19:00:00

Denko #1





Przez ostatnie kilka tygodni nazbierało mi się już całkiem sporo pustych opakowań po produktach. Nie chcę zajmować postów kilkoma produktami, dlatego denko nie będzie pojawiać się równo co miesiąc. Czasami będzie częściej, czasami rzadziej, w zależności od tego kiedy uzbiera mi się tyle kosmetyków, żeby było co w ogóle pokazywać. Nie przedłużając wstępu, zapraszam was dzisiaj na moje pierwsze denko.



Batiste, Dry Shampoo - Tego produktu nie muszę chyba już nikomu przedstawiać. Zawsze się sprawdza, ma piękne zapachy i nie bieli moich ciemnych włosów. Zdecydowany ulubieniec spośród suchych szamponów.


Schwarzkopf, Taft Dry Shampoo - Kupiłam z ciekawości w Niemczech na przecenie za około 50 centów. Nie był zły, całkiem dobrze odświeżał włosy, chociaż tu już musiałam się trochę więcej namachać, żeby nie było go widać. Jeśli znowu trafi mi się w takiej cenie to pewnie się skuszę, ale jednak Batiste bije go na głowę.




Balea, Intensivpflege Shampoo, Vanille & Mandelöl - Uwielbiam produkty do włosów marki Balea. Szampony i odżywki do włosów można dostać w drogeriach DM za 55 centów, co jest wręcz śmieszną ceną. Szampon pięknie pachnie, dobrze się pieni i nie plącze włosów. To tego i innych szamponów Balea będę wracać zawsze z przyjemnością.


Balea, Intensivpflege Spülung, Vanille & Mandelöl
- Odżywka tak samo jak szampon ma piękny zapach, a jeśli ktoś czytał moje poprzednie posty już pewnie wie, że to dla mnie bardzo ważne. Poza tym bardzo dobrze wygładza włosy, ułatwia ich rozczesywanie, nawilża. Za takie grosze to genialny produkt.



L'Biotica, złuszczająca maska do stóp - Tu mamy produkt, który u mnie niestety się nie sprawdził. Efekt po użyciu nie różnił się niczym od lekkiego starcia naskórka tarką. Coś tam się złuszczyło, ale stopy były w prawie tym samym stanie co przed użyciem. Więcej o tych skarpetkach możecie poczytać tutaj w jednym z wcześniejszych postów.




Kneipp, Olejek do ciała Tajemnica Piękna - Na ten moment to mój ulubiony olejek do ciała. Świetnie nawilża i odżywia skórę, szybko się wchłania, jest bardzo wydajny i ma naprawdę przepiękny zapach, który dodatkowo umila jego stosowanie. W tej chwili otworzyłam już kolejną buteleczkę i kiedyś na pewno znów do niego wrócę. Jeśli chcecie dowiedzieć się o nim trochę więcej zapraszam tutaj na recenzję.




BeBeauty, Zmywacz do paznokci - Mój kolejny z kolei zmywacz z Biedronki. Od lat z przyjemnością wracam do ich zmywaczy i pewnie prędko się to nie zmieni. Są tanie, mają wygodne pompki, nie wysuszają paznokci ani skórek i świetnie radzą sobie ze zmywaniem nawet ciemnych lakierów do paznokci.

Wellnes & Beauty, Peeling cukrowo - olejowy - Bardzo fajny, ostry peeling do ciała. Ładnie pachnie, mocno ściera naskórek i zostawia po sobie na skórze olejową warstwę. Zazwyczaj używam raczej peelingu kawowego i rzadko kupuje gotowe, ale ze względu na zapach i konsystencję pewnie jeszcze zawita w mojej łazience jeśli trafi mi się na promocji.

Noxzema, Krem głęboko oczyszczający
- Kupiłam go z ciekawości na Allegro przy okazji innych zakupów za kilkanaście złotych. Stosowałam do mycia twarzy, jako maseczkę i przy obu sposobach spisywał się bardzo fajnie. Lekko chłodzi, dobrze oczyszcza, chociaż ze względu na kremową konsystencję raczej się nie pieni. Jak kiedyś znów na niego trafię to chętnie kupię.




Gilette Satin Care Olay Sensitive Shave Gel - Żel jak żel, żadnych specjalnych właściwości nie zauważyłam i raczej do niego nie wrócę. Równie dobrze sprawdzają się u mnie o wiele tańsze produkty tego typu.


Balea, Dusch Peeling Buttermilk & Lemon
- Nie jestem już w stanie zliczyć ilości zużytych przeze mnie opakowań tego produktu. Jako peeling jest bardzo delikatny i tego typu kosmetyki traktuje bardziej jak zwykłe żele pod prysznic z lekkim złuszczaniem. Za to jego zapach jest po prostu genialny. Była to limitowana edycja, z tego co pamiętam wracała do drogerii DM w okresie letnim i mam ogromną nadzieję, że przy kolejnej wizycie uda mi się go jeszcze dostać.




Regenerum, Regenerujące serum do rąk - Bardzo dobry krem do rąk. Szybko się wchłania, a grubsza warstwa zostawiona na noc wyraźnie wygładzała i nawilżała dłonie. Chętnie do niego jeszcze wrócę, chociaż tym razem zapamiętam, żeby nie zostawiać go na łóżku bo jak widać po opakowaniu, sprawdził się również jako gryzak dla psa ;)


Adidas 6in1 - Antyperspiranty Adidas są jednymi z moich ulubionych i zawsze chętnie do nich wracam, zarówno w wersji w spreju jak i kulce. Pod względem zapachu te różowe odpowiadają mi najbardziej, dobrze spełniają swoją funkcję. Nic dodać nic ująć.


Body Club, Bananowy balsam do ust - Produkt stylizowany na balsamy EOS, jednak poza pięknym bananowym zapachem w żaden sposób nie dorównuje ich właściwościom pielęgnującym. Miałam jeszcze ten o zapachu zielonego jabłka, który dla mnie bardziej pachniał galaretkami w czekoladzie z Mieszanki Krakowskiej. Zapachy ładne, ale to jednak nie wystarcza, żebym do nich wróciła.




To już koniec produktów w moim pierwszym denku. Większości tych kosmetyków używało mi się bardzo dobrze, ale niestety jak widać trafiły się i buble. A wy znacie produkty, które pokazałam? Może u was sprawdziły się inaczej niż u mnie?


INSTAGRAM @MISSLILITH

Copyright © 2017 Miss Lilith