15:57:00

Kom/kom, obs/obs, l4f, f4f i arabskie księżniczki, czyli jak zrazić do siebie potencjalnego czytelnika.


Długo myślałam czy w ogóle zabierać się za ten post. Pewnie trochę obserwacji mi wszędzie zniknie, ale uznałam, że to jednak dobrze. Dobrze, bo za pustymi cyferkami nic nie stoi. I o tym dziś będzie kilka słów ode mnie ;)


Kom/kom, obs/obs, l4f, f4f


Od razu na wstępie zaznaczę, że nie mam zamiaru robić z siebie specjalisty od blogowania i zdobywania obserwatorów. Stuknął mi zaledwie rok prowadzenia bloga na początku marca i jak wyglądają moje cyferki na blogu oraz w mediach społecznościowych każdy może sprawdzić. Pierwsze pół roku ciężkie. Dziennie blog miał może kilkanaście odsłon, teraz miesięcznie bloga odwiedza kilka tysięcy osób. Dla jednych pewnie mało, dla mnie bardzo dużo. Dużo, ponieważ wiem, że to ile osób odwiedza bloga i social media, to realna osoba, którą w jakiś sposób zainteresowało to co robię i każda z nich jest dla mnie tak samo ważna. Wiem też, że wszystkie statystyki zależą wyłącznie od tego ile pracy i czasu sama włożę w tworzenie tego miejsca. Ale może to ze mną jest coś nie tak? 

Obserwacja za obserwację

Chcecie szybko podnieść licznik obserwacji? Nic prostszego! Przecież są całe setki blogerów, które wymienią się obserwacją. I tak często widzimy blogi, na których jest pięć postów na krzyż, najlepiej ze zdjęciem ze spaceru i jednym zdaniem, a obok dumnie wisi licznik i nieraz kilkaset obserwacji. Niżej licznik wyświetleń i cóż.. liczba potrafi być niewiele wyższa. 
Każda grupa dla blogerów na facebooku jest z góry na dół zarzucona postami kom/kom, obs/obs. Czasami nawet znajdę wśród nich post na ciekawy temat, który chętnie bym przeczytała, może recenzję produktu, który zwrócił moją uwagę. I może z przekory, ale w takich momentach czuję jakby miała mi uschnąć ręka, gdybym kliknęła w link. 
Nie inaczej jest z komentarzami. Oczywiście zawsze jest wyraźnie zaznaczone, że komentarz musi być "szczery", cokolwiek to w takim przypadku oznacza. Ale być może to znowu ja jestem jakaś dziwna i dla mnie szczery komentarz, to taki, który został napisany z własnych chęci. Jeśli ktoś pisze chociaż treść go nie zainteresuje i tylko dla wzajemności, dla mnie nie jest wiele wart. Ale cyferki pod postem znowu się zgadzają, więc niby wszystko gra, prawda? 

Arabskie księżniczki Instagrama

Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem sensu kupowania obserwacji gdziekolwiek. Ale na instagramie to chyba największa plaga. Nie ma dnia, żebym przypadkiem nie trafiła na profil, który ma najwyżej kilkadziesiąt zdjęć, ale za to dziesiątki tysięcy obserwacji.. od panów z krajów arabskich. Zawsze mnie zastanawia czy osobom, które te obserwacje kupują, wydaje się, że nikt tego nie zauważy? Przecież wgląd w listę obserwatorów jest publiczny, a na tego typu kontach nie uświadczysz widoku polskiego konta. Chyba, że w tych przypadkach to jest właśnie docelowa grupa odbiorców, wtedy z całego serca przepraszam i rozumiem. 

Wybaczcie, ale jeśli nie jesteście Beyonce albo inną Rihanną, to w ciągu doby i po trzech, zwykle marnych zdjęciach, nikt o zdrowych zmysłach nie uwierzy w kilkadziesiąt tysięcy obserwacji. Nikt.. poza markami. I to jest chyba w tym wszystkim najbardziej przykre. Cała masa firm wciąż leci na cyferki. Nieważne, że nie ma wśród nich potencjalnych odbiorców produktu, nieważne, że tego typu konta zwykle nie mają żadnej aktywności i odzewu, bo od kogo miałyby mieć? Ale liczą się cyferki, niezależnie od tego, że nic za nimi nie stoi. 
Sama dostaję nawet kilka wiadomości tygodniowo o współpracę. Nie od firm. Od tego typu kont. Ale żebranie o każdą możliwą darmochę i gratisy, spamowanie wiadomościami o współpracę nawet do prywatnych kont, bo szkoda czasu na sprawdzenie do kogo się pisze, to już inny temat. 

Kiedyś jeszcze wydawało mi się, że kupowanie obserwacji, follow for follow, jest raczej stosowane przez młodsze dziewczyny. Bardzo się myliłam. I naprawdę o wiele za często widzę blogerki, które mogą się pochwalić naprawdę świetnymi blogami i kontami na intagramie, a kilka razy w tygodniu widzę jak wpadają i wypadają, bo nie dostały follow back. I raczej nie dostaną właśnie z tego powodu.

Bo popularność ma znaczenie

Kto z nas kiedyś nie marzył o tym, żeby być sławną gwiazdą? Piosenkarzem, aktorem, może pisarzem? Całe młodzieńcze lata chciałam być znaną na całym świecie piosenkarką. Szkoda tylko, że na próżno szukać u mnie talentu ;) Ale moje czasy nie różniły się wiele od tych teraz. Poza tym, że w dobie internetu, youtuberów i poczytnych blogerów, pojawiło się pewnego rodzaju przekonanie, że bycie znanym i popularnym jest już o wiele bliżej naszych możliwości niż czerwone dywany Hollywood i wielkie sceny. Wystarczy przecież komputer, dostęp do internetu i aparat, prawda? Tylko co wtedy, gdy okazuje się, że to jednak nie jest takie proste? Blog nie ma od razu setek tysięcy czytelników, subskrybcje na youtube wieją pustkami, a na instagramie i facebooku obserwuje nas kilku zaproszonych znajomych.
Doskonale wiem jak to jest i większość z Was pewnie też. Wiem też jakie to świetne uczucie, gdy obserwatorów przybywa, gdy z każdym miesiącem widać postępy i ma się to poczucie, że nasza przynosi rezultaty. Ale nic nie przychodzi od razu i tu jest droga na skróty. Bo przecież wystarczy wydać kilkanaście złotych na allegro, żeby cyferki na instagramie zaczęły robić pozorne wrażenie. Znaleźć setki podobnych osób idących na skróty i w ciągu tygodnia zbudować pokaźną listę obserwatorów na blogu czy youtubie. 

Tylko czy to ma sens? Zawsze ciekawiło mnie jakie to uczucie, wiedzieć, że tak naprawdę nikt nie obserwuje nas ponieważ na to w jakiś sposób zasłużyliśmy. Jak to jest mieć świadomość, że wszystko co robimy, od początku zostało zbudowane na zwykłym oszustwie lub naciąganiu? Obawiam się jednak, że takie myśli mogą nachodzić mnie, ale nie osoby, które właśnie w ten sposób próbują zbudować swoją popularność, bo jak podejrzewam, właśnie o to w tym wszystkim chodzi. 
Dla mnie kupowanie i naciąganie zawsze będzie najzwyklejszym oszustwem, więc czy warto okłamywać czytelników i też samych siebie dla kilku pustych, nic nie znaczących cyferek? 



Kilka słów na koniec

Mamy naprawdę świetną blogosferę i tysiące przepięknych kont na Instagramie. Każdego dnia nowe wpisy i zdjęcia inspirują, pomagają, wywołują ciekawe dyskusje i często są ogromną kopalnią wiedzy. Chociaż trochę sobie ponarzekałam, uważam, że to właśnie na tym powinniśmy się skupić. Każde miejsce jakie tworzymy w sieci to nasze własne podwórko i możemy robić z nim co nam się podoba, chociaż nie każdemu musi i nie każdemu będzie się to podobać. Ale z pewnością możemy się cieszyć z tego ile wartościowych i interesujących treści pisanych z pasją możemy znaleźć każdego dnia. Obserwacje za obserwacje, kupowanie obserwatorów.. Mi się nie podobają i bardzo zrażają mnie do zaglądania na takie blogi czy profile na instagramie, ale wątpię, żeby coś miało się zmienić. A to w jaki sposób będziemy prowadzić miejsca, które tworzymy, zależy tylko od nas samych i od tego jaką społeczność chcemy tworzyć. 


Ciekawa jestem jakie jest wasze zdanie na ten temat. Co myślicie o bijących z każdej strony pytaniach o obs/obs, kom/kom i kupowaniu obserwatorów w mediach społecznościowych?



BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z NOWYMI POSTAMI!

                        



INSTAGRAM @MISSLILITH

Copyright © 2017 Miss Lilith