17:21:00

Sharm effect roses : Walentynkowy manicure


Już od pewnego czasu zalewająca nas fala wszechobecnych serduszek, przypominała o zbliżających się walentynkach. I ja mam dla was z tej okazji walentynkowy manicure. Jednak zamiast serduszek w kolejnym wydaniu, postawiłam na coś bardziej uniwersalnego, co będę mogła ponosić jeszcze dłuższy czas. A przy okazji wypróbowałam dwa nowe lakiery hybrydowe Claresa i Neess, które od pewnego czasu są dostępne w Rossmannie ;)



Już od dłuższego czasu korciło mnie, żeby zrobić na paznokciach efekt rozlanych różyczek. Walentynki okazały się dobrą okazją do poeksperymentowania i chociaż nie jestem do końca zadowolona z kształtu moich różyczek, sam efekt końcowy bardzo mi się podoba. A biorąc poprawkę na to, że to dopiero pierwsza próba, paznokcie robiłam gdzieś w okolicy drugiej w nocy i ogólnie mam dwie lewe ręce do zdobień, chyba nie jest tak źle. 

Do wykonania tego manicure użyłam trzech lakierów. Jako kolor bazowy wybrałam niedawno kupiony lakier hybrydowy Claresa, a do różyczek użyłam lakieru Semilac. Takie surowe różyczki już mi się podobały, ale jednak moim zdaniem brakowało im tego czegoś. Dlatego dodatkowo sięgnęłam po kolejną nowość i piękne złotko od Neess.


Claresa, Hybrid pro-nails, 510 Pink Tiger - Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia o istnieniu tej marki, dopóki przypadkiem nie trafiłam na nią w Rossmannie. Kupiłam na próbę dwa lakiery, które pokazywałam wam już w niedawnym poście z nowościami kosmetycznymi i w końcu przyszedł czas na pierwszą próbę. 
Lakier jest nieco rzadszy niż hybrydy Semilaca i Neo Nail, dlatego bardziej trzeba uważać na grubość nakładanych warstw. Ze względu na konsystencję szybciej się rozlewa i przy grubszej warstwie łatwo będzie można pozalewać sobie przypadkiem skórki. Ale krycie ma całkiem niezłe. Wystarczyły mi trzy bardzo cieniutkie warstwy lakieru, żeby w pełni pokryć płytkę paznokcia, więc dokładnie tak samo jak w przypadku innych marek. 
Nie wiem jeszcze jak będzie z trwałością, ale ponoszę trochę i pewnie dam wam znać szybko na instagramie ;)


Semilac, 058 Heather Gray - Do różyczek użyłam jednego z najstarszych lakierów Semilaca w mojej kolekcji. Piękny, jasny, lekko zgaszony róż. Nieco gęstszy od Claresy, ale dobrze się rozlewał przy tym manicure. 
Nałożony samodzielnie jest tak samo trwały jak inne lakiery tej marki, ale rzadko noszę go samodzielnie. Najbardziej mi się podobała właśnie do takich delikatnych dodatków w połączeniu z innymi lakierami. 


Neess, Aleja gwiazd - Już dawno byłam ciekawa tej marki, a ostatnio ich lakiery pojawiły się w Rossmannie. Jeśli promocja jeszcze nie minęła, to dostaniecie je za około 21 złotych. Mi w kolekcji strasznie brakowało jakiegoś ładnego złota, więc wątpliwości do tego, który wybrać nie miałam. Lakier jest przepiękny. Czysty, złoty brokat, idealny jako dodatek do manicure. Drobinek jest pełno, więc nawet cieniutkim pędzelkiem do zdobień wystarczyło nim jedno pociągniecie, żeby efekt był dla mnie zadowalający. Niedługo na pewno użyję go więcej, żeby był bardziej widoczny i wrzucę nowy mani na bloga.


Samo wykonanie takich paznokci jest bardzo proste. Całość pomalowałam wybranym kolorem bazowym do pełnego krycia. Paznokcie, na których nie chciałam robić niczego więcej od razu zabezpieczyłam topem. Pojedynczo na środkowym i serdecznym palcu, nakładałam cienką warstwę koloru. Tu trzeba wyczuć, żeby warstwa nie była ani zbyt cienka i drugi lakier swobodnie mógł się po niej rozlewać, ale też nie za gruba, bo po dołożeniu drugiego koloru i w trakcie rozlewania, może spłynąć na skórki. 

Na mokry lakier bazowy, cienkim pędzelkiem do zdobień malowałam pojedyncze płatki. I tu znowu trzeba wyczuć ilość lakieru na pojedynczy płatek. Każdy płatek powinien być dość cienki i lekko od siebie oddalony, żeby lakier swobodnie mógł się rozpływać na bazie, powoli zmniejszając odległości między nimi i powiększając się. Kształt płatków, ich ilość, ilość różyczek na paznokciu jest już dowolny i według uznania. U mnie były po dwie na serdecznych palcach i po jednej na środkowych. 

Ja wspominałam wcześniej, takie same różyczki to było dla mnie trochę za mało i dlatego  po ich wcześniejszym utwardzeniu w lampie, złotem delikatnie wypełniałam przestrzenie między płatkami. W żaden sposób nie zakryło to wcześniejszego efektu, tylko dodatkowo dodało zdobieniu trójwymiarowości. I przy okazji nieco odciągnęło uwagę od niedociągnięć ;)

Jedyne na co trzeba uważać przy tym zdobieniu to grubość warstw i gęstość lakieru. Na zbyt gęstym lakierze bazowym, płatki róż nie będą się rozlewać. Trzeba też odczekać krótką chwilę, żeby wszystko rozpłynęło się przed utwardzeniem. 


Ja na pewno jeszcze nie raz wrócę do tego zdobienia. Po pierwszym razie już mniej więcej wiem gdzie popełniałam błędy przy malowaniu kolejnych płatków, więc kolejny mani z nimi w roli głównej powinien wyjść już chociaż trochę lepiej. 

A co wy myślicie o takiej walentynkowej propozycji? Zmalowałyście na swoich paznokciach coś specjalnego z okazji walentynek? ;) 


BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z NOWYMI POSTAMI!

                        



INSTAGRAM @MISSLILITH

Copyright © 2017 Miss Lilith