16:56:00

Nowości kosmetyczne styczeń/grudzień

Ten post miał się pojawić już tydzień temu, ale grypa kompletnie mnie rozłożyła. W końcu zaczynam powoli wracać do żywych, a nowości kosmetycznych w ostatnim czasie pojawiło się u mnie sporo, więc dziś nareszcie mogę was zaprosić na ich krótki przegląd ;)



Kolorówka


Bielenda, Perłowe bazy pod makijaż - Moim zdaniem na ten moment to zdecydowanie najpiękniejsze bazy pod makijaż jakie możemy znaleźć w drogeriach w tej półce cenowej. Kusiły mnie odkąd pojawiły się w sklepach, a niedawno Bielenda zaskoczyła mnie taką piękną paczuszką. Trochę je już testuję i póki co jestem bardzo zadowolona, ale muszę jeszcze je sprawdzić z kilkoma innymi podkładami, żeby powiedzieć coś więcej. Myślę, że najwyżej za dwa tygodnie pojawi się już o nich post i recenzja.

Cena: ok. 30zł za sztukę



Sephora, Paleta cieni The Delicate - Przy okazji zakupów w sklepie online Sephory nie mogłam się oprzeć tej paletce ze świątecznej kolekcji. Bardzo spodobały mi się kolory, a do tego była przeceniona na 19,90 zł. Przyszła do mnie kiedy już padałam z grypą, więc nawet nie zaczęłam testów, ale pigmentacja bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Mam nadzieję, że na powiece będą się prezentować tak samo dobrze.
Z tego co widziałam już nie jest dostępna, ale za to pojawiła się nowa paleta Hello Lovely w tym samym kształcie tylko inną grafiką i patrząc po zdjęciach na stronie Sephory kolory są identyczne. 

Cena: 19.90 zł 



Zoeva, Paleta cieni En Taupe - Najnowszy zakup. Kusiła mnie strasznie, próbowałam się jej opierać, ale poległam. W przeciwieństwie do większości palet Zoevy, En Taupe jest utrzymana w chłodnej tonacji i to ciągnęło mnie do niej najbardziej. Szukałam czegoś w miarę delikatnego na co dzień do szybkiego makijażu i mam nadzieję, że ta paleta będzie do tego w sam raz. 

Cena: 94,99 zł





Promocje w Rossmannie na Makeup Revolution i ich siostrzaną markę Live Love przyciągnęły również mnie. Kosmetyki obu marek były dostępne za takie grosze, że aż żal byłoby się nie skusić i nie wypróbować czegoś nowego. 

Makeup Revolution, Blushing Hearts, Candy Queen Of Hearts - Na promocję MUR oczywiście się nie załapałam i gdy się obudziłam, wszystkie szafy świeciły już pustkami. Udało mi się upolować tylko to jedno serduszko i baardzo się z tego cieszę, bo ze wszystkich właśnie to podobało mi się najbardziej. Róż jest przepiękny, delikatnie rozświetlający i na pewno trafi do moich ulubieńców. 

Cena: ok. 25 zł

Live Love, Love Blush & Light Palette - Paleta wygląda pięknie, ale szczerze mówiąc nie jestem tak całkiem do niej przekonana. Ma całkiem ładny, delikatny rozświetlacz, róże są mocno napigmentowane i trzeba z nimi trochę uważać. Brałam ją w ciemno i kolory nie do końca do mnie pasują, ale jeszcze się z nimi pobawię i zobaczę co z tego będzie.

Cena: ok. 9 zł


Live Love, Róże Love Blush - Róże też brałam w ciemno i te przekonują mnie już bardziej niż paleta. Kolory są bardzo ładne, żałuję tylko trochę, że matowe, ale na pewno chętnie je teraz potestuję i może napiszę o nich trochę więcej w osobnym poście. Kilka z nich kupiłam też podwójnie i niedługo możecie spodziewać się małego rozdania między innymi z tymi kosmetykami ;)

Cena: 3,50 zł 




Live Love, Paleta cieni Love Sexy - bardzo pozytywne zaskoczenie. Pigmentacja cieni jest naprawdę niezła, fajnie się rozcierają, kolory bardzo mi pasują i to tego kosztowała grosze. Jedyny matowy, bardzo jasny cień jest świetnie napigmentowany, a spodziewałam się raczej marnego średniaka. Jeszcze trochę się nią pobawię i pewnie napiszę kilka słów więcej tutaj albo krótko na instagramie. Bardzo też żałuję, że nie wzięłam od razu drugiej palety i później już nigdzie nie mogłam jej znaleźć.

Cena: ok. 18 zł




Live Love, Light Highlighter Warm - Na twarzy jeszcze go nie testowałam, ale na dłoni wygląda bardzo ładnie. Żadnych drobinek, gładka i dość delikatna tafla, ale dla mnie niestety będzie chyba zbyt różowy. Z tego co pamiętam były dwa odcienie i ten drugi z pewnością bardziej by do mnie pasował, ale po ten też pewnie chętnie czasami sięgnę.

Cena: ok. 5 zł

Makeup Revolution, Radiant Light Exhale - Na zdjęciu oba wyszły bardzo podobnie, ale MUR ma piękny, szampański odcień. Ten kupiłam nieco wcześniej i już go trochę testuję. Bardzo jestem z niego zadowolona. Jest wypiekany i delikatniejszy niż na przykład ten z palety do konturowania, którą pokazywałam wam w ulubieńcach roku, ale bardzo fajnie nadaje się na co dzień dla dodania tylko lekkiego, naturalnego błysku twarzy. 

Cena: ok. 25 zł


Live Love, Corrector Palette - Tej palety nawet jeszcze nie zdążyłam dotknąć, bo nie zdążyłam zrobić zdjęć i złapała mnie grypa, ale na pewno będzie z nią trochę zabawy. Nie mam jakoś przekonania do kolorowych korektorów, ale na pewno chętnie się z nią trochę pobawię i zobaczę czy coś faktycznie z tego będzie.

Cena: ok. 8 zł

Bell, Look Now! HD Powder - Kusił mnie dość długo i w końcu kupiłam, żeby spróbować. Kilka razy już go na twarzy miałam i póki co nie jestem zadowolona z efektu jaki daje na twarzy. Ale jeszcze potestuję zanim będę pewna oceny.

Cena: ok. 12 zł


Revlon, Nearly Naked - Niedawno był w Rossmannie w cenie na do widzenia. Kiedyś chciałam go wypróbować, później o nim kompletnie zapomniałam i wpadł mi w ręce dopiero teraz. Niestety nie było testera tego koloru, brałam w ciemno i niestety kompletnie mi nie pasuje. Podkład jest jasny i to na plus, ale ma bardzo różowe tony. W drogeryjnym świetle i w butelce wydawało mi się, że jest bardziej żółtawy, ale niestety. Kilka razy go jednak spróbowałam i formuła też nie do końca mi odpowiada. Może go jeszcze trochę potestuję w domu, żeby go sprawdzić i coś napisać, ale póki co nie do końca mi się podoba efekt jaki daje. Nie biorąc pod uwagę oczywiście samego koloru.

Cena: ok. 45zł



Neo Nail, Hard Top - Do tej pory używałam topu Semilaca i w końcu postawiłam na coś innego. Przy okazji trafiłam go w Pigmencie na promocji za 18 złotych, więc akurat fajnie trafiłam. Jeszcze potestuję jak wszystko, ale póki co jestem z niego o wiele bardziej zadowolona niż z Semilaca.

Cena: ok. 29zł

Claresa, Hybrid pro-nails - Te hybrydy niedawno pojawiły się w Rossmannie. A ostatnio już była na nie promocja i były za około 13 złotych. Chętnie spróbuję i coś na pewno wam napiszę, bo fajnie, że są tak łatwo dostępne stacjonarnie.

Cena: ok. 27 zł

Pielęgnacja



Oblepikha Siberica, Peeling do skóry głowy - Do tej pory jako peeling skalpu używałam raczej drobnego cukru. Na ten peeling trafiłam przypadkiem w aptece, więc ciekawa jestem czy taki gotowiec sprawdzi się lepiej. Wczoraj też zauważyłam, że produkty tej marki pojawiły się w Tesco, więc nie trzeba będzie polować, gdyby fajnie wypadł.

Cena: ok. 12 zł

Planeta Organica, Turkish Conditioner - Lubię odżywki i szampony tej marki. Odżywka pachnie pięknie, więc mam nadzieję, że sprawdzi się tak samo dobrze.

Cena: ok. 15 zł



Trzy produkty, które chciałam wypróbować już od dawna. Woda pomarańczowa, olej z nasion czerwonej maliny i olej z nasion truskawki. Kupiłam na próbę małe pojemności, ale na pewno dokupię niedługo większe. Moja skóra z olejami się bardzo lubi i w tym przypadku nie jest inaczej. Na dodatek ten z truskawki pachnie przepięknie. 

Woda: 50ml ok. 10 zł
Oleje: 10g ok. 9zł


Bielenda, Multi Essence 4w1 - Ostatnia nowość Bielendy. W ubiegłym roku bardzo polubiłam się z ich tonikami i płynami micelarnymi, więc nie mogłam obok niej przejść obojętnie. Ale trochę jej już używałam i raczej nie przebiję wody różanej, która trafiła do ulubieńców zeszłego roku.

Cena: ok. 15 zł

Be Organic, Peeling myjący do twarzy Bambus & Ryż - Jakiś czas temu dostałam ten produkt od marki i bardzo się z nim polubiłam. Peeling jest bardzo delikatny i świetnie sprawdza mi się zwłaszcza przy porannej pielęgnacji. Niedługo pewnie napiszę o nim coś więcej w osobnym poście, albo szybko na instagramie.

Cena: ok. 44 zł



Make me Bio, Woda różana - Kolejny produkt, który na pewno pojawi się w ulubieńcach. Śliczny, delikatny, różany zapach, świetnie sprawdza się jako tonik. Bardzo lubię ją używać też jako mgiełkę na makijaż, żeby nieco zdjąć pudrowy efekt. 

Cena: ok. 16 zł




Bioaqua, Płatki pod oczy - Te płatki tyle razy przewijały mi się przed oczami na youtube, że w końcu musiałam je kupić. Są okrągłe, z wycięciem na oczy, więc działają nie tylko na skórę pod oczami, ale i na powieki. Z tego co widziałam są bardzo chwalone i mam nadzieję, że rzeczywiście wypadną tak dobrze.

Cena: ok. 20 zł




Delia Cosmetics, Peeling do ciała z olejem arganowym - Przypadkiem trafiłam na niego jako dodatek do gazety. Jeszcze czeka na swoją kolej, ale zapowiada się obiecująco. W składzie też nie ma parafiny, więc za to bardzo duży plus. 

Cena: ok. 12 zł

Farmona, Tutti Frutti, Masło do ciała - Jeżeli lubicie owocowe zapachy kosmetyków, to produkt dla was. Szczerze mówiąc nawet mnie średnio interesuje jak będzie się sprawdzał. Wiśniowo - porzeczkowy zapach jest tak obłędny, że zdenkuje to masło tylko po to, żeby czuć je na skórze. Cuudo. Do tego mam jeszcze płyn do kąpieli z tej samej serii i jest po prostu genialny. Warto się skusić dla samego zapachu podczas kąpieli.

Cena: ok. 13 zł



Bielenda, Maseczki z peelingiem i glinką - Kupiłam je już dość dawno i na śmierć zapomniałam. Maseczek raczej w nowościach i denkach nie pokazuję, bo kupuję i zużywam ich po prostu za dużo, ale te musiałam wrzucić jako małą zapowiedź testów i postu o nich, za które się w końcu zabiorę. 

Cena: ok. 2,50 zł



Missha, Super Aqua, PORE Kling Bubble Sheet Mask - znowu maska, ale jedna z ciekawszych, które ostatnio kupiłam. Bąbelkująca, koreańska maseczka w płacie w dwóch krokach. Bardzo jestem ciekawa jak się sprawdzi. Podobną ze Skin79 polubiłam i nawet myślałam o małym porównaniu, ale przypadkiem usunęłam jej zdjęcia. Za to test tej na pewno pojawi się za jakiś czas na blogu.

Cena: ok. 15 zł



Eveline Cosmetics, SOS Lash Booster - Podobno jako odżywka ten produkt jest dość mizerny, ale za to jako baza pod tusz już sprawdza się bardzo dobrze. Zobaczymy. Jeśli jako baza rzeczywiście dodatkowo pogrubi i wydłuży rzęsy to na działanie odżywcze będę mogła przymknąć oko.

Cena: ok. 15 zł

Bielenda, Balsam do ust - Tego typu produkty też raczej rzadko pokazuję i raczej żadna recenzja się nie pojawi, może poza krótką na instagramie i facebooku, ale musiałam pokazać ten balsam. Zapach jest po prostu cudowny. Słodka wata z cukru trzcinowego. Obłęd, chociaż zwykle nie przepadam za aż tak słodkimi zapachami. Do tego całkiem nieźle nawilża usta i zostawia na nich bardzo ładny połysk. Małe cudo w uroczym, pastelowym opakowaniu. Jeśli macie ochotę cofnąć się do dzieciństwa, to coś dla was ;)

Cena: ok. 8 zł



Chciałabym powiedzieć, że to wszystkie nowości jakie pojawiły się u mnie w ostatnim czasie, ale niestety nie. Sporo mniej ciekawych produktów, albo takich, które już kiedyś pokazywałam pominęłam, żeby jeszcze bardziej nie rozciągać. Na instagramie pisałam też, że dołączę do tego postu paczkę z nowościami od Eveline Cosmetics, ale jednak wyszłoby o wiele za długo. Dlatego post z kosmetykami Eveline pojawi się już osobno w poniedziałek. 

Jeśli jakoś udało się wam dobrnąć do końca, to gratuluję ;) Napiszcie mi koniecznie czy znacie już któreś produkty z moich nowości i jak sprawdziły się u was. A jeśli coś was zaciekawiło, dajcie znać, żebym mogła wziąć to pod uwagę i przypadkiem nie pominąć w kolejnych postach ;)

INSTAGRAM @MISSLILITH

Copyright © 2017 Miss Lilith