17:25:00

Bioaqua - Bąbelkująca maseczka oczyszczająca

Dziś mam dla was post o maseczce, która wzbudziła na moim istagramie wielkie zainteresowanie. Pod ostatnimi ulubieńcami też wyraziłyście nią spore zainteresowanie, więc w końcu udało mi się napisać o niej coś więcej. A mowa oczywiście o Carbonated Bubble Clay Mask, czyli oczyszczającej maseczce bąblującej Bioaqua. Zapraszam serdecznie do czytania ;)

Bąblująca maseczka kusiła mnie już bardzo długo. Nie raz wspominałam, że lubię testować kosmetyki o ciekawych konsystencjach i efektach, a maseczka, która zaczyna pienić się na twarzy jest niewątpliwie właśnie takim produktem. 

Maseczkę Bioaqua możemy dostać na AliExpress. I tu wiem jak bardzo zdania są podzielone, co jest całkowicie zrozumiałe. Nie mam zamiaru też nikogo przekonywać do tego, żeby kupować tam maseczki, czy jakiekolwiek inne produkty. To czy zdecydujemy się na taki zakup i testowanie maseczki jest sprawą bardzo indywidualną i każdy ma inne podejście. Ja skusiłam się na produkty tej marki już kilka miesięcy temu, od tej pory ich maski w płacie goszczą u mnie bardzo często i sprawdzają się świetnie. Uznałam, że nasze maseczki również potrafiły mnie podrażnić, uczulić czy też spowodować wysyp niespodzianek nawet po dokładnym sprawdzaniu składu, więc mogę zaryzykować też z Bioaqua i AliExpress. Ja się nie zawiodłam, wręcz przeciwnie. Znalazłam też właśnie tam mojego absolutnego ulubieńca w kategorii maseczek pod oczy, więc chętnie zamawiam kolejne produkty Bioaqua. 

Zawsze jednak pamiętajmy o tym, że po zakupie jakiegokolwiek produktu z tej strony, warto zrobić dzień wcześniej próbę uczuleniową na niewielkim fragmencie skóry. Wtedy będziemy mieć pewność czy maseczka nie zrobi nam krzywdy i już spokojniej będzie można testować jej działanie. 

Maseczka ma 100g pojemności i w zależności od sprzedawcy kosztuje od około 3,5 do 5 dolarów. Ja swoją kupiłam tutaj:

 > Carbonated Bubble Clay Mask

Bioaqua, Carbonated Bubble Clay Mask

Na opakowaniu o dziwo i na szczęście mamy dostępnych kilka informacji o produkcie również w języku angielskim. Nieco łamanym angielskim co prawda, ale zawsze coś można z tego wyciągnąć. Możemy się z nich dowiedzieć, że maseczka ma łagodnie oczyścić naszą skórę, wyciągnąć z niej zanieczyszczenia i nadmiar sebum, nawilżyć, wygładzić i odświeżyć cerę.



Skład: water, kaolin, glycerin, propylene glycol, cerylstearyl alcohol, hydrolysis placenta (pig) proteins, oats (avena sativa) ß- glucan, jojoba (simmondsia chinesis) seed oil, bisabolol, North American gold subaequale (ham-amelis virginiana) extract, cetyl phosphate, potassium, purslane (portulaca oleracea) extract, carbomer, triethanolamine PH, sodium acrylate / acrylic acid copolymer taurate, methylisothiazolinone, sodium hyaluronate, EDTA disodium, fragrance.



Maseczka przychodzi w zafoliowanym kartoniku, za co już spory plus. Do tego na kartonie przy otwarciu jest naklejka z logiem marki, więc możemy mieć pewność, że w międzyczasie nikt tej maseczki nie wymacał i nie otwierał. Swoją drogą już kilka razy wspominałam, że naprawdę życzyłabym sobie, żeby u nas też wszystkie kosmetyki były zapakowane w taki sposób i zabezpieczone przed otwarciem, bo czasami strach coś kupować, wiedząc, że najpewniej w drogerii nie jedna osoba koniecznie musiała otworzyć i sprawdzić pełnowartościowy kosmetyk... Ale to już inna sprawa. 

Jak już pisałam, na opakowaniu są informacje w języku angielskim, więc nie bierzemy produktu całkiem w ciemno. W kartoniku znajdziemy maskę w plastikowym słoiczku, zabezpieczoną dodatkowo w środku drugim wieczkiem, a do tego dostajemy plastikową szpatułkę, ułatwiającą wydobycie maseczki z opakowania. To też moim zdaniem fajne rozwiązanie. Do nakładania maski na twarz nadaje się raczej średnio, ale do wyciągania jak najbardziej. Nie trzeba wyciągać jej palcami, a szpatułkę można umyć, więc jest to na pewno bardziej higieniczne rozwiązanie





Maseczka ma konsystencję rzadkiego budyniu i raczej mało zachęcający, ciemnoszary kolor. Przyznam, że patrząc na nią po samym wyglądzie nie spodziewałam się szczególnie przyjemnego zapachu, ale i tu zostałam pozytywnie zaskoczona. Maska choć wyglądem (przynajmniej na początku) nie powala, pachnie zadziwiająco przyjemnie. Nie jest zbyt intensywny, nie przeszkadza po nałożeniu na twarz i ma delikatnie świeżą nutę. Miłe zaskoczenie i na pewno sprawia, że stosowanie jest bardziej przyjemne. 

Do nakładania, tak samo jak w przypadku wszystkich maseczek zdecydowanie polecam po prostu pędzelek. Szpatułką dołączoną do zestawu trzeba się naprawdę namachać, żeby nałożyć maseczkę na całą twarz. Palcami najwygodniej też nie jest. Konsystencja jest dość rzadka i lekka, nie jest kremowa, a jednak trzeba ją rozprowadzić na twarzy równomiernie nieco grubszą niż zwykłe maski, ale też nie zbyt grubą warstwą. 
Chociaż jeśli wszystkie maseczki nakładacie palcami i jesteście przyzwyczajone do właśnie takiej aplikacji, to z tą też sobie poradzicie. Ja zawsze używam pędzelka, tak mi jest po prostu najwygodniej i najszybciej, a przy tym nie marnuje części produktu, który zostawałby mi na dłoniach. 





Producent nie zaleca nakładania zbyt grubej warstwy maseczki na twarz. Przy pierwszej aplikacji miałam też pewne wątpliwości ile tak naprawdę jej nałożyć, żeby dobrze się spieniła i w pełni spełniła swoją rolę. U mnie stanęło na około milimetrze grubości. Nakładam jej więcej niż maseczki bez zmywania, ale też mniej niż na przykład glinki. Tu tak naprawdę trzeba spróbować na sobie i zobaczyć jaka ilość maseczki najbardziej nam odpowiada. I tu znowu przydatny jest pędzelek, żeby nałożyć ją równo i nie przesadzić z grubością warstwy. 
Przy takiej ilości jaką ja stosuję, maseczka jest naprawdę wydajna i te 100g spokojnie wystarczy na kilkanaście aplikacji. 






Producent zaleca też trzymanie maseczki na twarzy około 5 minut aż dobrze się spieni. U mnie trwa to nieco dłużej, ale większość maseczek trzymam na twarzy dłużej niż zalecany czas. 
Maseczka rzeczywiście po tych pięciu minutach jest już dobrze spieniona, ale to uczucie na skórze jakie powoduje bąblowanie maski jest tak świetne, że ja nie byłabym w stanie zmyć jej tak szybko. Jeszcze przed pierwszym użyciem obawiałam się, że podczas bąbelkowania będę miała cały czas ochotę się drapać i dotykać twarz, ale nic takiego się nie dzieje. Uczucie jest naprawdę fajne i przyjemne. Delikatny masaż podczas powstawania coraz większej piany i pękania bąbelków, lekkie mrowienie i łaskotanie daje nieco śmieszne, ale i jednocześnie ciekawe doznanie. Dodatkowo mina kogoś kto was w tej maseczce zobaczy z pewnością będzie bezcenna ;)

Maseczka zaczyna wytwarzać pianę bardzo szybko, więc i sama aplikacja powinna iść dość sprawnie. Po nałożeniu trzymam ją na twarzy około 15 minut i przez cały ten czas maseczka bąbelkuje. Po tych piętnastu minutach rozmasowuje ją na twarzy i zostawiam jeszcze na około pięć minut, podczas których na twarzy znów wytwarza się cała masa nieco gęstszej już pianki. 

Zmywanie nie jest najszybsze i najprostsze, ale nie ma tragedii. Maseczka jest bardzo śliska i nieco utrudnia to jej zmycie, ale efekty w pełni rekompensują dłuższe zmywanie.


Po zmyciu maseczki, nie trzeba długo dopatrywać się efektów. Cera jest widocznie oczyszczona i rozjaśniona, a pory zwężone. Bąbelki powietrza, które wytwarzają się w trakcie stosowania bardzo dobrze radzą sobie z wyciąganiem zanieczyszczeń i nadmiaru sebum.

Delikatnie też łagodzi i rozjaśnia świeże przebarwienia po niespodziankach. Nawilżenie nie jest w żaden sposób porównywalne do maseczek, które mają to za swoje główne działanie, ale maseczka w żaden sposób nie powodowała u mnie dodatkowego wysuszenia i ściągnięcia skóry. Zamiast tego jest miękka, wygładzona i delikatnie napięta, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Ja z efektów oczyszczenia i odświeżenia skóry jakie daje ta maseczka jestem bardzo zadowolona. Zwłaszcza, że maska robi to w naprawdę delikatny, ale jednocześnie skuteczny sposób. Nie bez powodu znalazła się w moich wrześniowych ulubieńcach i sięgam po nią naprawdę chętnie. 
Jak już wspominałam na samym początku, zamawianie kosmetyków na AliExpress to bardzo indywidualna sprawa, ale moim zdaniem ta maseczka sprawdza się na tyle dobrze i jest na tyle tania, że warto po nią sięgnąć i wypróbować. 








Podsumowując, moim zdaniem maseczka naprawdę dobrze spełnia swoją rolę i jest godna polecenia. To już kolejny produkt marki Bioaqua, który sprawdził się u mnie świetnie i tylko skusił do kolejnych zakupów i przetestowania większej ilości ich produktów. Moim zdaniem nie obiegają one w widoczny sposób od innych i bardziej popularnych u nas azjatyckich kosmetyków. Widziałam też na ich temat całkiem sporo pozytywnych opinii, więc najwyraźniej nie jestem sama.

Dajcie mi znać jaki jest wasz stosunek do testowania produktów z AliExpress. Czy skusiłyście się kiedyś na jakąś maseczkę i jakie były wasze wrażenia po ich stosowaniu. A może miałyście też już właśnie tę bąblującą maseczkę? Jeśli tak to koniecznie podzielcie się swoimi efektami ;)

INSTAGRAM @MISSLILITH

Copyright © 2017 Miss Lilith