20:15:00

Denko #2 cz.2

 Dziś tak jak obiecywałam, mam dla was drugą i już nieco krótszą część denka. Poza jednym produktem, tym razem to sami ulubieńcy, więc zapraszam ;)

projekt denko




olejek różany Bielenda


Ziaja, Liście manuka, Żel oczyszczający - Na początek właśnie ten jeden produkt z całej gromadki, który niczym szczególnym mnie do siebie nie przekonał, chociaż często widzę, że jest bardzo zachwalany. A jak dla mnie to żel jak żel. Niby jako tako oczyszcza, niby krzywdy nie robi, niby jest tani i całkiem nieźle pachnie, ale to wszystko takie właśnie "niby". Nie miałam przy nim wrażenia, że moja skóra jest naprawdę dobrze oczyszczona i cały czas coś mi w nim brakowało. Zdenkowałam tylko dlatego, że sięgałam po niego, gdy brakowało mi innych produktów. 

Vichy Normaderm - Dla kontrastu z poprzednikiem teraz mój ulubieniec z ulubieńców. Od lat do niego wracam i nigdy mnie nie zawiódł. Świetnie oczyszcza, zmywa każdy makijaż bez podrażnienia okolic oczu, nie wysusza, nie ściąga i wyraźnie pomaga, gdy moja cera zaczyna grymasić. Dla mnie to produkt genialny i czeka mnie jeszcze cała masa zużytych butelek.

Bielenda, Olejek różany do mycia twarzy - Kolejny produkt, który znalazł się w moich ulubieńcach. Jednak ten produkt najlepiej sprawdzał mi się przy porannej pielęgnacji. Jest delikatny, ale dobrze oczyszcza i pozostawia skórę mięciutką. Więcej o nim możecie poczytać w tym poście:



projekt denko


Vaseline, Spray moistruiser Cocoa Radiant - Uwielbiałam ten produkt stosować latem. Błyskawicznie się wchłania, aplikacja jest równie szybka, a pomimo lekkości tego balsamu bardzo dobrze nawilżał moją skórę i na dodatek pięknie pachnie. O nim też możecie poczytać trochę więcej w tym poście:






Isana, Krem do ciała Shea & Kakao - Do ciała to kompletna klapa, więc w tym temacie nawet nic nie mówię. Za to do włosów, to prawdziwe cudo. Jeśli nie próbowałyście jeszcze kremowania włosów, naprawdę polecam. Ten balsam sprawdza się do tego świetnie, a włosy  po jego użyciu są naprawdę niesamowicie miękkie, gładkie i lśniące.


projekt denko

Shills, Black Mask - Mały i bolesny zabójca wszystkiego co mamy na twarzy, a niekoniecznie jest nam do szczęścia potrzebne. Zaskórniki, suche skórki, zanieczyszczenia, słabe włoski. Po dobrej parówce zedrze i wyciągnie z twarzy wszystko, a pomimo często bolesnego i dość drastycznego ściągania maski, nie podrażnia skóry. Mam jej mały zapas i teraz raczej używam jej już tylko na nos, ewentualnie brodę i czoło. Jeśli jesteście jej ciekawe, to zapraszam tutaj :




L'oreal, Volume Million Lashes, So Cotour So Black - Maskara służyła mi długo i sprawdzała się świetnie, aż żałowałam, że się skończyła. Pięknie pachnie, dobrze wydłuża i pogrubia rzęsy. Rzeczywiście po jej użyciu wydawały się o wiele bardziej gęste i nie było przy tym mowy o żadnym sklejaniu rzęs.

Anatomicals, Krem do rąk - Niby na noc, ale za dnia sprawdza się równie dobrze. Bardzo lubię kosmetyki Anatomicals i ten również mnie nie zawiódł. Szybko się wchłania, dobrze nawilża, a po nocy z nałożoną grubszą warstwą, dłonie są jak nowe. Do tego jak większość kosmetyków tej marki naprawdę przyjemnie pachnie. 

projekt denko

I to by było na tyle. Sporą część produktów pominęłam i w obu częściach denka pokazywałam raczej te ciekawsze. Mam nadzieję, że kolejnym razem łatwiej mi będzie zebrać się do tych postów i będą się pojawiać bardziej regularnie, żeby puste opakowania nie zalegały mi miesiącami, czekając na to aż się nimi zainteresuję. 

Dajcie znać czy znacie coś z tej części i jak sprawdziło się w waszym przypadku ;)


INSTAGRAM @MISSLILITH

Copyright © 2017 Miss Lilith