22:06:00

Niebiańskie maseczki 7th Heaven


Pozostając w temacie maseczek, dziś chciałam wam pokazać kolejne trzy, które w ostatnim czasie podbiły moje serce i zmysł węchu. Iście niebiańskie zapachy truskawki i czekolady, umilały mi wieczory przez kilka ostatnich tygodni, a dzisiaj w końcu nadszedł czas na to, żebym podzieliła się moją opinią na ich temat. Jeśli jesteście ciekawi jak sprawdzają się u mnie maseczki marki 7th Heaven, zapraszam do dalszego czytania.


Maseczki do twarzy 7th Heaven



Nie wiem jak wy ale ja nie wyobrażam sobie pielęgnacji swojej cery bez maseczek. Kupuję i testuję jakie tylko mogę, czasami z lepszymi i gorszymi rezultatami. Mam trochę swoich ulubieńców, które stale znajdują się w moich maseczkowych zapasach, a ostatnio dołączyły do nich również te trzy maseczki 7th Heaven, które wstępnie pokazywałam już w ulubieńcach maja. 

7th Heaven jest brytyjską marką, produkującą kosmetyki pielęgnacyjne, zawierające głównie naturalne składniki. W ofercie marki możemy znaleźć produkty do pielęgnacji twarzy, włosów, ciała i stóp w wygodnej oraz szybkiej w użyciu formie saszetek. Warto również wspomnieć, że maski posiadają certyfikat Cruelty Free, przyznawany wyłącznie wtedy, gdy kosmetyki i wszystkie jej składniki nie były testowane na zwierzętach, na żadnym etapie produkcji. Produkty marki są również wegetariańskie.

Marka została założona już 30 lat temu, a teraz w końcu możemy znaleźć ich produkty również na polskich półkach sklepowych. Juz od pewnego czasu maseczki są dostępne w drogeriach Hebe. Pojedyncze saszetki dostaniemy tam za niecałe 5 złotych.

STRAWBERRY SOUFFLE 
Truskawkowa maseczka 7th Heaven

Od producenta:


Nawilżająca maska Truskawkowy Suflet
Przeznaczona do cery suchej. Truskawkowa rozkosz o działaniu nawilżającym i głęboko oczyszczającym. Pozwól swojej skórze oddychać podczas gdy lekka, puszysta formuła nawilża ją i odświeża. Poczuj łagodzące właściwości wanilii i aloesu oraz moc kwasów owocowych zawartych w truskawkach. 

Skład: Aqua (Purifed water), Bentonite (Natural clay), Glyceryl stearate SE (Plat origin), Stearic acid (Plant origin), Glycol stearate (Plant origin), Glycerin (Plant origin), Glyceryl stearate (Plant origin), Coco-glucoside (Plant origin), Prunus persica (Peach) kernel oil, Mica (Natural mineral), PEG-100 stearate (Plant origin), Fragaria ananassa (Strawberry) fruit, Benzyl Alcohol, Juglans regia (Walnut) shell powder, Xantan Gum (Plant origin), Parfum (Fragrance), Dehydroacetic acid, Aloe barbadensis (Aloe vera) leaf juce, Maltodextrin (Plant origin), Dried cream (Milk origin), Aroma (Flavor), Vanilla planifolia (Vanilla) fruit extract, Sodium benzoate, Potassium sorbate, CI 7789I (Titanium dioxide)   (Naturalpigment), CI 14700 (Red 4)

Truskawkowa maseczka 7th Heaven

Truskawkowy Suflet zdecydowanie jest moim największym ulubieńcem z całej trójki. Maseczka ma w swoim składzie między innymi naturalne glinki, truskawkę, olej brzoskwiniowy, sok z aloesu i ekstrakt z wanilii. Gęsta, kremowa konsystencja maski zawiera w sobie również niewielkie drobinki, które podczas nakładania i zmywania kolistymi ruchami, delikatnie peelingują i pobudzają mikrokrążenie skóry. 

Maseczka lekko zastyga na twarzy, ale nie powoduje przy tym nieprzyjemnego ściągnięcia skóry. Po zalecanych 15 minutach, maska pomimo zawartości glinek zmywa się z twarzy bez większego problemu. 

Po zmyciu maseczki skóra jest świetnie nawilżona, gładka, promienna, a pory lekko ściągnięte. Cera jest też oczyszczona, ale delikatnie. Do głębokiego oczyszczenia stosuję raczej silniej działające maski, jednak ta jak najbardziej nadaję się do częstszego stosowania i utrzymywania czystej, oczyszczonej cery. 

Nie mogłabym też nie wspomnieć o zapachu tej maseczki. Nie jest to zapach typowej truskawki. Dla mnie pachnie ona jak przepyszne truskawkowe lody, albo śmietankowo-truskawkowe cukierki. Jeśli mam jakieś trudności ze zmyciem maseczki, to tylko dlatego, że naprawdę nie mam ochoty pozbywać się z twarzy tego zapachu. 



DEAD SEA MUD PAC
Maseczka z minerałami z morza martwego 7th Heaven




Od producenta:



Głęboko oczyszczająca maska z minerałami z Morza Martwego

Przeznaczona do skóry mieszanej i tłustej. Minerały z Morza Martwego, usuwają zanieczyszczenia i odblokowują pory, pozostawiając skórę czystą, nawilżoną i promienną.


Skład: Aqua (Purifed water), Kaolin (Natural clay), Glycerin (Plant origin), Alcohol denat. (Plant origin), Glyceryl stearate SE (Plant origin), Sodium citrate, Polysorbate 20 (Mild cleanser), Glucose (Sugar), Silt (Dead Sea mud), Maris sal (Death Sea salt), Citric Acid (Plant origin), Parfum (Fragrance), Fucus vesiculosus (Seaweed) extract, Potassium iodide, Sodium chloride (Minerał origin), Potassium thiocyanate, Potassium sorbetem, Lavandula angustifolia (Lavender) oil, Sodium benzoate, Citrus aurantium bergamia (Bergamot) fruit oil, Lactoperoxidase (Milk origin), Glucose oxidase (Sugar origin), CI 42090 (Blue 1)

Maseczka z minerałami z morza martwego 7th Heaven

Kolejną maseczką, którą miałam okazję spróbować jest maska Dead Sea Mud Pac, czyli maseczka z minerałami z Morza Martwego. W składzie znajdziemy glinki, sól i błoto z Morza Martwego, ekstrakt z wodorostów, olejek lawendowy i olej z pomarańczy bergamoty. Poza tymi składnikami, znajdziemy niestety również alkohol i z tego względu nieco obawiałam się tej maseczki. Jednak mimo zawartości tego składnika, maseczka pozytywnie mnie zaskoczyła. 

Maseczka ma bardzo gęstą konsystencję i zastyga na twarzy nieco bardziej od truskawkowej. W pierwszej chwili po nałożeniu możemy odczuć mrowienie skóry, ale jest na tyle delikatne, że nie sprawia żadnego dyskomfortu podczas stosowania. Po zmyciu maseczki, pomimo wcześniej wspomnianego alkoholu w składzie i moich obaw, cera po zastosowaniu tej maseczki nigdy nie jest wysuszona, czy też podrażniona. Jest za to bardzo dobrze oczyszczona, gładka, a pory zostają wyraźnie zwężone. 

Zapach nie powala tak jak w przypadku dwóch pozostałych maseczek. Nie jest on nieprzyjemny, a raczej specyficzny. Mi najbardziej przypomina męskie perfumy z bardzo lekką, wyczuwalną gdzieś na samym końcu domieszką lawendy. Moim ulubionym zapachem z pewnością nie zostanie, ale też nie przeszkadza, więc i do tej maseczki wracam chętnie. 


CHOCOLATE MUD MASQUE
Czekoladowa maseczka 7th Heaven

Od producenta:

Oczyszczająca maska czekoladowa
Przeznaczona do skóry mieszanej i tłustej. Kremowa, czekoladowa rozkosz, która głęboko oczyszcza skórę, odblokowuje pory i wyciąga z nich zanieczyszczenia. Właściwości lecznicze soli z Morza Martwego i działanie nawilżające masła kokosowego oraz masła shea sprawiają, że Twoja skóra będzie odmłodzona, nawilżona i zregenerowana. 

Skład: Aqua (Purifed water), Kaolin (Natural clay), Glycerin (Plant origin), Theobroma cacao (Cocoa) seed butter*, Glyceryl stearate SE (Plant origin),  Bentonite (Natural clay), Argilla (Natural clay), Montmorilonite (Natural Clay), Butyrospermum parkii (Shea) butter, Ceteareth-20 (Plant origin), Aroma (Flavor), Theobroma cacao (Cocoa) fruit powder*, Glucose (Sugar), Maris sal (Dead Sea salt), Citric Acid (Plant origin), Mica (Mineral origin), Sucrose (Sugar)*, Potassium iodide, Sodium chloride (Mineral origin), Potassium thiocyanate, Lactoperoxidase (Milk origin), Glucose oxidase (Sugar origin), Vanilla planifolia fruit extract, Lecithin*, CI 77492 (Iron oxides), CI 77499 (Iron oxides), CI 77491 (Iron oxides), *All ingredients of rich Belgian chocolate.


Czekoladowa maseczka 7th Heaven

Na koniec mam zapachową perełkę, w której zakochałam się od pierwszego powąchania. Chocolate Mud Masque zawiera w sobie składniki takie jak: glinki, masło kakaowe, masło shea, kakao, sól z morza martwego, ekstrakt z wanilii i lecytynę. Lekko zastyga na twarzy, ale tak samo jak w przypadku pozostałych dwóch masek, nie powoduje ściągnięcia skóry. 

Producent zaleca zmycie maseczki po 15 minutach, jednak dla mnie jest to kompletnie niewykonalne. Maseczka co prawda zmywa się łatwo, ale ja osobiście nie jestem w stanie rozstać się z tym zapachem tak szybko. Kiedy jednak już uda mi się to zrobić, pod warstwą maseczki dostrzegam nawilżoną, mięciutką i promienną skórę. Cera jest też oczyszczona, ale nie tak bardzo jak po maseczce z minerałami z Morza Martwego. Tak jak w przypadku truskawkowej, jest to maseczka, którą spokojnie możemy używać na codzień, żeby utrzymać czystą i jednocześnie nawilżoną cerę.

A co do zapachu... Przysięgam, za każdym razem, gdy otwieram tę maseczkę, zamiast na twarz mam ochotę przelać ją do kubka, zalać mlekiem i zrobić sobie z niej gorącą czekoladę. Długo szukałam maseczki, która będzie mogła zastąpić mi czekoladową maskę marki Schaebens, która niestety w Polsce nie jest dostępna. I znalazłam. Z tym wyjątkiem, że ta w przeciwieństwie do tamtej, maseczka 7th Heaven niestety nie jest jadalna.

Maseczki 7th Heaven


Trochę się rozpisałam, ale maseczki są dla mnie naprawdę warte uwagi. Kolorowe i ciekawe opakowania przyciągają wzrok w drogerii, zapachy są prawdziwie niebiańskie, a dobre działanie zatrzymuje przy nich na dłużej. 

Muszę też odrobinę ponarzekać. Maseczki stosuję już dość długo i do tej pory niestety miałam okazję spróbować tylko tych trzech. Albo moje Hebe jest w nie słabo zaopatrzone, albo maseczki są za każdym razem wykupione, ale udało mi się kupić tylko te i poza nimi widziałam jeszcze dwie peel-off. Za tego typu maskami nie przepadam, ale z braku innych kupię, przetestuję i mam nadzieję, że tak jak w przypadku tych trzech, będę również zadowolona. Mam też nadzieję, że w końcu jednak uda mi się znaleźć inne warianty maseczek 7th Heaven. Chętnie spróbowałbym zwłaszcza tych do pielęgnacji włosów, jestem ciekawa czy poradziłyby sobie z moimi ostatnio kapryśnymi włosami. 

Ale koniec marudzenia, bo przy tych trzech świetnych maseczkach aż nie wypada. Ja lecę relaksować się z truskawkową maseczką, a was jak zawsze zachęcam do komentowania i dzielenia się swoimi wrażeniami na temat tych kosmetyków. 

Znacie już maseczki 7th Heaven? A może próbowałyście też innych, za którymi szczególnie powinnam się teraz rozejrzeć?




BĄDŹ NA BIEŻĄCO Z NOWYMI POSTAMI!

                        



INSTAGRAM @MISSLILITH

Copyright © 2017 Miss Lilith