod wpływem temperatur na twarzach najczęściej bardzo młodych dziewczyn. Trochę się z poruszaniem tego tematu ociągałam, ale po ostatniej sytuacji już ciężko byłoby mi siedzieć cicho.

Mianowicie, wczorajszą sytuację obserwowałam kątem oka z lekkim przerażeniem i niedowierzaniem. Upał sięgał 35 stopniu w cieniu, rzeka, jak na środek tygodnia całkiem sporo ludzi korzystających lata i one. Trzy dziewczyny w pięknych strojach kąpielowych i wieku najwyżej dziewiętnastu, może dwudziestu lat. Jak większość opalające się na plaży i byłoby to zupełnie normalne, gdyby nie nagle wyciągnięta sporych rozmiarów kosmetyczka. I to też nie byłoby dziwne, w takich miejscach przydaje się sporo rzeczy, prawda? Filtry, wody termalne czy mgiełki, którymi można się ochłodzić i odświeżyć, nawet ta odrobina pudru jeśli ktoś czuje taką potrzebę. Tylko w tym konkretnym przypadku tymi niezbędnymi na plaży kosmetykami okazały się pudry, bronzery, korektory, róże i podkład... I nie, to nie były przypadkowe rzeczy z torby, które zwykle nosi się przy sobie, ale nikt nie wpadłby na to, żeby użyć ich w takiej sytuacji. To wszystko poszło w ruch. I tak, dziewczyny były już wcześniej pomalowane. 

Teraz małe zadanie. Wyobraź sobie już dość ciężki, kompletny makijaż na twarzy. 35 stopni i tak parną, duszną pogodę, że w zupełności normalne jest to, że się po prostu pocimy, zwłaszcza leżąc plackiem na słońcu w trakcie opalania. Siłą rzeczy wiele podkładów może już w takiej sytuacji wyglądać po prostu źle. A teraz wyobraź sobie, że na ten makijaż i spoconą twarz, dokładasz kolejną warstwę podkładu, pudru, różu i bronzera. Niemożliwe? A jednak.

Naprawdę nie wyobrażacie sobie mojej miny, gdy siłą rzeczy, bo siedziały kawałek przede mną, widziałam jak na początek podkład szedł w ruch. JEDEN. Choć w sumie przy tym wszystkim jeden kolor podkładu przy trzech różnych karnacjach i stopniach opalenia, to zaledwie mały szczegół. Przecież poprawić się trzeba, prawda? Poprawki konturowania puszkiem od pudru z braku pędzli to też drobnostka. Korektor na niedoskonałości, tona pudru, żeby zmatowić spoconą twarz, mała poprawka różu i można znowu podbijać gorącą plażę. Czekałam tylko aż któraś wyciągnie beauty blender i pobiegnie zmoczyć go w rzece, żeby zrobić jeszcze porządny baking. 

Może i żaden ze mnie make up artist... Może i ja się nie znam... Ale po prostu nie jestem sobie w stanie wyobrazić nakładania kolejnych warstw podkładu i pudru na spoconą twarz bez choćby przyłożenia do niej najzwyklejszej chusteczki, żeby zebrać nadmiar sebum. I wiecie co? Naprawdę szczerze cieszę się, że efekty końcowe widziałam tylko z pewnej odległości, jestem ślepa i nie widziałam tego z bliska. Oczami wyobraźni mogę sobie tylko wyobrazić tonę zwarzonego ciastka na twarzy. Nawet w wyobraźni to nie jest przyjemny widok. 

Makijaż czy tapeta? 


Ja też się maluję. I pewnie jak każda z nas robię to po to, żeby wyglądać i czuć się ze sobą lepiej. Chociaż przy takich temperaturach makijaż to u mnie rzadkość, nie widzę absolutnie nic złego w tym, żeby malowali się inni. Gdybym nie pracowała w domu, to z pewnością też miałabym na sobie codziennie lekki makijaż. Może nawet cięższy, gdyby okazja ku temu była odpowiednia, a ja chciałabym wyglądać i czuć się świetnie. Tak samo rozumiem dziewczyny, które mają problemy z niedoskonałościami i przeszkadza im to na tyle, że chcą to zakryć i bez makijażu czułyby się źle. 

Wszystko jest dla ludzi i każdy ma swój rozum, ale wciąż zbyt często widzę na ulicach ciężkie makijaże, po których z daleka widać jak zaczynają się ważyć i spływać z twarzy. Każdy chce wyglądać dobrze, ale może warto też pamiętać, że mocny makijaż nie zawsze ten wygląd poprawia. Nie wspominając już o tym jaki wpływ na cerę może mieć takie dokładanie kolejnych warstw kosmetyków, ale ten temat zdecydowanie zasługuje na poruszenie go w osobnym poście. Dziś go nie wyczerpałam i myślę, że tego lata jeszcze do niego wrócę, żeby go bardziej rozwinąć. Póki co zostawiam Was z tą krótką opowieścią i jestem naprawdę ciekawa jakie jest Wasze zdanie.

I może czasami warto zastanowić się czy naprawdę tak ciężki makijaż jest nam potrzebny, zwłaszcza latem. 
Czasami mniej znaczy więcej.


BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z NOWYMI POSTAMI!

                        

INSTAGRAM @MISSLILITH

Copyright © 2017 Miss Lilith