16:31:00

Ulubieńcy stycznia 2017

Czasami się zastanawiam czy kiedyś uda mi się opublikować post z ulubieńcami pierwszego dnia miesiąca. Gdyby tylko dobę dało się wydłużyć... Po chorobie mam kompletne urwanie głowy i pełno spóźnionych postów, ale już powinno się uspokoić, więc mam nadzieję, że wszystko powoli nadrobię. A w ramach małej rekompensaty już niedługo będę miała dla was małe rozdanie ;) Tymczasem zapraszam na spóźnionych ulubieńców stycznia :)




W grudniu dzięki współpracy z Yasumi, miałam okazję wybrać się do jednego z ich Instytutów Zdrowia i Urody na wybrany przez siebie zabieg kosmetyczny. Wraz z zaproszeniem dostałam miniaturę cukrowego peelingu z pomarańczą Topaz Glamour. 
Gdybym tylko mogła wam przez post przesyłać zapachy... W tym zakochałam się od razu. Cudowny, świeży zapach słodkich pomarańczy jest po prostu obłędny. Na tyle, że nie mogłabym się z nim zbyt szybko rozstać, dlatego zamiast zużyć go do ciała, stosuję go jako peeling do ust. I sprawdza się świetnie. Wygładza, a zawartość naturalnych olejków przy okazji natłuszcza i nawilża usta. 
Pełnowymiarowe opakowanie zawiera 220g produktu, w sklepie Yasumi kosztuje 45 złotych i na pewno w końcu wpadnie w moje ręce. A jeśli jeszcze nie widziałyście relacji z wizyty w salonie Yasumi, zapraszam was do linku poniżej ;)





Kolejni ulubieńcy głównie pod względem zapachu. Masło do ciała oraz olejek do kąpieli i pod prysznic Tutti Frutti od Farmony o zapachu wiśni i porzeczki. Jeśli lubicie owocowe zapachy, koniecznie rozejrzyjcie się za tymi kosmetykami. Serię Tutti Frutti lubię, zapachy zwykle bardzo mi się podobają, ale to połączenie jest po prostu obłędne.
Masło do ciała poza tym, że pachnie genialnie, równie dobrze nawilża skórę i pomimo gęstej konsystencji dość szybko się wchłania, a zapach utrzymuje się naprawdę długo. Za każdym przy produktach do ciała powtarzam, że nie przepadam za balsamowaniem, ale to masło samo prosi się o używanie. 
Olejek do kąpieli ma bardziej żelową konsystencję. Sama nie używam go do ciała, tylko dolewam do kąpieli. Niewielka ilość wytwarza całkiem sporą ilość piany, a słodki zapach wiśni unosi się w całej łazience. Na pewno kupię jeszcze nie jedną butelkę.


Peeling myjący do twarzy z bambusem i ryżem od Be Organic używam już od dłuższego czasu i naprawdę bardzo się z nim polubiłam. Jest bardzo delikatny, w sam raz do codziennej pielęgnacji. Łagodnie oczyszcza skórę, lekko ją wygładza i ślicznie pachnie. Ma tylko fatalne zamknięcie. Nawet suchymi rękami nie mogę sobie poradzić z otwarciem, a co dopiero podczas mycia, więc w ruch idą zęby. Ale za działanie jestem mu to w stanie wybaczyć. 


Niedawno w końcu zaczęłam przekonywać się do różanego zapachu. Głównie za sprawą wody różanej i olejku różanego do mycia twarzy Bielendy, i właśnie dzięki nim skusiłam się na czystą wodę różaną Make Me BIO. Wodę Bielendy używam do zmywania makijażu, a ta służy mi jako tonik i mgiełka do twarzy. Cudownie odświeża, łagodzi cerę po mocniejszych maseczkach oczyszczających i peelingach, świetnie sprawdza mi się jako mgiełka na makijaż, żeby usunąć zbyt pudrowy efekt na twarzy i dlatego duży plus za opakowanie, które na to pozwala. Na pewno zostanie już ze mną na stałe. 






W ostatnim poście z nowościami pokazywałam wam całkiem sporo kolorówki Live Love. Podczas promocji w Rossmannie wszystkie ich kosmetyki kosztowały dosłownie grosze i aż żal byłoby nie spróbować. 
Na początku nie byłam jednak tak do końca przekonana. Dopiero po dłuższym czasie trwania promocji skusiłam się na paletę cieni Love Sexy i to właśnie ona przekonała mnie do kolejnych zakupów. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie swoją pigmentacją i trwałością cieni, kolory też bardzo mi odpowiadają i w ubiegłym miesiącu to w właśnie po tę paletę sięgałam najczęściej.
Żałuję tylko, że tak późno się skusiłam i nigdzie nie mogłam już dorwać ich drugiej palety.




I to już wszyscy ulubieńcy stycznia. Nie ma tego dużo, ale w większości używałam produkty, które już wcześniej gdzieś wam pokazywałam. Za to teraz zaczęłam testować całkiem sporo nowości, więc mam nadzieję, że znajdę w nich przyszłych ulubieńców.

A wy znacie coś z mojej listy? Jeśli tak, koniecznie podzielcie się waszymi opiniami w komentarzach ;)

INSTAGRAM @MISSLILITH

Copyright © 2017 Miss Lilith