17:23:00

Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety

Zapraszam na drugą, nieco dłuższą i już ostatnią część kosmetycznych ulubieńców ubiegłego roku 2016. 

Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety


Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety

Na początek coś do włosów. Pierwszy produkt, który z jednej strony jest małym bublem, a z drugiej absolutnym ulubieńcem. Masło do ciała Shea & Kakao Isany w ogóle nie sprawdza się u mnie do ciała. Niby nie najgorsze, niby krzywdy nie robi, ale no nie. Za to do kremowania włosów jest genialne. Nałożone jakiś czas przed myciem, sprawia, że włosy są niesamowicie miękkie i gładkie. Bardzo często używam go zamiast oleju i uwielbiam jego działanie.

A jeśli o olejach mowa, tu od dawna bez zmian. Olej lniany budwigowy i olej kokosowy używam już bardzo długo, moje włosy się z nimi lubią i na pewno będą u mnie wciąż gościć. Za to nowością jest Silk Hair Oil od Eco Lab. W składzie ma między innymi olej lniany, olej ze słodkich migdałów i zarodków pszenicy, witaminę E, proteiny jedwabiu i kolagen. I ten skład mówi chyba sam za siebie. To już moja druga butelka, ale na pewno nie ostatnia. 

Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety

Wieloletni ulubieniec czyli szampon wzmacniający Radical ze skrzypem polnym. Chociaż pieni się średnio i wydajnością nie grzeszy, bardzo często i chętnie do niego wracam. Świetnie oczyszcza, jest bardzo tani, nie wysusza ani skóry głowy ani włosów i choć pewnie wielu się nie podoba, ja lubię jego zapach. 

Nad tym czy dołożyć tu drugi szampon trochę się zastanawiałam, ale było jednak więcej za niż przeciw. Miętowy szampon Make your scapl yelp! od Anatomicals kupiłam przypadkiem i teraz bardzo się z tego cieszę. Produkt po prostu genialny na lato. Pachnie słodką miętą, coś w stylu lodowych cukierków, cudownie chłodzi skórę głowy podczas upałów, a włosy po użyciu są tak doczyszczone, że aż skrzypią. Produkt nie na co dzień, ale lubię czasami mocniej oczyścić włosy i ten produkt sprawdza się do tego świetnie. Jak tylko zrobi się cieplej, na pewno do niego wrócę.

Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety

Czy ktoś z was może mi powiedzieć jakim cudem ja i moje skórki żyłyśmy tak długo bez żelu Sally Hansen Instatnt Cuticle Remover? Najlepszy produkt do usuwania skórek jaki miałam. Do tego niesamowicie wydajny. Kupiłam go na początku roku i przy naprawdę częstym stosowaniu, zużyłam zaledwie połowę. Nie mam pojęcia na jak długo jeszcze wystarczy, ale wróci do mnie na pewno, bo nic innego tak szybko i skutecznie nie rozpuszcza skórek. 

Żaden krem do rąk mnie w ubiegłym roku szczególnie nie urzekł. Były lepsze i gorsze, ale żadnego nie zapamiętałam na tyle, żebym mogła o nim wspomnieć. Za to moje dłonie i paznokcie uwielbiają masło kakaowe i masło shea. Nałożone grubszą warstwą na noc świetnie regenerują moje dłonie, nawilżają suche skórki, a przy regularnym stosowaniu w przerwach od hybryd, fajnie wzmacniają też paznokcie. A do tego masło kakaowe i poziomkowe masło shea Nacomi pachną po prostu obłędnie. 

Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety

Te z was, które obserwują mnie na Instagramie, pewnie już wiedzą jak bardzo uwielbiam kosmetyki do kąpieli Kneipp. Produkty tej marki towarzyszą mi w kąpieli od małolata i nie zanosi się na to, żeby miało się to kiedyś zmienić. Do zdjęcia kilku rzeczy zapomniałam, nie uzupełniłam też zapasów kryształków, ale te schodzą u mnie całymi tonami. Ale przy tych produktach muszę też ponarzekać. I będę marudzić dopóki w naszych sklepach nie pojawi się przynajmniej jedna czwarta kosmetyków Kneipp. U nas znajdziemy zaledwie kilka produktów i naprawdę cierpię z tego powodu okrutnie. Jeśli ktoś z was jeszcze ich nie zna, niech biegnie do drogerii i spróbuje, bo naprawdę są tego warte. 

Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety

Peeling kawowy to kolejny ulubieniec, który nie zmienia się od lat. Tu akurat gotowa wersja kokosowa Mark Scrub, ale tak naprawdę niezależnie od tego czy peeling kawowy jest kupny czy robiony w domu, sprawdza się tak samo świetnie. Ten akurat ma też w składzie olejki, więc dodatkowo bardzo fajnie nawilża skórę po użyciu. 

Nie mogłabym też nie wspomnieć o peelingach Organic Shop. Cudowne zapachy, naturalny skład, dobra wydajność i bardzo niska cena sprawiły, że sięgam po nie bardzo chętnie i bardzo często. Na dodatek kilka miesięcy temu kosmetyki Organic Shop pojawiły się w Tesco, więc są o wiele lepiej dostępne niż wcześniej. 


Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety

Tangle Teezer to mój święty graal do włosów już od wielu lat. Pierwszą kupiłam chyba w 2010 roku w DM i używałam jej do grudnia ubiegłego roku. Tyle lat trzymała się świetnie, nie wymieniałam jej chyba z sentymentu i tylko dbałam, żeby nic się jej nie stało. Przez ten cały czas było może kilka dni, gdy przypadkiem zostałam bez niej i byłam zmuszona używać innych szczotek, co było dla mnie prawdziwą torturą. Mam włosy do pasa, niezbyt gęste, ale za to często się plączą i ta szczotka jest dla mnie absolutnym wybawieniem. Bez problemu rozczesuje włosy, absolutnie ich nie ciągnie i nie szarpie. Kocham, uwielbiam i będę jej wierna kolejne lata. 

Kolejny gadżetowy ulubieniec to szczoteczka soniczna Beauty Line. Kupiona w Biedronce za grosze i szczerze mówiąc nie spodziewałam się po niej wiele, ale zaskoczyła mnie bardziej niż pozytywnie. Świetnie sprawdza się do mycia twarzy, ale jako ulubieniec roku znalazła się tutaj nie z tego powodu. W tej chwili nawet stosunkowo rzadko sięgam po nią do mycia. Za to z kremem i olejkami... To co zrobiła z moją cerą to po prostu bajka. Ale o tym dokładnie napiszę wam w osobnym poście już niedługo. 

Następnym zaskoczeniem okazał się pędzel z AliExpress. Malutki, z krótkim i mocno zbitym, ale mięciutkim włosiem. Świetnie sprawdza mi się do podkładu i jeśli nie używam gąbeczki, sięgam właśnie po niego. Bardzo dobrze rozprowadza produkt, nie zostawia żadnych smug. Naprawdę bardzo dobry pędzel za grosze. 




Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety

Kolejnymi gadżetami, z którymi bardzo się w zeszłym roku polubiłam są rękawice do demakijażu Glov. Kompletnie nie wierzyłam w ich skuteczność i możliwość zmywania makijażu bez użycia żadnego płynu do demakijażu, ale te produkty naprawdę mnie zaskoczyły. Świetny gadżet dla osób, które często wyjeżdżają i chcą odciążyć swój bagaż z dodatkowych butelek płynów. A te maluszki są świetne przy łzawiących oczach do poprawek makijażu w ciągu dnia. 




Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety


Jajeczka EOS znają już chyba wszyscy. Ile osób tyle opinii. Dla jednych to ulubieniec, dla drugich totalny bubel i tu nie będę dyskutować, bo u każdego sprawdza się coś innego. Dla mnie są świetne, pięknie pachną i uwielbiam ich opakowania. To chyba pierwsze balsamy do ust, które zużywałam w całości i nie zdążyłam ich wcześniej zgubić jak to się zdarzało przy zwykłych sztyftach. Dobrze nawilżają moje usta, długo się utrzymują i na pewno z przyjemnością będę do nich nadal wracać.


Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety

Odrobina kolorówki. Jak już wspominałam w pierwszym poście w ulubieńcami, ubiegły rok minął mi zdecydowanie bardziej pod względem pielęgnacji, kupowałam niewiele kolorówki i stawiałam raczej na bardzo delikatny i naturalny makijaż. 

Zdecydowanie największym zaskoczeniem był dla mnie krem BB Master Blur od Lirene. Kupiony tylko i wyłącznie dlatego, że znalazłam go w promocji chyba za 7 złotych. Do tej pory jedyne kremy BB jakie się u mnie sprawdzały i nie były za ciemne to te koreańskie Skin79 czy Holika Holika. Nasze są robione chyba dla mulatek i jaki bym nie kupiła zawsze był o wiele za ciemny i nie było mowy o stapianiu się ze skórą. Ten przepięknie się stapia, kolor pasuje do mojej jasnej cery, pięknie wygładza i zakrywa rozszerzone pory, delikatnie rozświetla przez co skóra wygląda świeżo i zdrowo. Zużyłam już dwa opakowania, kolejne dwa mam w zapasie i to właśnie po ten produkt sięgam najczęściej w codziennym makijażu. 

Za to kiedy potrzebuję mocniejszego krycia i robię mocniejszy makijaż, sięgam po rozświetlający podkład ProVoke Radiance marki Dr. Irena Eris. Delikatnie rozświetla, ma niezłe krycie i bardzo dobrze stapia się ze skórą, nie tworząc przy tym efektu maski. Cienka warstwa daje fajny, naturalny efekt, a do tego pasuje kolorystycznie do jasnej cery. Bardzo dobry podkład i trafia na moją listę tych bezpiecznych i sprawdzonych, do których zawszę mogę spokojnie wrócić bez obawy o efekt. 

Puder bambusowy Ecocera towarzyszył mi przez większą część ubiegłego roku i byłam z niego zadowolona nawet latem. Dobrze matuje i utrwala makijaż, ale nałożony delikatną warstwą nie zostawia na twarzy całkowicie płaskiego matu, którego nie lubię. Do tego jak to puder sypki jest naprawdę wydajny, a kosztuje bardzo niewiele. Teraz chętnie wypróbuję ryżową wersję, ale do tego też pewnie jeszcze kiedyś wrócę. 

Ulubieńcami wśród korektorów zostają bez wątpienia Maybelline Affinitone i kamuflaż Catrice. Ten pierwszy bardzo lubię stosować do lekkich przebarwień, którymi podkład już sobie nie zawsze radzi i pod oczy, a kamuflaż ukrywa po prostu wszystko. Już nie pamiętam ile opakowań obu zużyłam i na pewno te nie będą ostatnie. 

Dobry tusz do rzęs to moja podstawa w makijażu. Maskara Max Factor False Lash Effect to mój największy ulubieniec już od lat. Zawsze chętnie do niego wracam i tak naprawdę dopiero w ubiegłym roku zaczęłam szukać czegoś nowego. Genialnie pogrubia rzęsy, absolutnie ich przy tym nie sklejając. Pięknie je rozdziela i wydłuża, a już dwie warstwy dają naprawdę cudowną firankę rzęs. Póki co nic go u mnie nie pobiło. Jednak bardzo dobrze sprawdził się u mnie również tusz L'oreal Volume Million Lashes So Couture So Black. Nie przebije tego z Max Factor, ale również daje piękny efekt gęstych i wydłużonych rzęs. Na kilka maskar testowanych w tamtym roku, to właśnie on najbardziej zbliżył się do największego ulubieńca, więc dla mnie zasługuje na miejsce w tym zestawieniu. 

I na koniec niedawno kupiona paletka do konturowania Ultra Fair C01 od Makeup Revolution. Bardzo niedawny zakup, ale w porównaniu do innych produktów tego typu, to własnie ta paleta wypadła najlepiej. Spodobał mi się zwłaszcza przepiękny rozświetlacz, który nie zostawia nachalnych drobinek tylko gładką taflę na skórze i delikatnie rozświetlający róż. Bronzer też jest jak najbardziej w porządku, ale rozświetlacz i róż zdecydowanie go przebijają. Nie przepadam za płaskimi matowymi różami, a ten jest w sam raz. Niedługo na pewno pojawi się o tej palecie coś więcej.




Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety


W podsumowaniu zeszłorocznych ulubieńców nie mogłoby zabraknąć lakierów hybrydowych. Bez wyszczególnienia na konkretne kolory. Na początku zeszłego roku zdecydowałam się na zakup zestawu startowego i był to jeden z najlepszych zakupów jakie mogłam zrobić. Nie wyobrażam sobie już powrotu do tradycyjnych lakierów do paznokci. Hybrydy są niesamowicie wygodnym rozwiązaniem i chociaż na początku miałam wątpliwości czy rzeczywiście wytrzymam te dwa lub trzy tygodnie z jednym kolorem na paznokciach, nie mam z tym problemu. Wciąż często zmieniam manicure, ale robię to wtedy, gdy ja mam na to czas i ochotę, a nie wtedy gdy zmusza mnie do tego tragiczny wygląd lakieru po kilku dniach od nałożenia. Do tego hybrydy dają masę możliwości zdobień nawet dla osoby, która ma do tego dwie lewe ręce jak ja, ponieważ można z nimi dłużej pracować i w żaden sposób nie ogranicza nas przy tym czas wysychania lakieru. I jeśli o to chodzi, cudownie jest skończyć malowanie paznokci i nie czekać aż wyschnie. Jeśli kogoś denerwuje długi czas wysychania lakieru, smugi i odpryski po kilku dniach, niech się nie waha i wymieni tradycyjny lakier na hybrydowy. 





Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety

Na koniec trochę zapachów. W tej kategorii u mnie w tym roku bez zmian i trafiły tu perfumy, których używam już od bardzo dawna. Pierwsze miejsce zdecydowanie przypada dla Chloé. Uwielbiam ten zapach i używam go niezależnie od pory roku i dnia. Nie mniejszym ulubieńcem są też perfumy Versace Cristal Noir. Cudowny, elegancki i kobiecy zapach idealny zarówno na co dzień jak i ważne wieczorne wyjścia. 
Zapach Daisy Marc Jacobs to perfumy, które uwielbiam nosić zwłaszcza latem. Kwiatowy, lekki i dziewczęcy zapach sprawdza się idealnie w gorące dni, gdy cięższe zapachy potrafią robić się nieco duszące. Kolejny to La vie est Belle od Lancome. Nie przepadam za słodkimi zapachami, ale ten urzekł mnie od razu i używam go z przyjemnością już dobre trzy lata. 
Jedyną nowością jest tu zapach Naomi Campbell Pret a Porter. To jej pierwsze perfumy jakie się u mnie znalazły i szczerze mówiąc wiele się po nich nie spodziewałam, ale zapach bardzo mi się spodobał i do tego okazały się naprawdę trwałe. 

Ulubieńcy roku 2016: Pielęgnacja, paznokcie, zapachy, gadżety

Trochę się tego zebrało, ale są tu same produkty, które z czystym sumieniem mogę polecić i te, które w zeszłym roku sprawdzały się u mnie zdecydowanie najlepiej. 

Jeśli udało się wam jakoś dobrnąć do końca, dajcie mi koniecznie znać czy znacie jakieś kosmetyki, które znalazły się w moich ulubieńcach 2016 roku ;)


INSTAGRAM @MISSLILITH

Copyright © 2017 Miss Lilith