15:51:00

Schaebens Totes Meer Maske. Maseczka z minerałami z morza martwego.

Idąc za ciosem, dziś mam dla was kolejną świetną maseczkę marki Schaebens. Zarówno do tej jak i truskawkowej maseczki peelingującej, o której mogliście przeczytać tutaj we wczorajszym poście, wracam od wielu lat i nigdy się nie zawiodłam. Tym razem chcę wam pokazać intensywnie oczyszczającą maseczkę z minerałami z morza martwego Totes Meer Maske.



Totes Meer Maske marki Schaebens jest maseczką zawierającą w sobie algi, tlenek cynku, oraz minerały i błoto z morza martwego. Poza tymi czterema głównymi składnikami znajdziemy w niej również proszek z aloesu, ekstrakt z rumianku i spiruline. Nie zawiera barwników i perfum. 



Od producenta:
Maseczka została opracowana specjalnie dla skóry problematycznej i zanieczyszczonej. Zwalcza bakterie powodujące pryszcze, usuwa nadmiar tłuszczu i intensywnie oczyszcza skórę. Regularne stosowanie zapobiega krostom, zaskórnikom i wypryskom. Testy kliniczne udowodniły wyraźną poprawę stanu skóry. Spirulina poprzez swoje właściwości przeciwutleniające chroni przed szkodliwym wpływem środowiska, a tym samym wspiera naturalne funkcje skóry. Aloes i rumianek mają kojący wpływ.


Niestety ta maseczka jak i pozostałe marki Schaebens nie są dostępne stacjonarnie w Polsce. W Niemczech zapłacimy za nią około 60 centów, tutaj jest dostępna w sklepach internetowych z chemią i kosmetykami niemieckimi za około 5-6 złotych.

Saszetka zawiera 15ml produktu i spokojnie wystarcza na dwa lub nawet trzy zastosowania. 






Skład: Aqua, Silt, Kaolin, Citric Acid, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Propylene Glycol, Zinc Oxide, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Chamomilla Recutita Flower Extract, Spirulina Platensis Powder, Coco-Glucoside, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol.(Silt = hier: Totes Meer Schlamm)



A co do działania, znów muszę zgodzić się z producentem i większością jego obietnic. Maseczka Totes Meer rzeczywiście bardzo dobrze oczyszcza skórę. Podczas nakładania przez krótką chwilę czuć dość mocne pieczenie, zwłaszcza jeśli przed jej użyciem został wykonany peeling. To jednak nie zawsze jest koniecznie, ponieważ maseczka zawiera w sobie drobinki, więc przy nakładaniu okrężnymi ruchami lub zmywaniu dodatkowo możemy wykonać lekki peeling. 

Kolor i zapach maseczki nie powalają, ale nie jest tak intensywny, żeby mógł przeszkadzać podczas jej stosowania. Maseczka nie zawiera barwników ani substancji zapachowych dlatego nakładamy na twarz zielonkawo-brązowe błoto, które po kilkunastu minutach zastyga na twarzy. Ja chcąc uniknąć niepotrzebnego ściągnięta skóry czasami spryskuję ją wodą termalną. 

Pomimo pieczenia w pierwszych chwilach po nałożeniu maseczki, skóra po jej zmyciu nie jest podrażniona, zaczerwieniona, ani ściągnięta. Twarz jest oczyszczona, gładka i bardzo miękka, pory zostają zwężone, a część większych zaskórników zostaje usunięta. Regularne stosowanie maseczki rzeczywiście pozwala na zachowanie czystej skóry i pomaga w walce z niedoskonałościami.

Maseczka wyciąga też ze skóry wszelkie zanieczyszczenia, dlatego czasami kiedy wracałam do niej po dłuższym czasie przerwy, po jej użyciu pojawiało się kilka niespodzianek. Te jednak szybko znikały po kolejnych użyciach, a twarz była w o wiele lepszym stanie przez długi czas. 




Jak już wspominałam w ostatnim poście, w czerwcu planuję małe rozdanie z okazji tego, że stuknie mi okrągłe 25 lat. Maseczka z minerałami z morza martwego również będzie w nim do dostania i mam nadzieję, że komuś będzie służyła równie dobrze.

Znacie tę maseczkę Schaebens? A może chcecie spróbować i sprawdzić na sobie jej oczyszczające działanie? Chętnie dowiem się również jakie są wasze ulubione maseczki oczyszczające, które mogłabym dostać w naszych drogeriach i zastąpić nimi niestety trudno dostępne Schaebens.

INSTAGRAM @MISSLILITH

Copyright © 2017 Miss Lilith